Menu

Miss Saigon

Good morning ... upal

chaobella
Jak co roku, niepostrzezenie, acz uporczywie, upal zaczyna przypominac, co to znaczy zyc w tropikach. Prognoza pogody dla Sajognu jest constans przez okragly rok: 32 stopnie.  Propaganda i cenzura! Faktycznie, styczen jest upojnie rzeski, kwiecien zabojczo upalny, a wrzesien ulewny i szarobury. Pamietacie te scene z Good Morning Vietnam? Robin Wiliams zostaje obsztorcowany przez zniewiescialego porucznika, ze zamiast podawac rzetelne informacje (ma na mysli pogode rzecz jasna, a nie dane o rozmieszczeniu wojsk Vietcongu), drazni dzielnych zolnierzy halasliwa muzyka? Wiliams potulnie wykonuje polecenie i tonem nadajacego tajna depesze, informuje : " Dzisiaj, moi drodzy, tak jak wczoraj, miesiac temu i za rok, bedzie cieplo.  I cholernie parno!" Dla ochlody spalonym sloncem i na pocieszenie zasypanym sniegiem  - wielki blekit.

chaobella, sobota, 12 marca 2005

Komentarze:


apparecchio_acustico

2005/03/12 20:41:24

A co robia Wietnamki, aby ustrzec sie przed skutkami parnego powietrza. Wloszki, zamiast kremow uzywaja bardzo drobnego pudru zapachowego z dodatkiem oliwy...

chaobella

2005/03/13 14:29:04

Hmmm, nie zauwazylam specjalnych zabiegow w tym celu. Nabieram przekonania, ze czlek czlekowi nierowny; kiedy ja ledwo zipie z goraca, Wietnamczycy przechadzaja sie z gracja w nieskazonych potem ubraniach :).

Kwitnace Sajgonki

chaobella
Osmego marca, Sajgon staje na glowie: dziewczyny bujniej rozkwitaja, panowie staja sie bardziej szarmanccy (i jakby rzadziej oddajacy mocz pod plotami), policja przymyka oko na kierowcow-rajdowcow, a kwiaty drozeja trzy razy. Najlepiej maja panie zatrudnione w panstwowych firmach - czeka je dzisiaj albo projekcja filmowa, albo darmowy obiad w stolowce, albo nawet kwiaty i ,calkiem niewyjatkowo, mozliwosc kompletnego i jawnego lenistwa. Za goraco na typowy polski prezent rodem z polskich przedsiebiorstw lat 80-tych w postaci pary rajstop... I tylko ilosc pijanych przedstawicieli plci przeciwnej na ulicach przypomina, tak jak i w Polsce, czyje to swieto :-).

Dla wszystkich Pan i Panow, tudziez solenizantek, w tym autorki - hibiskus rodem z Bali, uchwycony blekitnym okiem Zbysia.

chaobella, wtorek, 08 marca 2005

Komentarze:

widmowolnosci
2005/03/08 18:18:56
Bardzo fajnie piszesz , ciekawie...
chaobella
2005/03/08 18:42:58
Widmowolnosci - moze zainteresuje Cie fakt, ze na urzedowych dokumentach w Wietnamie widnieje obowiazkowa trojca slow:
Republika Socjalistyczna Wietnamu - Wolnosc - Rownosc - Szczescie...
Pozdrawiam
jezebel1
2005/03/08 23:02:14
No cóż, to przeciez prawdziwe świeto :) Ale dlaczego policja przymyka oko na piratów drogowych??:)Najlepsze życzenia z okazji imienin i czekam niecierpliwe na dalsze relacje z końca świata
apparecchio_acustico
2005/03/09 22:52:39
I pomyslec, ze ja te piekne kwiaty w herbatce popijam :(.
Wszystkiego, Miss Saigon.

100-tny gosc

chaobella
Serdecznie witam setnego goscia na stronie Miss Saigon ! Specjalnie dla niego i dla wszystkich kolejnych: moj ulubiony, konski smiech w wykonaniu Amadeusza vel Toma Hulce!

chaobella, poniedziałek, 07 marca 2005

Tsunami

chaobella

 Kilka tygodni temu wrocilam z Tajalndii. Phuket to fatalny wybor dla poszukujacych egzotyki podroznikow: szerokie, asfaltowe ulice oddzielajace miasto od morza, dudniace muzyka bary i rzedy lezakow na plazy. A jednak to wlasnie miejsce cieszy sie najwieksza popularnoscia wsrod spragnionych slonca i latwych wakacji turystow z Europy. Jeszcze niedawno kilkanascie samolotow dziennie ladowalo na wyspie. Az do fatalnej grudniowej niedzieli.  26-go grudnia dopisala przepiekna pogoda, morze bylo niezwykle spokojne. Nikt nie spodziewal sie tragedii, niewielu zwrocilo uwage na nienaturalnie cofnieta wode. Fale wyrosly nagle, pierwsza na 3 metry, kolejna na dwa razy tyle. Kazda z nich wtargnela na lad na nie dluzej niz 12 sekund.

Jeden z najlepszych hoteli Kata Beach wydaje sie pozostawac w swietnym stanie; fakt, miedzynarodowa siec stac bylo na solidna konstrukcje i proroczo wysokie fundamenty. Z balkonow tego hotelu zrobiono kilka publikowanych przez swiatowe media zdjec spienionych, brunatnych klebow wody, pochalaniajacych wszystkich i wszystko na swojej drodze. Jedynie ogolocony z drzew ogrod przypomina, co sie tu wydarzylo. I pobliska nadmorska restauracja, po ktorej pozostal dol w ziemi.  

Oddalone o godzine jazdy Khao Lak bylo oaza zamozniejszych , szukajacych spokoju turystow. Dzis pozostaje jedynym miejscem w Tajlandii zakwalifikowanym przez miejscowe wladze jako niezdolne do przyjecia turystow; baza hotelowa jest zdewastowana, wlacznie z najbardziej reprezentacyjnym hotelem, w ktorego gruzach zginelo okolo 500 osob. W odlegosci 1,5  km od portu wciaz leza betonowe slupy telegraficzne, wyrwane z korzeniami drzewa. 

Najciezej jest jednak skonfrontowac sie z usmiechnietymi dziecmi,  obejmujacymi sie rodzinami  i wyzwolonymi nastolatkami, spogladajacymi z dziesiatek zdjec. Oblepiono nimi plot otaczajacy posterunek policji przy najpopularniejszej wsrod niezaleznych podroznikow okolicy Bangkoku - Khao San Road.  Wladze prosza o pomoc w identyfikowaniu ofiar i ustalaniu ich statusu:  zywy lub martwy.  Dziesiec tygodni po tsunami, tylko ostatnia opcja wydaje sie mozliwa.                                                   W Tajlandii zginelo ponad piec tysiecy osob, ponad cztery tysiace uznaje sie za zaginione, z czego ogromna wiekszosc stanowia zagraniczni turysci, w tym Polacy.

Nie zapominajcie o potrzebujacych w Azji:

http://www.pah.org.pl/50203.html

http://www.firstgov.gov/Citizen/Topics/Asia_Tsunamis.shtml

Panie w Wietnamie

chaobella

Zachwyt nad wietnamska plcia piekna jest jedna z pierwszych i jak najbardziej naturalnych reakcji kazdego przybysza do tego kraju.  Natura zlekcewazyla calkowicie rownouprawnienie w rozdzielaniu wdziekow i skupila sie wylacznie na kobietach.  

Proste i wiotkie jak trzcina, dlugowlose i odziane w tradycyjne ao dai (rodzaj dlugiej tuniki  przykrywajacej jeszcze dluzsze i szerokie spodnie) licealistki,  z gracja motyli przemierzaja  rowerami ulice, dumnie ignorujac  istnienie korkow, halasu i smrodu spalin.  Wieczorem,  skromne uniformy ustepuja miejsca odkrytym plecom, dopasowanym dzinsom, obcislym sukienkom i wysokim obcasom. I ten sposob siadania na motorze, à la amazonka - faceci nie moga oczu oderwac, ja zreszta tez.

Dorosle kobiety wygladaja jak dziewczyny, dziewczyny jak dziewczynki.  Do pierwszej oceny wieku nalezy dodac  jakies 10 lat.  Srednia waga moich kolezanek w wieku 25-40 lat  nie przekracza 45-50 kg, przy wzroscie 145-155 cm.  Ilez sie one namecza przesuwajac te ciezkie motory!                                                  Innym znakiem rozpoznawczym tutejszych kobiet jest caly zestaw akcesoriow ochraniajacych skore przed sloncem:  dlugie rekawiczki, maska na twarz, kapelusz, skarpetki.... Nie dodaje to niestety uroku, ale zapewnia zachowanie tak pozadanej w Azji bialej skory: symbolu urody, wysokiego statusu spolecznego i materialanego. Powolutku sie to zmienia, ale kolor skory jest wciaz najistotniejszym tematem rozwazan nad uroda. Opalona pieknosc jest postrzegana jako brzydula;  brzydka, ale idealnie biala dziewczyna jako atrakcyjna. Sklepy z kosmetykami oferuja szeroki wachlarz specyfikow do wybielania i ochrony przed sloncem, nawet mydla bywaja whitening. 

 Coz pozostaje:  pogodzic sie z litosciwymi spojrzeniami spoczywajacymi na mym ogorzalym licu i wierze w stwierdzenie: "Wiesz, wam - Europejkom, jest NAWET LADNIE z opalona skora...."

Komentarze:

apparecchio_acustico

2005/02/27 20:52:03

Piekna rzeczywiscie jest...
Opowiedz cos o niej :)

apparecchio_acustico

2005/02/28 23:04:33

Jak to maske na twarz? Taka ala upior w operze czy ala chirurg :)

chaobella

2005/03/03 13:20:19

Masek istnieja cale kolekcje; wiekszosc przypomina chirurgiczne, czy wrecz nimi jest (pozostalosc po panice SARS), a czesc w istocie raczej kwalifikuje ich wlascicielki do zdjec probnych w Upiorze z Opery :-).

jezebel1

2005/03/08 11:06:41

To super, ja nigdy nie mogę się opalić i zawsze jestem zła z tego powodu. A tu proszę, gdzieś na swiecie ta bladosć moze zostac doceniona.... :)

widmowolnosci

2005/03/08 18:17:16

no ladne sa te vietnamki

fajny blog !

krytyk2

2005/04/02 20:58:11

Ten tekst przypomina mi jako zywo literackie wysiłki starego Fiedlera.Facet mial pewnie grubo po 50-tce jak pożeral wzrokiem wiotkie postacie Wietnamek.Troche to przeidealizowane!

chaobella

2005/04/17 18:29:20

Coz, licencia poetica...
Zapraszam do wyrazenia w l a s n e g o zdania.

Waz

chaobella
Biedni krotkowidze narazeni sa na szereg niebezpieczenstw:

W pogodny wiedzielny poranek schodze do kuchni, bez szkiel czy okularow ; cos lezy przy schodach. W odruchu porzadkowania, wyciagam reke, zeby podniesc sznurek, a ten myk-myk-myk i ucieka. Wracam z okularami na nosie: waz w kuchni!

1,5 metra, zielony gad. Matko najmilejsza, co robic? Dawaj go sprayem na komary - nie wiedziec czemu, nie skutkuje. Zasuwa, choc zwiniety w troje, a ja ledwo nadazam. Biegam za nim z tym glupim sprayem, zapomniawszy, ze wezy nie trzeba draznic i nie zastanawiajac sie, czy to waz jadowity, czy nie. Otwieram drzwi – moze durak wyjdzie, a sama pedze po metalowy drag, by ruszyc do walki. Wracam uzbrojona, ale weza juz nie ma.

Rozgladam sie po kuchni i z ulga stwierdzam, ze na szczescie sie domyslil i wyszedl.

Probuje dojsc do siebie - nie ma jak dwa jajeczka na miekko na niedzielne sniadanie...

Otwieram lodowke - a tu jak cos spod niej nie wyskoczy! Ja w pisk, waz w nogi (sic).

Dzwonie po pomoc, po kwadransie pojawiaja sie posilki w asyscie bosego pogromcy z bambusowym kijem. Przeszukujemy caly dom, po wezu ani sladu.

Chyba wypelzl przez okno.

Wywiad przeprowadzony wsrod ekspertow wskazuje na to, ze moj gosc nalezal do grupy tzw. dwuminutowek, czyli uroczej kategorii wezy, od ktorych ugryzienia pozostaja dwie minuty zycia....

 To spotkanie mialo miejsce rok temu, ale do dzisiaj nie potrafie przejsc kolo schodow spokojnie

chaobella, sobota, 26 lutego 2005

Komentarze:

Gość: michal, dqg142.neoplus.adsl.tpnet.pl

2005/02/26 21:46:56

Bloga ma sie od kilku dni a rodzince sie dopiero teraz powiedziało
Jest mi/nam smutno :(

magru

2005/02/27 17:02:23

Tez jestem krotkowidz.Na szczescie mam male szanse na weza w domu.Za to mam arachnefobie,czyli nie cierpie pajakow. Na dobra sprawe juz wole weze.Moze bys zachodowala ichneumona? To takie mile stworzenia. pozdrawiam serdecznie!

zanzare

2005/04/05 17:03:55

Tez bez okularow niewiele widze.A ta historia przypomniala mi moja z przed 3 lat, kiedy bez okularow ok3 godz. w nocy udalam sie do toalety za potrzeba, zasiadlam na porcelanie a tu w moim kierunku zasuwa jakis stwor wlochaty tupiac, kiedy otarl sie o moje stopy, okazalo sie, ze jest szczurem DUZYM W DODATKU i zamierza sie schowac w dziurze za muszla; no, coz, na szczescie zawal serca mnie ominal, ale przez tydzien nie korzystalam z toalety na pietrze - dzieki bogu mam jeszcze jedna na parterze...Ale i tak wspolczuje.

Motor

chaobella
Motor w Wietnamie jest rzecza swieta i podstawowym dobrem kazdego mieszkanca; poza tymi, ktorzy wybieraja lsniace limuzyny prowadzone z dostojenstwem papieskiego kierowcy, oraz zadeklarowanymi rowerzystami.

Motor, jako narzedzie wielofukncyjne, sluzy m. inn. do:

- jazdy, rzecz jasna,

- pogaduszek,

- spozywania posilkow,

- czytania,

- romansowania,

- popisow akrobatycznych,

- transportu osob (rekord to 5 osob na jednym motorze, przyznaje- w tym dwoje dzieci...),

- transportu zwierzat (kury, gesi, weze, psy),

- transportu mienia (moj ulubiony widok to:  kierowca z lodowka 1,8m, kierowca z pasazerem dzierzacym potezne lustro, kierowca z rozlorzystym drzewkiem brzoskwiniowym, oraz number one -   kierowca z opona od tira na szyi).

Normalnie, motor moze prowadzic osoba pelnoletnia, posiadajaca prawo jazdy oraz dokument wlasnosci pojazdu. Oczywisicie nikt nie lubi sobie takimi drobiazgami glowy zawracac, a policja wie o tym najlepiej. Stad liczne zatrzymania, najczescie plochych dziewczat, oraz drobiazgowa procedura ustalania, jak sie wywinac od kary.

Nie ma mocnych - trzebna siegac do kieszeni: stawka miejscowa 3 dolary, zagraniczna od 10. Nie po to w koncu policjant oplacil urzednika, by przyznal mu dobre miejsce lowow, zeby teraz tak latwo zrezygnowac z haraczu. Jesli jednak delikwent ma dosyc czasu i uporu, wymiga sie niczym, udajac jedna z nastepujacych przypadlosci:

- gluchote lub czesciowe zidiocenie,

- nieznajomosc zadnego, poza np. kaszubskim jezykiem (polski tez dziala, choc tu nalezy byc ostroznym - sporo Wietnamczykow studiowalo w Polsce, ale tez oni nie zajmuja sie lapankami),

- chroniczna niewyplacalonosc,

- wyrazne delektowanie sie sytuacja, czy nawet chec odwiedzenia komisariatu,

- bajeczka chwytajaca za serce miejscowego gline....

Nalezy podkreslic, ze w Wietnamie sie nie chodzi, ale jezdzi: po salate ulice dalej, gazete na rogu, dzieczyne dwa domy dalej. Dotarlszy do wybranego miejsca, motor nalezy powierzyc zaufanemu, badz nie, parkingowi. Na przecietnym miesci sie okolo 100 motorow i do dzisiaj nie wiem, jak to sie dzieje, ze za kazdym razem udaje sie odnalezc wlasny. Podstawa wydania motoru jest kwitek, ktory lubi sie rozpasc na 23 kawalki w porze deszczowej. Bez kwitka nie odzyskasz rumaka, chocbys stanal na glowie. Pozostaje zawsze argument finansowy, ale w tej sytuacji jest on nieco podejrzany.

Pozostaje tez ucieczka z parkingu. Przetrenowalam te opcje raz, wracajac, nomen omen, z balu charytatywnego. Nalezy zagaic parkingowego mila rozmowa, udac nagle znalezienie kwitka, wyczekac na chwile odwrocenia uwagi przez porzadnego obywatela posiadajacego kwitek, cichutko uruchomic silnik i wiiiiiac, nie ogladajac sie za siebie. Oczywiscie nalezy potem zastosowac okolo roczna absencje w okolicy.

chaobella, wtorek, 22 lutego 2005

Miedzy niebem a ziemia

chaobella
Wszystko zaczelo sie od filmu…

Olivier Stone nakrecil “Miedzy niebem a ziemia” i … zakrecil mi w glowie. Film oparty jest na powiesci Wietnamki, ktora wkrotce po zwyciestwie swych rodakow nad Amerykanami w 1975 r. uciekla z kraju do USA, wraz z rodzina zalozona z poznanym w Sajgonie amerykanskim zolnierzem. Jest w filmie taki kadr niesionego przez wiatr charaktrerystycznego wietamskiego kapelusza, ponad kwitnacymi polami ryzowymi, ponad wojna, miedzy niebem a ziemia. I ten kiczowaty obrazek ujal mnie do tego stopnia, ze nie moglam przestac myslec o Wietnamie. Ocieralismy sie o niego wraz z Z. , zwodzily nas Indie, kusila Tajlandia, przywolywala Indonezja i Malezja.

Wreszcie, czyzby los, odpowiedzialam na oferte pracy w … Sajgonie. Bez nadziei. Odpowiedz przyszla dzien pozniej, a pytanie, kiedy moge zaczac scielo z nog i wywrocilo zycie do gory nogami. Dwa tygodnie pozniej przylecialam do Sajgonu, obecnie Ho Chi Minh City. Byl maj 2002 roku.

Blog Miss Saigon bedzie wiec mieszanka codziennych wrazen z przezytymi wczesniej przygodami – chcialabym przedstawic Wam obecny Wietnam, z dala od uprzedzen, ale i  egoztycznych mrzonek. Bedzie kolorowo, szaro, irytujaco i zabawnie – prawdziwie.  

Wpisy moga byc nieregularne (Miss Saigon jednak pracuje i nie lubi zawalac terminow), ale nie powinny odbiegac smakiem od pysznej kuchni wietnamskiej (nie ma ona zreszta nic wspolnego z fast foodem znanym z warszawsko-wietnamskich budek).

Z gory przepraszam za brak polskich czcionek.  

chaobella,

Komentarze:

apparecchio_acustico

2005/02/20 16:45:53

Czekam na ciag dalszy :)

Gość: mh, mazars-3.cza.warszawa.supermedia.pl

2005/03/01 15:49:39

Az pachnie prawdziwym Wietnamem, co prawda krotko przeze mnie widzianym, ale takich zapachow sie nie zapomina... Miss Saigon faktycznie na nadmiar czasu nie narzeka, ale mysle, ze niecierpliwosc czytelnikow zrobi swoje. Dlatego od czasu do czasu zamierzam sie ostentacyjnie niecierpliwic ;-))

Zloty Trojkat

chaobella


fot. Zibi Burdyna  

Czlowiek, ktory tryskal humorem od rana zaoferowal nam swoje usugi przewodnika. Pamietajacy niejedno terenowy samochod wiozl (czytaj: rzucal) nas po wertepach stromych wzgorz w okolicach Chiang Rai. Humor kierowcy okazal sie po czesci efektem jego zamilowania do marihuany...

I dojechalismy! Zloty Trojkat – miejsce, gdzie granice Tajlandia, Laosu i Birmy lacza sie pod metnymi wodami Mekongu. A w okolicznych wioskach – zakazany owoc, za ktorego posiadanie grozi w regionie przynajmniej wieloletnie wiezienie, a ktore jednoczesnie gosci bezkarnych potentatow kontrolujacych rynek Azji Pld.- Wsch.  

W wiosce, gdzie ilosc mieszkancow mozna bylo policzyc na placach dwoch rak, rzady za dnia sprawowala gromadka umorusanych dzieciakow w asyscie rachitycznego koguta. Dorosli byli w pracy. Na polach makowych, przemyslnie ukrytych w rzedach kapusty, do ktorej uprawy rzad zacheca zyjace od wiekow z uprawy opium mniejszosci etniczne.

Poczta pantoflowa doniosla o pojawieniu sie dwojki turystow...
- Zobaczymy, co sie da zrobic –  tajemniczo zapowiedzial przewodnik.
Po kilkunastu minutach z gor zszedl emisariusz.
- Wejdzcie do domu....

W chacie panowal mrok mimo poludnia. Kilka osob zalegalo na pokrywajacych podloge matach. Opium przyjmuje sie rytualnie lezac na boku i pociagajac fajke, do ktorej, w zaleznosci od checi i zasobnosci portfela, wpycha sie kolejne brunatne kulki.
Nam chodzilo jedynie o przygode, wiec zamowilismy najmniejsza porcje, za niebotyczna kwote ... 20 bahtow, czyli ok. 2 zlotych. 

W ubieglym roku, przy okazji zmiany rzadu, Tajlandia wypowiedziala surowa wojne przemyslowi narkotykowemu. W jej imie dokonano dziesiatek egzekucji, lub „zaniechano interwencji policji” w potyczkach gangow.  

- Przyjedzcie w grudniu, zobaczycie, jak maki pieknie kwitna...
             


fot. Zibi Burdyna

                                       

Dzien Dziecka

chaobella

                                                                                 fot. Zibi Burdyna

Znawcy tematu, do ktorych nie naleze, twierdza, ze wietnamskie dzieci wychowywane sa wyjatkowo bezstresowo w domu i szczegolnie surowo w szkole.
Fakt – trudno spotkac krzyczacych na dzieci rodzicow, uliczne polajanki, czy klapsy. Dzieciaki zdzieraja gardlo domagajac sie lub egzekwujac swoje prawa.
W szkole maja do czynienia z calkowitym odwroceniem frontu: nauczyciele premiuja wykute na pamiec wiadomosci, bezwgledne posluszenstwo i brak wlasnego zdania. Na oceny wplywa zarowno wiedza, jak i zachowanie w czasie jej nabywania. Wakacje oznaczaja jeszcze intensywniejsza nauke na dodatkowych lekcjach udzielanych odplatnie przez etatowych nauczycieli. Nieobecnosc na nich gwarantuje gorszy start w nowym roku szkolnym...

fot. Zibi Burdyna

Najmlodszemu pokoleniu Wietnamczykow daleko do swietosci, a jednak, w dniu ich swieta, uroczyscie slubuje:
- cierpliwe znoszenie dzieci obutych w piszczace i mieniace sie wieloma swiatelkami odblaskowymi dziwolagi,
- odpowiedz na kazde zaslyszane „hello”, bez wzgledu na ich natezenie na trasie,  polaczone z przekonaniem, iz dalszy ciag: „give me some money” stanowi jedynie zabawe,
- godne milczenie i powstrzymanie sie od wrogich gestow jako reakcje na dzieciarnie wbiegajaca prosto pod kola, na zakrecie i  na czerwonym swietle, najchetniej patrzaca w przeciwnym do ruchu drogowego kierunku...
- stoicki spokoj na widok dwojki dzieci upchanych miedzy dwoje rodzicow i bagaze - wszystko to na jednym motorze,
-  probe zrozumienia radosci z jedzenia roztopionej w deszczu i skwarze  rozowej waty cukrowej,
- usmiech podziwu na widok dumnie prezentujacej sie w czapce ze sztucznymi zlotymi lokami 3-letniej czarnowlosej dziewczynki,
- oficjalne przyznanie prawa wiary w skosnookiego Mikolaja, ktory zamienil renifery i sanie na najnowszy model Hondy.

Najlepszego wszystkim Dzieciom Malym, Duzym i Dawno Wyrosnietym!


       fot. Zibi Burdyna      

                                               

Polski desant

chaobella

W oczekiwaniu na jutrzejszy desant z kraju-raju Polska zwanego, uprzejmie informuje, iz  moze nastapic weekendowa przerwa w blogowaniu, a samemu blogowi grozi pograzenie w oparach bialowieskiej puszczy, przy akompaniamencie porykujacego zubra, zakletego w pewnym znanym napitku. 
By uspokoic skolatane na mysl o jutrzejszych pierogach serce, marze sobie wiec o ... Gorach Czekoladowych. To smacznie brzmiace miejsce znajduje sie na Filipinach, skad  relacja juz wkrotce.  Czy znacie inne smakowite zakatki swiata?

 

Czy to pilne?

chaobella

- Czy to pilne? Odpowiedziala pytaniem na moja prosbe o wykonanie telefonu do pani X moja wietnamska kolezanka z pracy - Lien.
- Tak, tzn.  - nie, przez przesady. Zadzwon po prostu, jak bedziesz miala chwile.
Mija godzina, dwie. Ukradkiem zezuje na biurko Lien: czyste jak makiem zasial, zadna sterta papierow nieskazone, bijacy w oczy lad wynikajacy z ewidentnego braku roboty.

Mijamy sie w toalecie:
- I jak tam, dodzwonilas sie do ksiegowej?
Tu nastepuje odpowiedz wietnamska, czyli niesmialy usmiech bedacy krzyzowka zaklopotania czleka, ktory wdepnal w swiezy krowi placek, z zawstydzeniem dziewicy w ktorej obecnosci opowiada sie kawal z dupa w roli glownej i zalem osobnika, ktory przez nieuwage zmiazdzyl przechodniowi lewa stope. Ten usmiech oznacza jedno: nie zadzwonila. Ale Wietnamczyk woli smierc niz przyznanie sie do NIE. Niewiedzy, nierobstwa, nie - czegokolwiek.

Mija wiec spokojne popoludnie. Znow zezuje: Lien wpatruje sie z cala moca w ekran komputera. Uuu - zajeta, mysle.  Ale zwystarczy zajrzec od drugiej strony i peka banka  uludy: ekran jest czarny jak dziura w kosmosie, a Lien najwidoczniej wklada cale sily w powstrzymanie powiek od niechybnego skrycia galek ocznych w objeciach snu.

Raz, dwa, trzy, cztery - nie wiem, kto wpadl na ten glupi pomysl, ze liczenie pozwala sie uspokoic. Lapie za sluchawke telefonu - bedzie bardziej oficjalnie.
- Lien, czy zadzwonilas do pani X?
- Jeszcze nie - brzek sluchawki w polaczeniu z uspionym tonem nasuwa mi przypuszczenie o naglym omdleniu kolezanki. 

Dochodzi 17 - wg pory szurania krzeslami mozna by regulowac zegarki.
- Do widzenia - rzuca mi, jedna noga za drzwami biura, Lien.
Ponowne omdlenie o krok, jako ze poteznym susem dopadam drzwi, zeby zapytac z cala slodka niewinnoscia, na jaka mnie stac: 
- No i jak, co powiedziala pani X?
- Nie wiem - w/w mieszanka zaklopotania na twarzy i spojrzenie, ktore powinno mnie raz na zawsz nauczyc, ze pytanie to nalezy do kategorii niezwykle niedyskretnych.
- Jak to - nie zadzwonilas do niej?
-No, raczej nie.... - pada zniuansowana, acz jednak negacja (!), z gatunku moich ulubionych.
- Dlaczego????
- Mowilas przeciez, ze to nie jest pilne....

Badmington z komarem

chaobella

Mai, moj wietnamski Aniol Stroz, czuwajaca zarowno nad skladem mojej diety, jak katem nachylenia kolnierzyka od koszuli, zmartwila sie paskudnym chorobskiem, ktore mnie nawiedzilo i natychmiast pomyslala o brzydkich wirusach roznoszonych przez komary, ktorych ofiara mialam niegdys watpliwa przyjemnosc pasc. Nie czekajac na wyniki badan, obdarowala mnie triumfalnie sprytna bronia na zwierza.
Badmington na komary? Otoz ta niewinna paletka sluzy do pieszczenia pradem insektow i dziala pierwszorzednie. Mai zdazyla juz wszystko ubic, wiec nie przekonalam sie osobiscie jak wyglada porazony komar. Nalezy jedynie pamietac, zeby dzieciakom nie dawac do zabawy, bo paluszki oberwie, ani nie uderzac w gescie triumfu nad latajacym przeciwnikiem o spocone od walki czolo, bo zwyciestwo moze okazac sie jedynie chwilowe.
Wynalazek, jak wiekszosc niezbednych do zycia w Azji drobiazgow, jest oczywiscie made in China.  

Krotki metraz

chaobella

Wczoraj odbyl sie pokaz wietnamskich filmow krotkometrazowych: bardzo ciekawa projekcja i tym samym podglad ewolujacej w tym kraju cenzury. Cenzura jest, bo jakze by moglo jej zabraknac w Socjalistycznej Republice Wietnamu : Wolnosc-Niepodleglosc- Szczescie…

Pokazano 5 filmow mlodych tworcow:

1)      “Wojna”    

Impresja nt. konfrontacji zyjacego wspomnieniami z wojny (pewnikiem amerykanskiej) staruszka, asystujacego mimo woli zabawom w wojne paruletnich dzieciakow. Pierwszy film – cenzura nia miala powodow do zmartwien.

2)      “Czerwone szczescie”

Historia milosci ulicznego grajka do mlodziutkiej prostytutki. Wraz z 6 innymi wspolokatorami  zamieszkuja spory pokoj w ciemnej chacie, gdzie ich dobytek sprowadza sie do lozka i skrzynki zamykanej na klodke, w ktorej odkladaja pieniadze dla rodziny. Oficjalnie podano stawke uslug prostytutki na runku lokalnym: 50.000 dongow, czyli 3 USD. Odwazny temat, musialo trafic na postepowego cenzora…

3)      “ Blizna”

Wzruszajacy obraz mlodej dziewczyny, ktora marzy o wybuchu wojny. Pozwolilo by to wszystkim na zajecie sie swoimi sprawami, zamiast wiecznego nekania oszpeconej pokrywajaca pol twarzy blizna dziewczyny. Bohaterce sekunduje kochajacy brat, ktory spelni nawet marzenie o wyjedzie nad morze. W oparach morskiej bryzy i alkoholu, rodzenstwo spedzi razem czula noc – pierwsza i ostatnia w zyciu dziewczyny; chwile pozniej znknie w granaotowych falach morza.    Piekna etiuda. Cenozr musial byc albo w toalecie, albo pod wplywem srodka mocno odurzajacego…

4)      “Pranie”

Poetycki obraz z niezrownanej urody aktorka w roli glownej. Cale dnie mijaja jej na praniu koszul meza, ktorego widzimy dopiero pod koniec filmu; wczesniej jego rola ogranicza sie jedynie do przekazywania brudnej bielizny i oswiadczania, ze jest zmeczony. Mloda pieknosc spelnia sie w tym piennym zajeciu; piesci mydlane banki, smakuje piane, owija szyje pachnacymi koszulami, a nawet posuwa sie do czesciowego pozbycia sie garderoby (niemal widac naga piers!). Pewnego dnia maz postanawia wynagrodzic meke zony i podarowuje jej … pralke automatyczna . Kobieta spedza teraz dnie tesknie przygladajac sie pianie, od ktorej dziela ja zamkniete szczelnie drzwiczki pralki. Nieuwaga cenzora jest jak najbardziej usprawiedliwoina – aktorka byla wyjatkowej urody…..

5)      “Materac”

Pewnego dnia rikszarz, zamiast wyrzucic, zgodnie z poleceniem pracodawcy, stary materac, przywozi go do domu. Radosci nie ma konca; nikt z rodziny, ani sasiadow nigdy nie spal na czyms tak miekkim; czyms innym, niz twarda i zimna podloga. Materac zostaje podarowany wzruszonej babci, ktora nastepnego dnia… umiera. Materac natychmiast zostaje uznany za zrodlo nieszczescia i trafilby niechybnie na smietnik. Pojawia sie jednak mloda para (nie bedaca malzenstwem), ktorej przyszlosc zalezy od tegoz wlasnie materaca. Dziewczyna oswiadcza dobitnie: “Wyjde za ciebie chocby jutro, jesli kupisz mi materac i prawdziwa posciel”. Czy obietnicy dotrzymala niewiadomo, radosc z tak niezwyklego nabytku niosla sie jednak gromkim echem na cala okolice.

Cenozr dopuscil pokazanie zaciesniania sie wiezi miedzy mlodymi, z dala i bez wiedzy rodzicow, czyli piesn stara jak ludzkosc.

Czekam niecierpliwie na dalszy ciag przegladu. Zdalam sobie sprawe z dwoch rzeczy;

-          mam niewielkie pocjecie o prawdziwym zyciu tych ludzi,

-         cenzura ma sie albo ku schylkowi, albo cenozr tez czlowiek i natura zapewne zmusza go do  opuszczenia od czasu do czasu sali projekcji. Grunt, ze pierwszy i ostatni film byl cenzuralnie poprawny.  

Serce VIP-a

chaobella

Wielka klinika chorob serca w Sajgonie, dynamicznie rozwijajaca sie od paru lat i w zwiazku z tym niezmiennie oblegana przez koczujacych pajentow i ich rodziny. Koszt operacji dla niektorych jest niewobrazalny: waha sie miedzy 750 a 3.000 USD. Ale serce ma sie jedno, wiec cale rodziny ciulaja. Klinika szczyci sie finansowaniem operacji ubogich dzieci, ktorych rodzin nigdy nie byloby stac na pokrycie kosztow. Ruch jest tutaj nieziemski a widok pietrzacych sie za lada kasy banknotow (dziesiatki stosikow siegajacych kasjerkom do kolan) przyprawia o palpitacje i tak juz oslabione serca pacjentow, ktorzy placa z gory za leczenie. To zelazna regula.

I w tej atmosferze pojawia sie nagly wypadek. Szybka operacja, zycie jest zagrozone. Zabieg  przebiegl pomyslnie, pacjent wraca do formy. Po pierwszych okrzykach radosnej  rodziny, dyzurujacy lekarz przypomina o koniecznosci pokrycia kosztow leczenia.
- Nie, nie  - my juz wszystko ustalilismy - powiada zagadkowo brat pacjenta.
Coz, lekarz nie jest szefem kliniki wiec nie wnika.

Kolejny dzien mija, budzi sie dzial finansowy:
- Prosze przypomniec pacjentowi o wplacie do kasy.
- Ale on sie powoluje na jakies tajemnicze ustalenia....  - broni sie mlodziutka ksiegowa.
- No dobrze, sama sprawdze o co chodzi - odgraza sie glowna.
Wraca z niczym - pacjent twierdzi, ze placic nie musi.

Nastepnego dnia, z walizeczka w reku pacjent zmierza do wyjscia. Czujna kasjerka rozpoznaje w nim krnabrnego rekonwalescenta:
- Pan, zdaje sie, jeszcze nie oplacil operacji - zapraszamy do kasy zanim pan opusci szpital.
- Nie, nie,  JA nie musze- wyjasnia z poblazliwym usmiechem facet.
- Alez wszyscy musza!
- O nie! JA RZEZBILEM POMNIK HO CHI MINHA, wiec placic nie musze !  - dobitnie wyjasnil i ruszyl z piskiem opon taksowki, korzystajac z chwilowego otumanienia rozmowcy. 

Dla wyjasnienia: w Wietnamie pomnikow Ho Chi Minh jest jak stad do granicy chinskiej i jeszcze troche.... A hipnoza jego imieniem, jak widac, wciaz jest skuteczna.

Pierwszy deszcz

chaobella


fot. Zibi Burdyna

Zmarzluchom, ktorym natura plata figle w maju sypiac sniegiem, moze trudno bedzie pojac prosta radosc  z deszczu - mokrego i zimnego (wzglednie). W niedzielne przedpoludnie, piekielnie rozswietlone sloncem niebo zasnulo sie granatowymi, niemal czarnymi chmurami i przy moim czynnym aplauzie udalo sie - spadl, pierwszy od listopada deszcz!
To taka chwila do zapamietania; turkusowa woda w basenie i srebrzyste krople bebniace w jej powierzchnie - od spodu wygladaja jak deszcz swiatla.
I staje sie jasnosc w powietrzu, swiezosc, jak po scieciu gigantycznej polaci trawy - kisielowate powietrze zamienia sie w swieza mgielke - jest pieknie.
Niech zyje pora deszczowa! Poki jej wkrotce nie przeklne...

Rajskie wakacje

chaobella

Ech, a mialo byc tak pieknie!
W sobote rano wyruszylam na wyczekane i zasluzone wakacje: wybor padl na wyspe Phu Quoc, polozona w Zatoce Tajlandzkiej, miedzy Kambodza a Wietnamem. Jechalam na rajska wysepke, znlazlam... Hmmm, nie chce denerwowac  spragnionych slonca, cieplego morza i egzotyki. A jednak wyobrazcie sobie :
- upal i palace slonce, przed ktorym mozna sie skryc tylko w baaardzo cieplym morzu,
- brak swiatla (to pikus), ale przede wszystkim mozliwosci uzycia wiatrakow - o klimie nie wspominam - mialy to byc wakacje w naturze...,
- brak wody w prysznicu, zwlaszcza kiedy za godzine odlatuje samolot, a wieczorem zjadlo sie pyszne krewetki z czosnkiem, ktorego zapach odstraszylby nawet rozleniwione krowy, spacerujace uporczywie pod moim domkiem i lubujace sie w pozostawianiu zapachowych souvenirow, doskonale rozkwitajacych w tej temperaturze,
 - 2 dniowe zatrucie wspaniale wygladajacymi i smakujacymi, lecz jakze zdradliwymi  krewetkami,
- tnace jak brzytwa komary bez trudu przeciskajace sie przez nieudolnie zalatana plastrem na odciski moskitiere,
- zachwyt nad zachodem slonca z pupa w srodku mrowiska, a plecami opartymi o pokryte niewidocznymi, acz zaciekle walczacymi o przezycie robaczkami o niezidentyfikowanej tozsamosci,
- pobudke w srodku nocy przez ulubione, ale nie we wlasnym lozku, gekony: pozytywna strona bylo przynajmniej uchwycenie gada na zdjeciu....

Bilans wakacji:
- powrot po 2, zamiast 5-ciu dniach,
- poparzenie sloneczne,
- glodowka 2 dniowa jako reakcja na odrzucenie wszelkich form jedzenia (na szczescie nie odrzucalo od kojacego i dezynfekujacego organizm rumu),
- mapa swiata wyryta przez niewinne robaczki na moich plecach,
- mapa regionu wyryta przez komary na nogach,
- mapa wsi wyryta przez mrowki tam, gdzie plecy koncza swa wdzieczna nazwe,
- przekonanie, ze wakacje w miescie moga byc piekne....

I pomyslec, ze odrzucialam kuszaca wizje Borneo...

 
Coz, jak mawia moj Tata - teraz nalezaloby odpoczac po tych wyczerpujacych wakacjach.

Sajgon 1975 r.

chaobella

30 kwietnia 2005  roku mija 30 lat od wyzwolenia Wietnamu spod amerykanskiej okupacji. Co by nie mowic, jak bardzo by sie na ten kraj nie zloscic, nie mozna odmowic Wietnamczykom odwagi, uporu i ducha walki: pokonali dwa potezne mocarstwa - Francje w latach 50-tych i USA w latach 70-tych. Nawet Chinczykom sie oparli ...
Trzydziesci lat temu upadl Sajgon i powstalo Miasto Ho Chi Minha. Kraj stal sie niepodlegly, co do dzis z duma podkresla na urzedowych dokumentach, opatrzonych naglowkiem: Socjalistyczna Republika Wietnamu. Niepodleglosc. Wolnosc. Szczescie.

Dla przypomnienia, kilka faktow:
30.04.1975  polnocnowietnamskie, komunistyczne wojska wkraczaja do Sajgonu, stolicy Poludniowego Wietnamu; 
 12.1977    nastepuje masowy eksodus Wietnamczykow zwiazanych z poludniowym, proamerykanskim rzadem. Desperacka ucieczke droga morska, najczesciej na Filipiny, a stamtad do Ameryki, Australii i Europy, wybiera setki tysiecy osob. Ciala wielu z nich dlugo jeszcze wyrzuca morze pochalaniajace drewniane lodki przeladowane ludzmi i resztka ich dobytku;


1995    Wietnam nawiazuje stosunki dyplomatyczne z USA. W 2000 r. zaskoczony Bill Clinton spotyka sie z entuzjastycznym powitaniem Sajgonu. Zdecydowanie podkresla, ze o zadnych odszkodowaniach wojennych nie moze byc mowy.

Oto, jak zapamietnano TEN DZIEN :
7-letnia wowczas dziewczynka:
niespotykany chaos w miescie i masowy striptease poludniowych zolnierzy, pozbywajacych sie wszelkich oznak przynaleznosci do armii. Ulice zapelniaja sie w mgnieniu oka porzuconymi mundurami, butami i pogubionymi towarami wykradanymi z opuszczonych sklepow.

Szczesliwi emigranci: 
fala ludzi zalewa ambasade USA. Wspinaja sie na dach, skad co chwila odlatuja helikoptery wywozace amerykanskich pracownikow, ich wietnamskie rodziny i miejscowych wspolpracownikow z amerykanskim rzadem. Czesc z tych szczesliwcow laduje w szczerym polu za miastem - Amerykanie ostro selekcjonuja swoich pasazerow.

Mloda kobieta, pracujaca dla zagranicznej firmy:
ludzie probuja wywazyc drzwi do zamknietych na glucho bankow, gdzie oszczednosci ich zycia  zdewaluuja sie w ciagu jednej nocy. Rodzina posiadajaca ziemie i domy w centrum kraju, traci wszystko, lacznie ze srebrnymi lyzeczkami, ktore patrole uwazaja za zbytek, wiec oznake wspolpracy z wrogiem. Wrogiem jest zarowno Ameryka, jak i kapitalizm.

Mlody zolnierz z polnocy:
Przybylismy wyzwolic usciskane przez wroga miasto. Mowiono nam, ze ludzie zyja tam w nedzy i niewoli. Cieszylismy sie, ze bierzemy udzial w zjednoczeniu naszego kraju.Kiedy wjechaly nasze czolgi, zobaczylem niespotykane dotad bogactwo... Tego dnia hucznie nas witano, ale radosc szybko zmienila sie w nieufnosc, wrogosc i strach. 

Wojska USA stacjonowaly w Wietnamie 12 lat.  W czasie wojny poleglo 58 tys. Amerykanow  i ok. 3 milionow Wietnamczykow.  

Slub

chaobella

 

Kiedy zostana juz postawione podstawowe pytania: Skad pochodzisz?  oraz Ile masz lat?, musi pasc to najwazniejsze:
                                                                  Czy jestes zamezna/zonaty?

Prawidlowa odpowiedz brzmi oczywiscie: tak - i pozwala na kontynuowanie rozmowy, wypytanie o liczbe dzieci i ich wiek, wiek i zawod meza. Rozmowa sie toczy, ku zadowoleniu Wietnamczyka - wiedzacego, ze najlepiej wyrazic rozmowcy szacunek  poprzez zainteresowanie jego rodzina - oraz zazenowaniu tegoz rozmowcy ciekawoscia ledwo poznanego czlowieka. I tak sobie trwamy w poglebianiu wzajemnego niezrozumienia....

W wietnamskiej i azjatyckiej w ogole, wizji czlowieka, zalozenie rodziny jest oczywiste jak slonce w tropikach, a rodzina bez slubu istniec nie moze, w kazdym razie nie w tutaj.
Zanim nastapi ta uroczysta chwila, mloda para rejestruje zwiazek w urzedzie stanu cywilnego i przystepuje do najbardziej oczekiwanej przez panna mloda czesci:  sesji fotograficznej. Co ciekawe, slub odbywa sie w tradycyjnych strojach, wg wietnamskiej tradycji buddyjskiej, natomiast zdjecia wyrazaja tesknote za zachodnim modelem zycia. Nie moze wiec zabraknac bialej sukni, klasycznych ujec pod pozostawionymi przez kolonialistow budynkami katetedry czy opery Sajgonu, welonu falujacego  na wietrze podczas jazdy starym modelem forda z odkrytym dachem, czy wreszcie kolazu na tle wiezy Eiffel'a.  
Ceremonia slubna odbywa sie w gronie rodzinnym i jest niezwykle malownicza:  wszyscy ubieraja tradycyjne, mandarynskie stroje;  mloda para oddaje czesc przodkom, ktorych portrety wisza nad domowym oltarzem; rodziny wymieniaja ogromne, recznie malowane, czerwone pudla kryjace wewntarz symbole pomyslnosci: orzechy betelu zawiniete w lisc bananowca.  Panna mloda zostaje obdarowana przez przyszla rodzine mniej lub bardziej tradycyjnymi prezentami:  od uroczystego stroju, poprzez diamentowa bizuterie, az po najnowszej marki skuter. 
Nastepnie wszyscy udaja sie 
do restauracji, gdzie organizowane jest wesele. Nie ma ono z polskim wiele wspolnego. Odbywa sie w dowolny dzien tygodnia i sprowadza sie do uroczystego kilkudaniowego posilku w gronie rodziny i znajomych, by zakonczyc sie po      2 godzinach.

Naturalna konsekwencja zamazpojscia jest przeprowadzka panny mlodej do domu tesciow. Wzgledy rodziny okupic nalezy czynnym udzialem w pracach domowych, czy wrecz ich calkowitym przejeciem. Nieraz synowa traktowana jest jako lepszego statusu pomoc domowa...Jeszcze nie udalo mi sie spotkac Wietnamki, nawet wsrod tych wychowanych na Zachodzie, ktora bylaby zadowolona z przejscia pod skrzydla rodziny meza. 
Ale zycie toczy sie dalej - pojawia sie dziecko, a jesli nie  - marny los  zony, na ktora zawsze spadnie odpowiedzialnosc za ten stan rzeczy. Jesli pierwszym dzieckiem jest dziewczynka, nalezy postarac sie o kolejne - to jednak chlopiec odgrywa najwazniejsza role w rodzinie.

 Zajeta dziecmi, tesciami, praca i domem zona przestaje interesowac meza, ktory szuka atrakcji w niezliczonych klubach karaoke. Jednak, co podkresla bezradna malzonka, zawsze ostatecznie wraca on na lono rodziny.  Coraz czesciej z prezentem w postaci HIV.

Po 20 latach syn dorasta,  zeni sie i sprowadza do domu malzonke. Nastepuja lata rewanzu, kolo losu sie zamyka ....     

Jedwabny dyplom

chaobella

fot.Zibi Burdyna

Kiedy wojska amerykanskie wycofaly sie ostatecznie z Wietnamu w 1975 roku, kraj pograzyl sie w dumnym, acz dotkliwym kryzysie. Haslo samowystraczalnosci pozostalo jedynie haslem, brakowalo nawet ryzu. To tak, jakby w Polsce nagle zabraklo chleba, czy ziemniakow…
Kryzys dotyczyl wszystkich sfer zycia, moze poza ideowa – ta jedynie sluszna. Sprzyjajacy, badz zaledwie jawnie sympatyzujacy z poludniowym, wiec pro-amerykanskim rzadem, uznani zostali za niepozadanych w nowym spoleczenstwie i trafili na dlugie lata do obozow reedukacyjnych. Odwilz nastala dopiero ok. 1985 roku …

Wtedy wlasnie 15-letnia Thao wziela udzial w konkursie jezyka francuskiego. Jako ze w pamieci swiezszy pozostawal obraz amerykanskiego wroga, francuski, po latach banicji wracal do lask. Pochodzaca z malego miasteczka na poludniu, Thao dotarla do krajowego szczebla konkursu. I choc nie znalazla sie w scislej czolowce, dostala wyroznienie i nagrode w postaci … deficytowego materialu. Piekny, w najlepszym gatunku jedwab!

Radosc byla nieopisana zarowno jej, jak i witajacej zdolna corke matki. Caly wieczor planowaly, co z tego cuda uszyc dla dziewczyny, ktora pierwszy raz w zyciu weszla w posiadanie nierealnego niemal luksusu. W czasach, kiedy na osobe przypadaly racjonowane 2 metry materialu rocznie (przy czym, w jednym gatunku, kolorze, czy wzorze mozna bylo nabyc tylko jeden metr), delikatne, zwiewne spodnie byly tym, o czym Thao zamarzyla najbardziej. Nastepnego ranka matka z corka udaly sie do krawcowej i z namaszczeniem odkryly przed jej zachwyconym wzrokiem dawno zapomniane cudo. Krawcowa ujela delikatnie mgielke materialu i przystapila do mierzenia Thao. Po chwili z ust trzech kobiet wydal sie bolesny okrzyk: material zostal wymierzony wg. sredniego wzrostu wietmaskiej nastolatki. Thao jest dosc wysoka i wymarzone spodnie siegalyby jej do polowy lydki………

Nazajutrz jedwab zostal wymieniony na dwa razy wieksza ilosc zwyklego materialu, z ktorego uszyto pospolite spodnie i bluzke.
35-letnia Thao do dzisiaj mieknie na widok jedwabiu.

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci