Menu

Miss Saigon

Kabaret !

chaobella

Rewelacja roku!

Z okazji 10-lecia istnienia stosunkow dyplomatycznych miedzy Wietnamem a USA, sajgonska scene zaszczycila swa obecnoscia sama Liza Minelli !

Ta niezapomniana gwiazda estrady jest juz w wieku ograniczajacym wygibasy taneczne, stad tez zwrociala sie o pomoc do czteroosobowej lokalnej trupy o miedzynarodowym, angielsko-francusko-japonsko-polskim, rodowodzie.

Hotel New World zmienil sie w ostatni week-end w brodwayowski teatr, gdzie, „the gin is cold and the piano’s hot” (Kabaret). I choc peruki uciskaly szczelnie glowy zapewniajac efekt przenosnej sauny, a kabaretki darly sie w tempie dwoch par na wieczor, udalo sie zlamac przyslowiowa noge, choc i dla tej doslownej cienkie obcasy wciskajace sie w szczeliny sceny stanowily spore wyzwanie.

Nieskromnie, acz uczciwie nalezy przyznac, ze wystep z dwoma numerami z Kabaretu Bob’a Fosse’a: tytulowym Cabaret i All that jazz cieszyly sie duzym uznaniem: publika spiewala razem z zespolem, smucac sie i smiejac sie w odpowiednich momentach.

Kostiumy wystepujacych wzbudzaly spore zaintersesowanie przypadkowych gosci hotelowych i chyba jedynie azjatycka oglada powstrzymala zaciekawionych Japonczykow od czynienia niestosownych komentarzy.      

                                                                                       

                                                                      

Nieodmiennie, rownie emocjonujacy jak sam wystep i niezapomniany dla obu stron (kucharzy i tancerek) jest pasaz w pelnym rynsztunku hotelowa kuchnia, gdzie obcasy stukaja o pokryte marchwianymi obierkami stopnie, a zapach perfum miesza sie z oparami zupy gotowanej na rybich lbach.

Zycie jest kabaretem!

Life is a cabret!

Pamietasz? Posluchaj raz jeszcze:

http://www.merlin.com.pl/MP3/60/45/74321974382-U15.mp3

PS.  Liza jest niezmiernie zajeta osoba: po blyskawicznym wystepie i krotkiej przerwie na papierosa,  odjechala limuzyna na serie zabiegow odmladzajacych...          

Cyclo

chaobella

Jako, ze dawno juz nie reklamowalam moich ulubionych fiilmow o Wietnamie: dzis czesc I: 

"Cyclo" czyli  "Rikszarz"    Tran Anh Hunga

Goraco polecam i film, i muzyke (m.inn. Radio Head) !  

Uprzedzam : sliczna bohaterka sni sie nocami, bez wzgledu na orientacje sniacego.

Opis filmu (ang.) : http://www.movie-pages.com/movie/cyclo/B0000DIJP0

Pchly i golizna

chaobella

Odleglosc 200 km, jaka dzieli Sajgon od Mui Ne, pokonuje sie w 5 godzin, co daje zatrwazajaca srednia 40 km na godzine... Zwlaszcza koncowka podrozy jest nieznosna z racji oparow specyfiku, z ktorego wyrobu dumna jest cala okolica – chodzi mianowicie o sos rybny. Juz kilka jego kropli potrafi srednio wrazliwego czleka doprowadzic do omdlenia, a co dopiero opary ciagnace sie przez kilka kilometrow...

Dojazd wiec, grubo po polnocy, pod palmami kokosowymi, ktorych szum nie potrafi zagluszyc wolania morza, w objeciach morskiej bryzy, sprawia ze szybko zapomina sie o trudach podrozy.  

W ulubionym hoteliku doczekalismy sie najbardziej uroczego bungalowu: z lozka 5 krokow do piasku, a stamtad, dwa susy do wody. Morze Poludniowo-Chinskie wyjatkowo przejrzyste, niezbyt (niestety!) wzburzone, a co za tym idzie: chlodne, czyli pewnie w okolicach 26 stopni. Ze skrucha przyznac nalezy, ze nadany mu przydomek „Baltyk” byl jednak cokolwiek niesprawiedliwy.

Wlasciwie w Mui Ne najlepiej jest oddac sie slodkiemu lenistwu:  spac do wiwatu, zajadac krewetki, popijac chlodne wino, udawac, ze sie gra w ring, gadac do 4 rano, palic za duzo papierosow (w celu odstraszenia owadow) i dac sie do reszty rozmiekczyc slodkim krajobrazom:
bialym i niemal czerwonym wydmom, czamskiej swiatyni, plecionym okraglym lodeczkom udajacym sie samotnie na polow morskiego stworzenia, tajnym podchodom noca do kryjowek krabow, hamakowi bujajacemu sie leniwie  na wietrze, niebezpiecznie chwiejacemu sie pekowi kokosow nad przysypiajaca glowa, zamkom na piasku, gdy pelno w szkle.... 

I byloby cudnie jak w niebie, gdyby nie podle pchly piaskowe (bardziej precyzyjni Anglicy nazywaja je muchami piaskowymi) – stworzenie niemal niewidoczne, ktore nie wiedziec kiedy znaczy nas bablami mogacymi w skrajnych przypadkach osiagnac rozmiary pileczki ping-pongowej. Ta niewatpliwa atrakcja nas i tym razem nie ominela. Razem, doliczylismy sie ich ponad piecdziesiat. Z obawy przed infekcja, natychmiast zarzadzone zostalo zwiekszenie przyjmowanego srodka dezynfekujacego wewnetrznie... Coz, jak to mowia – w koncu nie dla przyjemnosci ....

 

Najbardziej „egzotycznym” elementem wyprawy byl jednak widok rozbierajacej sie w pospiechu, na srodku restauracji, skierowanej frontem do drogi i zaparkowanych pojazdow, turystki masci bialej. Ku zazenowaniu personelu i oslupieniu spozywajaych obiad pozostalych gosci, panna najpierw zdarla gore, potem dol kostiumu, by nastepnie zastapic goraczkowy pospiech spokojnym zajeciem miejsca i zatopieniem rozbieganych oczu w kojacym uszkodzony mozg krajobrazie. Ot, napomknac warto celem wkladu do ewentualnej dyskusji:  „Dlaczego nas nie lubia za granica?”.

foto: Zibi&Ja

Wino pod palma

chaobella

Mija kilka latek, a nas to wciaz bierze: butelka wina wypita pod palma, z nogami w piasku i ochloda w postaci skoku do Morza Poludniowo-Chinskiego, gdzie rozmaite parzace stworzenia szybko przywracaja czujnosc wojownka...
Fotorelacja za dni kilka; kiedy spalona skora dojdzie do siebie, a zemsta pchel piaskowych na czlowieku pozostawi juz zatarte  slady na zranionych czlonkach ...

Mui Ne, 200 km na pln-wsch.od Sajgonu

Waz na potencje

chaobella

Na chorobe i na zdrowie, na potencje lub jej brak – waz jest dobry na wszystko. Wietnamczycy zachecaja malzenstwa do wspolnej degustacji dan z gada, przekonujac, ze „Gdy mama jest w formie, tata jest szczesliwy”. Swiat sie zmienia ; 15 lat temu, kobiety  kryly sie z zamilowaniem do dania zarezerwowanego i serwowanego wowczas wylacznie mezczyznom. Bo i po co kobietom wzrost potencji? Same klopoty...

Uczta wezowa to caly ceremonial, ktory dla obcokrajowca jest tylez egzotycznym, co nieznosnym widowiskiem.
Kelner prowadzi gosci do „kuchni”, czyli klatek z zywymi wezami.
Zyczy pan czarnego, w cetki czy moze tego z pyszczkiem okaleczonym od natretnego szukania wyjscia z klatki?
Wybraniec trafia w rece dwojki bohaterow: wprawnymi gestami blokuja wezowi pysk i zaczynaja go draznic – krew bedzie lepiej krazyc.
Trzonkiem noza wybija sie zeby – ten trzask mam do dzisiaj w uszach. Podciecie gardla, krew splywa do podstawionej miski. Wymieszana w z alkoholem trafia na stol w postaci aperitifu.
Ostre ciecie przez srodek tulowia – bijace serce polknie honorowy gosc. Jeszcze przez kilka minut bedzie czul jego bicie w zoladku.
Koniec aktu pierwszego.

Wkrotce na stol wjezdza kilka dan: waz smazony z bazylia i orzeszkami (niestety, pyszne), waz grilowany z chili i czosnkiem (jeszcze lepsze) i rosol z glowy weza.
Koniec spektaklu.
                                                               

Zwierzeta w Wietnamie sa traktowane delikatnie mowiac, przedmiotowo. Patrzac na klatki wielkosci A4, z piecioma upchanych na sopie wezami, wozonymi godzinami na motorze w pelnym sloncu, w poszukiwaniu nabywcy, nalezaloby sie cieszyc, ze trafiaja na stol. 

Przyjemniej jest raczyc sie winem z weza – jest pieknie zakonserwowany i jesli przezwyciezy sie odraze do plywajacych lusek (ustepuje w miare ubywania wina...), napitek okazuje sie bardzo smaczny. Goscinny wlasciciel hotelu w Vung Tau otworzyl dla nas wielki sloj, ktorego wnetrze oplatalo szesc scisle zwinietych sztuk. Napitek mocny, powoduje zmiekczenie kolan i wzrost emocji. Biesiada ustapila miejsca wzruszajacym piesniom na czesc ucieknierow z wolnego Wietnamu, ktorych ciala morze dziesiatkami wyrzucalo na hotelowa plaze 20 lat temu.

ET

chaobella

Bijcie, meczcie, a nie przypomne sobie jak sie zowie to urocze stworzenie (Siostro, pomocy!)...
Ten najmniejszy przedstawiciel naczelnych jest endemicznym gatunkiem wystepujacym na Bohol - jednej z wysp filipinskich. Ponoc byl inspiracja Spielberga przy tworzeniu ET.
Podobny?

Sport po wietnamsku

chaobella

 

Z jednej strony, mozna odniesc wrazenie, ze Wietnamczycy sa niezwykle wysportowanym narodem. Ranny ptaszek albo wracajacy nad ranem nocny marek zderzy sie o swicie z grupkami biegajacych, spacerujacych, czy po prostu zywo wymachujacych ramionami (czesto spowitymi w pizame) ramionami. Nieliczne skwerki zapelniaja sie mlodzieza, doroslymi i calkiem zaawansowanymi wiekiem seniorami.

Z drugiej strony, patrzac na watlych przedstawicieli ziomkow Ho Chi Minha, latwo ulec wrazeniu, ze sport jest ostatnia dziedzina, w jakiej sobie radza. Wystarczy wybrac sie w poludnie na publiczny basen; bedzie zapelniony mlodzieza, ktora po niezwykle zaangazowanej 15-minutowej rozgrzewce, wytypuje nieumownie 2 osoby,  ktorych obecnosc w wodzie potrwa 3 minuty, z czego 2 poswiecone beda kontynuowaniu rozgrzewki w wodzie. Zaraz potem, z racji nieludzkiego wysilku, zamowiona zostanie solidna porcja zupy, ryzu i slodkich napojow, by wyrownac braki kaloryczne w wycienczonym organizmie.

Ale znow z trzeciej strony – podziw nieskonczony ogarnia na widok bosonogich biegaczy, spalonych sloncem kilkuletnich plywakow, pokonujacych kilometry basenu z sila torpedy, maloletnich karatekow rozciagajacych sie w szpagacie na chodniku, tenisistow, ktorych gry nie jest w stanie przerwac ulewny deszcz, a ktorych zywciestwo bywa swietowane chodzeniem na rekach po plywajacym korcie….

W niedziele zorganizowano w Sajognie bieg charytatywny, na trasie 4 km, o nieludzkiej, ale jedynie slusznej w tym klimacie porze: 6 rano. Sposrod 3.000 uczestnikow, szesc pierwszych miejsc zajela grupka miejscowych nastolatkow ze szkoly sportowej, ktorzy cala trase przebiegli na bosaka.

W czasie wojny z USA, Wietnamczycy byli przekonani, ze Amerykanie obuci w solidne oficerki i skryci za ciemnymi okularami byliby calkowicie bezbronni pozbawieni owych symbolicznych akcesoriow. Cos w tym jest - wiem, bo sama bieglam w dobrze amortyzujacych adidasach i szczelnie kryjacych okularach…

Rajskie wakacje

chaobella
Ech, a mialo byc tak pieknie!
W sobote rano wyruszylam na wyczekane i zasluzone wakacje: wybor padl na wyspe Phu Quoc, polozona w Zatoce Tajlandzkiej, miedzy Kambodza a Wietnamem. Jechalam na rajska wysepke, znlazlam... Hmmm, nie chce denerwowac  spragnionych slonca, cieplego morza i egzotyki. A jednak wyobrazcie sobie :
- upal i palace slonce, przed ktorym mozna sie skryc tylko w baaardzo cieplym morzu,
- brak swiatla (to pikus), ale przede wszystkim mozliwosci uzycia wiatrakow - o klimie nie wspominam - mialy to byc wakacje w naturze...,
- brak wody w prysznicu, zwlaszcza kiedy za godzine odlatuje samolot, a wieczorem zjadlo sie pyszne krewetki z czosnkiem, ktorego zapach odstraszylby nawet rozleniwione krowy, spacerujace uporczywie pod moim domkiem i lubujace sie w pozostawianiu zapachowych souvenirow, doskonale rozkwitajacych w tej temperaturze,
 - 2 dniowe zatrucie wspaniale wygladajacymi i smakujacymi, lecz jakze zdradliwymi  krewetkami,
- tnace jak brzytwa komary bez trudu przeciskajace sie przez nieudolnie zalatana plastrem na odciski moskitiere,
- zachwyt nad zachodem slonca z pupa w srodku mrowiska, a plecami opartymi o pokryte niewidocznymi, acz zaciekle walczacymi o przezycie robaczkami o niezidentyfikowanej tozsamosci,
- pobudke w srodku nocy przez ulubione, ale nie we wlasnym lozku, gekony: pozytywna strona bylo przynajmniej uchwycenie gada na zdjeciu....

Bilans wakacji:
- powrot po 2, zamiast 5-ciu dniach,
- poparzenie sloneczne,
- glodowka 2 dniowa jako reakcja na odrzucenie wszelkich form jedzenia (na szczescie nie odrzucalo od kojacego i dezynfekujacego organizm rumu),
- mapa swiata wyryta przez niewinne robaczki na moich plecach,
- mapa regionu wyryta przez komary na nogach,
- mapa wsi wyryta przez mrowki tam, gdzie plecy koncza swa wdzieczna nazwe,
- przekonanie, ze wakacje w miescie moga byc piekne....

I pomyslec, ze odrzucialam kuszaca wizje Borneo...

 
Coz, jak mawia moj Tata - teraz nalezaloby odpoczac po tych wyczerpujacych wakacjach.

chaobella, środa, 04 maja 2005

 Komentarze:

good_news                                                                                                                           2005/05/04 17:01:31
No kurcze... ja to bym była wniebowzięta. Żywcem:))))
gavagai1                                                                                                                               2005/05/05 12:50:07
Może nie miałam tak egzotycznie, ale nadal odchorowuję długi weekend 3-cio majowy...
Katastrofa...
Provence                                                                                                                              2005/05/05 13:05:08
samo szczescie;)
madzialena2612                                                                                                                 2005/05/05 13:44:33
no ale ten Gekon przecudnej urody ;-) a za słowami Twego taty: udanego odpoczynku życzę ;-)))
cranberry                                                                                                                             2005/05/05 18:42:16
hmmm, Gekon ładny, Borneo piękne. Szybkiego powrotu do pourlopowej formy:-)chaobella                                                                                                                              2005/05/06 05:10:44
Dzieki za to czynne wsparcie! Rany sie goja, bable przysychaja, litr mydla zuzyty, gekoniki w wydaniu miniaturowym po domu biegaja - jednym slowem pelnia formy:-).
leniuch102                                                                                                                            2005/05/06 14:33:20
ha ha, mój szef jedzie na sardynię i dopytuje się o przenośną klimę. Pokój bez klimy masz ? pytam, a wiem, że go stać spokojnie. No, wiesz, łono natury, prosta wiejska chata, te klimaty...
bez klimy to na hel..
ale jak, to oni też mają długi majowy weekend, czy pielęgnowałaś polskie przyzwyczajenia ?

chaobella                                                                                                                             
2005/05/06 18:54:38 Wietnamczycy, narod skapo uposazony w dni wolne od pracy i urlop roczny w wymiarze maks. 18 dni, ma te zalete, ze zagwarantowal sobie odbiernie naleznego urlopu,jesli przypada na dni wolne od pracy:-). 1.05 wolny, bo wiadomo, a 30.04 jako dzien wyzwolenia tutjeszego -tez. Oba wypadly w weekend, wiec bylo dodatkowo 2 dni wolnego. Za to ten kraj uwielbiam...
oriana7                                                                                                                                  2005/05/07 23:07:18
;)
30_kilka                                                                                                                                2005/05/08 00:40:25
oooch jak cudnie, ze tu trafilam :)
dodaje do ulubionych natychmiast!
PS Tez uwielbiam Horowitza :)
onapiszeonich                                                                                                                     2005/05/08 22:34:58
bo my zapominamy, ze nie tylko ludzie lubia cieple kraje, ale rowniez wszelkiej masci zwierzatka male i wieksze
sylwiastep                                                                                                                            2005/05/10 14:06:24
Co za cudne wakacje! Po prostu lepszej karykatury udanych wakacji nie trzeba! 
ferrr                                                                                                                                       2005/05/12 18:29:06
:) skąd ja to znam... Z tego wlkaśnie powodu powąznie zastanawiamy się, czy jechać do Buenos. Mozliwe , że zapamiętamy z tego 22-godzinną podróż i same wieżowce. Pozdrowienia z przeciwnej części Ziemi (Chile)
chaobella                                                                                                                              2005/05/12 18:39:12
==> ferrr: Moja druga polowa wlasnie przypomniala mi nasza 16-godzinna podroz na Sri Lance do Dambulli, w celu zobaczenia ... wodospadu. To nic, ze po drodze minelismy ich 50.003 sztuki, jechalismy do tego jednego. Nie dojechalismy, ale to juz inna opowiesc. Moze czasem warto dac sie poniesc, a nie gonic kroliczka...

 

Sajgon 1975 r.

chaobella
30 kwietnia 2005  roku mija 30 lat od wyzwolenia Wietnamu spod amerykanskiej okupacji. Co by nie mowic, jak bardzo by sie na ten kraj nie zloscic, nie mozna odmowic Wietnamczykom odwagi, uporu i ducha walki: pokonali dwa potezne mocarstwa - Francje w latach 50-tych i USA w latach 70-tych. Nawet Chinczykom sie oparli ...
Trzydziesci lat temu upadl Sajgon i powstalo Miasto Ho Chi Minha. Kraj stal sie niepodlegly, co do dzis z duma podkresla na urzedowych dokumentach, opatrzonych naglowkiem: Socjalistyczna Republika Wietnamu. Niepodleglosc. Wolnosc. Szczescie.

Dla przypomnienia, kilka faktow:
30.04.1975  polnocnowietnamskie, komunistyczne wojska wkraczaja do Sajgonu, stolicy Poludniowego Wietnamu; 
 12.1977    nastepuje masowy eksodus Wietnamczykow zwiazanych z poludniowym, proamerykanskim rzadem. Desperacka ucieczke droga morska, najczesciej na Filipiny, a stamtad do Ameryki, Australii i Europy, wybiera setki tysiecy osob. Ciala wielu z nich dlugo jeszcze wyrzuca morze pochalaniajace drewniane lodki przeladowane ludzmi i resztka ich dobytku;


1995    Wietnam nawiazuje stosunki dyplomatyczne z USA. W 2000 r. zaskoczony Bill Clinton spotyka sie z entuzjastycznym powitaniem Sajgonu. Zdecydowanie podkresla, ze o zadnych odszkodowaniach wojennych nie moze byc mowy.

Oto, jak zapamietnano TEN DZIEN :
7-letnia wowczas dziewczynka:
niespotykany chaos w miescie i masowy striptease poludniowych zolnierzy, pozbywajacych sie wszelkich oznak przynaleznosci do armii. Ulice zapelniaja sie w mgnieniu oka porzuconymi mundurami, butami i pogubionymi towarami wykradanymi z opuszczonych sklepow.

Szczesliwi emigranci: 
fala ludzi zalewa ambasade USA. Wspinaja sie na dach, skad co chwila odlatuja helikoptery wywozace amerykanskich pracownikow, ich wietnamskie rodziny i miejscowych wspolpracownikow z amerykanskim rzadem. Czesc z tych szczesliwcow laduje w szczerym polu za miastem - Amerykanie ostro selekcjonuja swoich pasazerow.

Mloda kobieta, pracujaca dla zagranicznej firmy:
ludzie probuja wywazyc drzwi do zamknietych na glucho bankow, gdzie oszczednosci ich zycia  zdewaluuja sie w ciagu jednej nocy. Rodzina posiadajaca ziemie i domy w centrum kraju, traci wszystko, lacznie ze srebrnymi lyzeczkami, ktore patrole uwazaja za zbytek, wiec oznake wspolpracy z wrogiem. Wrogiem jest zarowno Ameryka, jak i kapitalizm.

Mlody zolnierz z polnocy:
Przybylismy wyzwolic usciskane przez wroga miasto. Mowiono nam, ze ludzie zyja tam w nedzy i niewoli. Cieszylismy sie, ze bierzemy udzial w zjednoczeniu naszego kraju.Kiedy wjechaly nasze czolgi, zobaczylem niespotykane dotad bogactwo... Tego dnia hucznie nas witano, ale radosc szybko zmienila sie w nieufnosc, wrogosc i strach. 

Wojska USA stacjonowaly w Wietnamie 12 lat.  W czasie wojny poleglo 58 tys. Amerykanow  i ok. 3 milionow Wietnamczykow.  

chaobella, piątek, 29 kwietnia 2005

Komentarze:

bigapple1                                                                                                                              2005/04/30 05:28:00
szkoda tylko, ze te 58 tysiecy zabitych mlodych amerykanow jakos na dluzsza mete nikogo w tym wielkim, dziwnym kraju niczego nie nauczylo. albo nauczylo zbyt nielicznych. mam nadzieje, ze chociaz wietnamczycy maja sie lepiej i sa o cos madrzejsi.
Gość: 80.51.191.46                                                                                                             2005/05/02 21:30:09             
A ilu Wietnamczyków zginęło po wkroczeniu wojsk północnych do Sajgonu ?
Chaobella                                                                                                                              2005/05/03 04:52:54             
O liczbie zabitych poludniowcow, zeslanych do obozow reedukacyjnych, niewygodnych upychanych na lodziach puszczanych w otwarte morze, wszystkich innych na zawsze odsunietych od normalnego zycia pewne sie szybko nie dowiemy. Nie za tego ustroju...
leniuch102                                                                                                                            2005/05/06 14:22:17
bigapple-> chyba jednak nauczyło, w iraku amerykanów zginęło 58 razy mniej.

Slub

chaobella
  

Kiedy zostana juz postawione podstawowe pytania: Skad pochodzisz?  oraz Ile masz lat?, musi pasc to najwazniejsze:
                                                                  Czy jestes zamezna/zonaty?

Prawidlowa odpowiedz brzmi oczywiscie: tak - i pozwala na kontynuowanie rozmowy, wypytanie o liczbe dzieci i ich wiek, wiek i zawod meza. Rozmowa sie toczy, ku zadowoleniu Wietnamczyka - wiedzacego, ze najlepiej wyrazic rozmowcy szacunek  poprzez zainteresowanie jego rodzina - oraz zazenowaniu tegoz rozmowcy ciekawoscia ledwo poznanego czlowieka. I tak sobie trwamy w poglebianiu wzajemnego niezrozumienia....

W wietnamskiej i azjatyckiej w ogole, wizji czlowieka, zalozenie rodziny jest oczywiste jak slonce w tropikach, a rodzina bez slubu istniec nie moze, w kazdym razie nie w tutaj.
Zanim nastapi ta uroczysta chwila, mloda para rejestruje zwiazek w urzedzie stanu cywilnego i przystepuje do najbardziej oczekiwanej przez panna mloda czesci:  sesji fotograficznej. Co ciekawe, slub odbywa sie w tradycyjnych strojach, wg wietnamskiej tradycji buddyjskiej, natomiast zdjecia wyrazaja tesknote za zachodnim modelem zycia. Nie moze wiec zabraknac bialej sukni, klasycznych ujec pod pozostawionymi przez kolonialistow budynkami katetedry czy opery Sajgonu, welonu falujacego  na wietrze podczas jazdy starym modelem forda z odkrytym dachem, czy wreszcie kolazu na tle wiezy Eiffel'a.  
Ceremonia slubna odbywa sie w gronie rodzinnym i jest niezwykle malownicza:  wszyscy ubieraja tradycyjne, mandarynskie stroje;  mloda para oddaje czesc przodkom, ktorych portrety wisza nad domowym oltarzem; rodziny wymieniaja ogromne, recznie malowane, czerwone pudla kryjace wewntarz symbole pomyslnosci: orzechy betelu zawiniete w lisc bananowca.  Panna mloda zostaje obdarowana przez przyszla rodzine mniej lub bardziej tradycyjnymi prezentami:  od uroczystego stroju, poprzez diamentowa bizuterie, az po najnowszej marki skuter. 
Nastepnie wszyscy udaja sie 
do restauracji, gdzie organizowane jest wesele. Nie ma ono z polskim wiele wspolnego. Odbywa sie w dowolny dzien tygodnia i sprowadza sie do uroczystego kilkudaniowego posilku w gronie rodziny i znajomych, by zakonczyc sie po      2 godzinach.

Naturalna konsekwencja zamazpojscia jest przeprowadzka panny mlodej do domu tesciow. Wzgledy rodziny okupic nalezy czynnym udzialem w pracach domowych, czy wrecz ich calkowitym przejeciem. Nieraz synowa traktowana jest jako lepszego statusu pomoc domowa...Jeszcze nie udalo mi sie spotkac Wietnamki, nawet wsrod tych wychowanych na Zachodzie, ktora bylaby zadowolona z przejscia pod skrzydla rodziny meza. 
Ale zycie toczy sie dalej - pojawia sie dziecko, a jesli nie  - marny los  zony, na ktora zawsze spadnie odpowiedzialnosc za ten stan rzeczy. Jesli pierwszym dzieckiem jest dziewczynka, nalezy postarac sie o kolejne - to jednak chlopiec odgrywa najwazniejsza role w rodzinie.

 Zajeta dziecmi, tesciami, praca i domem zona przestaje interesowac meza, ktory szuka atrakcji w niezliczonych klubach karaoke. Jednak, co podkresla bezradna malzonka, zawsze ostatecznie wraca on na lono rodziny.  Coraz czesciej z prezentem w postaci HIV.

Po 20 latach syn dorasta,  zeni sie i sprowadza do domu malzonke. Nastepuja lata rewanzu, kolo losu sie zamyka ....     

chaobella, sobota, 23 kwietnia 2005

Komentarze:

lekturnik_new                                                                                                                     2005/04/23 14:03:19
Takie malownicze zdjęcia! Taka ponura poślubna rzeczywistość...
good_news                                                                                                                           2005/04/23 15:24:57
A jednak, mimo wszystko, Wietnamki biorą te śluby... O Boże, mnie skóra cierpnie...
ola_2000                                                                                                                               2005/04/23 23:09:50
jak zwykle super !
Czytam wszystko co piszesz.
Zapraszam Cie na mojego bloga Architektura i inne w gazecie
sylwiastep                                                                                                                            2005/04/24 13:08:14
To tak jak w Indiach, z ta mloda zona w domu tescia....
Good news, a jakie maja wyjscie? Pewnie jakby slubu nie wziely, to bylyby wyrzutkami spoleczenstwa :(
provence                                                                                                                                2005/04/25 10:40:39
Podziw i współczucie.Jedno obok drugiego. Cieszę się, że żyję w innym kręgu kulturowym.
c
haobella                                                                                                                              2005/04/25 13:55:34
 Rzeczywiscie, te nieliczne wyjatki sa postrzegane jako dziwadla. Ale na pewno daleko Wietnamowi do Indii w postrzeganiu statusu niezameznych kobiet. Na szczescie!

Jedwabny dyplom

chaobella

fot.Zibi Burdyna

Kiedy wojska amerykanskie wycofaly sie ostatecznie z Wietnamu w 1975 roku, kraj pograzyl sie w dumnym, acz dotkliwym kryzysie. Haslo samowystraczalnosci pozostalo jedynie haslem, brakowalo nawet ryzu. To tak, jakby w Polsce nagle zabraklo chleba, czy ziemniakow…
Kryzys dotyczyl wszystkich sfer zycia, moze poza ideowa – ta jedynie sluszna. Sprzyjajacy, badz zaledwie jawnie sympatyzujacy z poludniowym, wiec pro-amerykanskim rzadem, uznani zostali za niepozadanych w nowym spoleczenstwie i trafili na dlugie lata do obozow reedukacyjnych. Odwilz nastala dopiero ok. 1985 roku …

Wtedy wlasnie 15-letnia Thao wziela udzial w konkursie jezyka francuskiego. Jako ze w pamieci swiezszy pozostawal obraz amerykanskiego wroga, francuski, po latach banicji wracal do lask. Pochodzaca z malego miasteczka na poludniu, Thao dotarla do krajowego szczebla konkursu. I choc nie znalazla sie w scislej czolowce, dostala wyroznienie i nagrode w postaci … deficytowego materialu. Piekny, w najlepszym gatunku jedwab!

Radosc byla nieopisana zarowno jej, jak i witajacej zdolna corke matki. Caly wieczor planowaly, co z tego cuda uszyc dla dziewczyny, ktora pierwszy raz w zyciu weszla w posiadanie nierealnego niemal luksusu. W czasach, kiedy na osobe przypadaly racjonowane 2 metry materialu rocznie (przy czym, w jednym gatunku, kolorze, czy wzorze mozna bylo nabyc tylko jeden metr), delikatne, zwiewne spodnie byly tym, o czym Thao zamarzyla najbardziej. Nastepnego ranka matka z corka udaly sie do krawcowej i z namaszczeniem odkryly przed jej zachwyconym wzrokiem dawno zapomniane cudo. Krawcowa ujela delikatnie mgielke materialu i przystapila do mierzenia Thao. Po chwili z ust trzech kobiet wydal sie bolesny okrzyk: material zostal wymierzony wg. sredniego wzrostu wietmaskiej nastolatki. Thao jest dosc wysoka i wymarzone spodnie siegalyby jej do polowy lydki………

Nazajutrz jedwab zostal wymieniony na dwa razy wieksza ilosc zwyklego materialu, z ktorego uszyto pospolite spodnie i bluzke.
35-letnia Thao do dzisiaj mieknie na widok jedwabiu.

chaobella, niedziela, 17 kwietnia 2005

Komentarze:

good_news                                                                                                                           2005/04/19 22:42:09
Baaardzo, bardzo długo się Twój blog otwiera. Ale jak się już otworzy...:)))))
Onapiszeonich                                                                                                                     2005/04/20 13:25:09
ech no, ja to bym uszyla te spodnie. Krawcowe zawsze zle mierza.
Gość: rgrab, 193.111.236.16                                                                                            2005/04/21 17:44:12
Świetny blog!!! Zawsze chciałem dużo podróżować i poznawać innych ludzi inne kultury. Mam nadzieję, że blobalizacja nie zunifikuje świata
apparecchio_acustico                                                                                                       2005/04/21 20:38:31 Chcialam sie podzielic wrazeniami o norweskim filmie o Wietnamie The Beautiful Country w rez. Hansa Pettera Molanda...Bardzo dobry...O chlopcu z matki Wietnamki i ojca amerykanskiego zolnierza..Takie dzieci mialy swoja nazwe ("mniej niz pyl"), ale nie moge sobie przypomniec nazwy wietnamskiej :(.
Bardzo wzruszajacy..o ucieczce, obozach dla uchodzcow, pracy niewolniczej, ponizeniu, i odnalezieniu wlasnej godnosci i ojca...
Tak pomyslalam o Tobie :) Jakbys miala kiedys okazje obejrzec, to polecam ....
chaobella                                                                                                                              2005/04/22 08:03:47
Ha! Mam przyjemnosc znac lokalnego patrnera rezysera.Zaraz podejme poszukiwania. Nie mialam pojecia, ze film juz sie pojawil na ekranach.
Jesli moge sie zrewanzowac, to polecam wszystko, co stworzyl Tran Anh Hung - zwlaszcza Rikszarza i Zapach zielonej papaii.
apparecchio_acustico                                                                                                       2005/04/22 22:23:36
Aha - muzyke do filmu napisal nasz Preisner! :)
leniuch102                                                                                                                           
2005/05/06 14:28:22
jako nastolatek zaczytywałem się takim reportażem o partyzantach "Ścieżki przez dżunglę" oczywiście wietnamską. No to sobie wydeptali..

Kolorowa korupcja

chaobella

fot. Zibi Burdyna

.... a wlasciwie zielona. Jak kolor 100-tysiecznego banknotu wietnamskich dongow, albo, jeszcze lepiej, ulubionego dolara amerykanskiego. Wg. znawcow azjatyckiej kultury, trudno uznac za korupcje odwieczna tradycje wyrazania wdziecznosci . Ja jednak wole nazywac rzeczy po imieniu. 

Podzielilabym zjawisko na trzy kategorie i odpowiadajace im kolory:

- zolta: tradycyjna, swiateczna....
W jej mysl, przed Nowym Rokiem nie nadazamy z przekazywaniem koszy wypelnionych delikatesami (od suszonych plastrow wolowiny, przez orzeszki pistacjowe, do podrobki  szampana) : dla klientow, urzedu skarbowego, policji, strazy pozarnej, miejscowego komitetu partyjnego i stroza. Prezenty te czesto nie sa nawet otwierane, by ponownie trafic do obiegu podarkowego. W Wietnamie procedura przyjmowania prezentow odbiega od naszej: obdarowany nie otwierta ich w obecnosci obdarowujacego, nie ma wiec miejsca na okrzyki zachwytu, ani lzy zalu. Powoduje to jednak pewne problemy, kiedy nierozpakowany wyraz wdziecznosci okazuje sie osobistym drobiazgiem;  wyobrazcie sobie mine strazaka otrzymujacego, dajmy na to, pare ponczoch. Nie tylko nieodzownych na tropikalne upaly, ale jakze niezbednych w akcjach gasniczych.

- zielona: codzienna, drobna, nieodzowna ...
w sytuacjach, kiedy nagle w tajemniczych okolicznosciach zabraklo miejsca na parkingu, w pociagu brak kuszetek, celnik niezmiernie dlugo przeglada paszport przybywajacego po latach rodaka zza oceanu, zamowione meble zamiast za umowiony tydzien maja dotrzec po miesiacu, policjant waha sie nad wysokoscia mandatu,  itd... Uwaga, narzutu dla cudzoziemcow nie nalezy zaliczac do tej kategorii. Sami sie tu przeciez pchali od lat, wiec niech taraz placa! 

- biala: urzednicza, ukryta, najgrozniejsza...
W 2002 r. w slynnej aferze Nam Cama, skazano na smierc kilku dostojnikow partyjnych za udzial w stworzeniu zorganizowanej grupy przestepczej, sciagajacej przez kilka lat haracze z najlepszych restauracji, dyskotek i salonow masazu (;-) w Sajgonie; orientacyjna kwota kilka milionow dolarow rocznie.  Co znamienne,  komentarze Wietnamczykow sprowadzaly sie do smutnego stwierdzenia: Nam Cam nie podzielil sie zyskiem we wlasciwym czasie i we wlasciwej (czytaj: rosnacej) wysokosci z "gora". ..
Zamieszanie minelo, karawana idzie dalej :
- odzyskanie nadplaconego przez firme VAT-u: prosze bardzo. Szybko i bezbolesnie, za jedyne 3 % wartosci. Dzis wlasnie dzwonila pani z urzedu skarbowego upominajac sie o koperte...,
- uzyskanie naleznosci za dostawe: zapraszamy, uregulujemy osobiscie. Na miejscu nalezy jedynie odjac od naleznosci 5-10% dla ksiegowego/ kasjera i dyrektora.
-  wygranie przetargu na budowe : zapraszam, porozmawiajmy u mnie w domu, neci dyrektor duzej firmy panstwowej. W domu wskazuje, jakie sprzety nalezaloby wymienic na nowsze modele. Ostateczna decyzja zapada po sutym posilku w najlepszej restauracji : rachunek jest kwestia honoru, nie moze wiec byc nizszy niz 200 USD. Najnizsza gwaranotwana placa wynosi w Wietnamie ok. 30 USD.
Watku polskiego na wysokich szczebalch politycznych nie bedziemy poruszac, w koncu to tylko blog...

chaobella, poniedziałek, 11 kwietnia 2005

Komentarze:

Ola_2000                                                                                                                              2005/04/12 10:31:54
Twoj blog jest absolutnie fantastyczny!
Linki rowniez.
Bardzo chcialabym cos o Tobie wiedziec, co robisz,
jak sie tam znalazlas?
Bedzie mi milo jak napiszesz monikaprivat@gmx.at ,
ale jak nie napiszesz to sie nie obraze
i z przyjemnoscia bede czytac dalej 
Onapiszeonich                                                                                                                     2005/04/12 16:55:47 Pytanie osobiste, nie musisz odpowiadac: czy udaje Ci sie (jesli w ogole chcesz) w takiej sytuacji uniknac placenia lapowek?
Gość: Jakotako, bkw86.neoplus.adsl.tpnet.pl                                                             2005/04/12 19:44:47 Odpowiadam poprzednikowi:
W Polsce slyszalem o takim jednym, co sie zawzial, ze nie bedzie placil... Jego firma marnie przedla a teraz ktos ja wykupil... bardziej ktos praktyczny a moze tylko cyniczny.
Firma znana - TOI-TOI.
c
haobella                                                                                                                              2005/04/13 05:49:09
Osobiscie daje sie jedynie wciagnac w ulatwiajacy drobne sprawy krag zielonej korupcji...
Jak zauwaza Jakotako, samotni wojownicy z osmiornica skazani sa na porazke i spore problemy, ktore kaza np. czekac 3 lata na decyzje wydawana normalnie w ciagu m-ca, a od ktorej zalezy status quo firmy...
"Wypadki" drogowe uczciwych ksiegowych sa rowniez na porzadku dziennym.
Gość: Rud, xdsl-3982.wroclaw.dialog.net.p                                                  l2005/04/13 18:23:35
cIEKAWE!
leniuch102                                                                                                                            2005/04/13 19:54:14

bardzo bardzo ciekawy ten blog. podoba mi się rzeczowy styl.
poloca1                                                                                                                                 2005/04/14 17:40:56
znalazlam cie i biede odwiedzac!
pi
iiiisz
prosze :)))
matdie                                                                                                                                   2005/04/17 12:32:16
Jestem za... Jesden z najlepszych blogow jakie odwiedzilem. Co do korupcji... nie wiem o niej nic, bo spotkalem sie tylko z nia u kontrolerow w PKP.. pozdrawiam

Pozegnano Papieza

chaobella

chaobella, sobota, 09 kwietnia 2005

Komentarze:

Jacekkur                                                                                                                               2005/04/10 22:11:19  
W Polsce do dzis trudno mowic o pelnym powrocie do "normalnosci". Mimo, ze na ulicach jest wyjatkowo wielu przechodniow zdazajacych do kosciolow lub po prostu spacerujacych, jest cicho - ta cisza jest najbardziej znamiennym zjawiskiem odrozniajacym dzien dzisiejszy od tego, co bylo "przed". Jest smutno, jest nieslychanie, przejmujaco smutno...

Wietnam zegna Papieza

chaobella

                                            fot. Zibi Burdyna                 

Wietnamscy katolicy stanowia mniejszosc wobec buddyjskiej religijnej dominacji. W porownaniu z europejskim modelem, wietnamskie koscioly zaskakuja niezwykle surowa forma i zamknieta na glucho brama poza uroczysta msza. Takie tez bylo pozegnanie Jana Pawla II  - dyskretne i spokojne. 
W Sajgonie nie plona znicze pod  katedra, ale  wszystkie koscioly wywiesily pozegnalne szarfy, upamietniajace smierc Papieza. Wietnamska Republika Socjalistyczna nie moze sobie pozwolic na mowienie o zaslugach papieskich dla politycznej transformacji w Europie Wschodniej. W liscie kondolencyjnym do Watykanu, Pemier Wietnamu podkreslil jednak, jak wielka strate stanowi odejscie Papieza dla wiernych na calym swiecie oraz dla tych, ktorzy dobro i pokoj cenia ponad wszystko.  

chaobella, poniedziałek, 04 kwietnia 2005

Komentarze:

Elzbietavn                                                                                                                             2005/04/06 02:36:47
Dzieki za ciekawe wiadomosci o tym jak Wietnam zegna sie z Papieza. To uswiadamia nam jeszcze bardziej jak wielkim byl czlowiekiem. Tutaj w USA gdzie jak wiadomo jest ogromna ilosc kosciolow i religii nawet komentator w radiu stwierdzil, ze nagle wszyscy czujemy sie jakbysmy nagle zostali sierotami.Wszyscy podziwiaja zolnosc Papieza nawiazywania kontaktu z kazdym i podkreslaja jego wielkosc. Ela

Dymiace pho

chaobella

Pho jest najbardziej popularna zupa w Wietnamie. Chociaz wywodzi sie z chlodnego Hanoi (chlodnego dla Wietnamczyka, sprecyzujmy), jadana jest wszedzie, jak kraj dlugi i szeroki (choc szerokoscia nie grzeszy). Pho mogloby byc odpowiednikiem naszego rosolu, nie tylko ze wzgledu na sklad bulionu, ale i przypisywane mu wlasciwosci rozgrzewajace i lecznicze (grypa, niestrawnosc, kac...). Wchodzimy do knajpki, albo przysiadamy na przedszkolnym taboreciku na ulicy, zamawiamy pho i jakies 3 minuty pozniej otrzymujemy dymiaca miske aromatycznej, przepysznej zupy. Doprawiamy chili, lemonka i dorzucamy mase ziol. Paleczki, porcelanowa lyzka – i do dziela!     

Przepis na pho (dla 4 osob): 

      -          makaron drobne wstazki (250 g),

-          wolowina z koscmi (150 g),

-          korzen imbiru (10 g),

-          anyzek (1 szt),

-          laska cynamonu (1 cm),

-          czarny kardamon (1 sz),

-          lemonka (1-2 szt.),

-          szalotki (30 g),

-          swieze ziola : mieta, kolendra, szczypiorek,

-          sos rybny, swieze chili, sol i pieprz do smaku…

Utrzec podsmazony imbir z kardamonem, anyzkiem i cynamonem. Tak otrzymana mieszanka natrzec pokrojona drobno wolowine. Przygotowac bulion, na wolowinie z koscmi. Do gotujacego sie wywaru dodac odrobine sosu rybnego (ODROBINE, bo jego zapach doprowadza wrazliwe nosy do mdlosci) i sol. Gotowac na malym ogniu ok. 2 godzin. Wyjac ziola, kiedy bulion nabierze odpowiedniego koloru i smaku (wg. uznania, patrz notka ponizej ***). Wyjac z bulionu mieso z koscmi, pokroic drobno wolowine (mozna ja dodatkowo podsmazyc). Dodac pokrojone ziola i szalotke. Nalozyc makaron do misek, dodac mieso, ziola i cebulke – wszystko zalac goracym bulionem. Podawac gorace z lemonka, starta ostra papryczka, lub sosem sojowym z dodatkiem sproszkowanej chili. SMACZNEGO !

*** Pamietam, jak bardzo mnie irytowaly niegdys kulinarne rady, w rodzaju : ugniatac ciasto, az zacznie rosnac pod reka...... Mnie nigdy nie roslo! Jednym slowem – traktujcie przepis jako kulinarna inspiracje, na prawdziwe pho i tak trzeba przyjechac do Wietnamu.

chaobella, czwartek, 31 marca 2005

Natura pod mlotem postepu

chaobella

Przed domem, calkiem bezczelnie, nie zwazajac na ledwo przebijajace sie roslinki w oddalonej o 10.000 km Polsce, kwitna bujnie bougenwile. Jedne z nielicznych, ktore tak dzielnie znosza brak deszczu od 4 miesiecy. Niestety, dzis juz pewnie pokryja sie warstwa pylu - zarazy i symbolu postepu tego kraju; rusza kolejna budowa, tym razem dokladnie na przeciw mojego wypieszczonego domku. Zanosi sie na upojne pol roku walenia mlotami od 7 rano, ze szczegolnym upodobaniem do zatruwania wolnych sobot. Nie znosze przeprowadzek.....

chaobella, wtorek, 29 marca 2005

Taniec w filmie

chaobella

Od dawna chodzi mi po glowie sporzadzenie listy najlepszych, najciekawszych, najbardziej ujmujacych, wzruszajacych, czy oburzajacych scen tanecznych w swiatowej kinematografii. Pamiec ludzka ulomna, wiec czekam na tworcze sugestie. Zaczynam:

1. Taniec na stole w wykonaniu Bergera - "Hair"  Formana, ..... 

chaobella, sobota, 26 marca 2005

Komentarze:

aenes         

Kultowa - Uma Thurman o John Travolta w "Pulp fiction"
Twórcza - wszystkie sekwencje muzyczne w indyjskim filmie "Czasem słońce, czasem deszcz" (Kabhi Khushi kabhie Gham)
Piękna, choć niepozorna - balet w "Porozmawiaj z nią"
Wzruszająca - "Billy Eliot"
Ujmująca - taniec premiera w "To właśnie miłość" i panów w "Goło i wesoło"
Kluczowa - "Dirty dancing"
I chwilowo to wszystko, co mi przychodzi do głowy

chaobella

2005/03/27 06:51:14

Dzieki, Aenes! Dorzucam dla rownowagi:
Eksplozja energii: Travolta w "Goraczce sobotniej nocy",
Zalobna: tanczace pod stolem nogi spowitej w zalobna czern Scarlet w "Przeminelo z wiatrem",
Poezja: czekajaca na klienta dziewczyna w "Cyclo" (w Polsce jako "Rikszarz" - polecam!!!)

bigapple1

2005/03/30 06:00:15

- wstrzasajacy anthony queen w 'zorbie',
- a ponad wszystko inne - niesmiertelny, cudowny, rozmarzony gene kelly, skaczacy po kaluzach w 'singin' in the rain'.

m.nawrotek

2005/04/01 09:56:45

nie zapominaj o tangu Ala Pacino i Gabrielle Anwar w "Scent of a Woman" Martina Bresta (po polsku "Zapach Kobiety")... coś chyba kultowe

m.nawrotek

2005/04/01 10:00:44

i jeszcze jeden choć solo... Penelope Ann Miller jako Gail tańcząca przed Alem Pacina jako Carlito Brigante w "Życiu Carlita" Briana de Palmy... pląsy może nie najwyższych lotów ale sama scena... nopozorna ale poruszająca...

Gość: Sana, chello062179030111.chello.pl

2005/04/02 16:39:34

Mi w zkamarkach pamieci od razu pojawilo sie "Tango" Carolsa Saury. Zwlaszcza scenaostatniego wystepu. Magia.

poloca1

2005/04/14 17:06:30

ale numerem pierszym pozostaje bereger z hair!!!!
w koncu ktos sie ze mna zgodzil!
pozdrawiam z meksyku!

gavagai1

2005/04/24 22:59:41

To ja dorzucę:
- Michaiła Barysznikowa, "Białe noce" :)

Na mokro

chaobella


fot. Zibi Burdyna


Wielkanoc w Wietnamie wypada zawsze w srodku pory goracej; ciezko jesc goracy zurek, kiedy czlowiekowi zamiast leciec slinka, kapie ciurkiem pot. Ale jajca - o, to co innego. Odkad, po panice ptasiej grypy w ubieglym roku, sa znow oficjalnie w sprzedazy - mozna objadac sie do woli. Leki obnizajace poziom cholesterolu bija rekordy popularnosci, wiec raz do roku mozemy sobie pofolgowac :).  Jedno jest pewne - bedzie lanie: w tym upale, z najwieksza przyjemnoscia. Co ciekawe, w Tajlandii i Birmie istnieje odpowiednik naszego smigusa-dyngusa z okazji ... Nowego Roku, ktory przypada w tych krajach w kwietniu-maju.
Niewielu Wietnamczykow obchodzi wielkanocne swieta, albo sprowadza je wylacznie do odswietnej mszy. Znajomi Francuzi urzadzaja dzieciom zabawe w szukanie ukrytej w ogrodku czekolady, ale zwazywszy na temperature i .. mrowki, zabawa raczej przypomina wyscig  przez miedze.
Jeszcze w ubieglym roku, atrakcje lejkowe zapewniala wylewajaca regularnie rzeka Saigon: w okolicy pelni i nowiu ksiezyca (czyli mniej wiecej przez dwa tygodnie w miesiacu) ulice pokrywaly sie woda siegajaca od kostek wzwyz. Dzieciaki wyciagaly z szaf dmuchane ponotony, a dorosli kleli pod nosem i starali sie wykorzystywac dobre strony sytuacji, np. lapiac pod drzwiami domu uwielbiane prze koty drobne rybki... Rzeka nadal kaprysi, ale podniesiono nam poziom drog, wiec moze przez rok bedzie spokoj. 
Wesolych Swiat !!! 

chaobella, czwartek, 24 marca 2005

Komentarze:

apparecchio_acustico

2005/03/24 23:06:23

Wesolych Swiat - mam nadzieje, ze nie na pontonie :)

Chao Bella

chaobella

Lato ubieglego roku minelo pod haslem przygotowan do wystawienia opery. Idea polegala na polaczeniu wloskiego rozmachu z wietnamskim tematem,  wykoaniu miejscowych atystow. Z tego egzotycznego duetu powstala Chao Bella - historia uczucia miastowego mlodzienca do pilnie strzezonej corki wiejskiego dostojnika. Historia konczy sie oczywiscie hucznym weselem; z cyrkowymi akrobacjami, sypanym na gosci ryzem i wspolnym, donosnym spiewem. Chao Bella goscila na deskach sajgonskiej opery przez trzy wieczory i rozpalala atmosfere sztywnego na codzien teatru. Przepiekny spektakl, swietne wykonanie, niezatarte wspomnienia.  

Najciekawiej, jak zwykle, bylo za kulisami...       

Mnie przypadla zaszczytna rola szefa kostiumow, tudziez ...policjanta. Nielatwe jest zycie artysty, ale wspolpracujacych z nimi - z pewnoscia gorsze. Pierwszy wystep przyplacilam niemal zawalem, co niestety niz zmniejszylo beztroski wystepujacych. Krecili sie w te i wewte, trzaskali skrzypiacymi drzwiami w czasie absolutnej ciszy na scenie, soliscie na chwile przed solowka dzwonil w kulisach telefon, a nieznosny bachor uciekal co i rusz spod skrzydel garderobianej, by oddac sie z pasja konkurencyjnemu pokazowi pt. „Patologia wieku dzieciecego”, lacznie ze zmoczeniem w finale spodni.     

W przerwach miedzy tancami, balet oddawal sie pozeraniu dekoracji (owoce w koszykach, cukierki z weselnego przyjecia), a cyrkowa malpka darla sie przerazliwie z ubikacji, w ktorej przezornie ja zamknieto. Zamarlam na dobre, kiedy przyszlo mi sprawdzic, czy technicy odpowiedzialni za sypanie z kwiatow w finalowej scenie sa gotowi. Oczom mym bowiem ukazalo sie trzech  facetow siedzacych na palaku dlugosci 1 m, ktory to zawieszony byl 5 metrow nad scena! Ze oni sami nie sypneli sie w dol – to istny cud.        

Chor grajacy wiesniakow domagal sie uporczywie cekinow, a chorzystka noszaca na scenie nosidla z ryzem, wlozyla srebrne buty na 10 cm obcasach. Z litosci pozyczylam jej wlasne klapki, ktorych mi w euforii zapomniala oddac, a szkoda, bo wieczorem lalo jak z cebra. Fakt, ze zostalam w baletkach byl niczym w porownaniu z perspektywa pozostania na noc w operze, bo o 23 zywego ducha uswiadczyc nie moglam. Po dlugich nawolywaniach, wynurzyl sie stroz w samych slipach i niespiesznie wypuscil mnie na deszcz. Z trzema  torbami rekwizytow i piecioma bukietami, sromotnie porzuconymi na scenie, pomknelam wiec motorem do domu, z gracja zapewne daleka od tanecznej. 

W nagrode czekal na mnie oficjalny folder, w ktorym zaszczytnie uplasowano mnie wsrod organizatorow spektaklu; pod nieprawidlowym nazwiskiem....           

Nic to - Chao Bella! Ciao Bella! Witaj Slicznotko!

chaobella, czwartek, 17 marca 2005

Komentarze:


apparecchio_acustico

2005/03/17 20:06:22

Pal licho blad w nazwisku...Slawa, slawa ponad wszystko...A wlasnie zastanawialam sie skad twoj nick :)

Gość: mazars-3.cza.warszawa.supermedia.pl

2005/03/29 10:46:18

Zawal z powodu balaganu zawalem, ale strach pomyslec, co by sie za tymi kulisami dzialo, gdyby tego kapo tam zabraklo... ;-))))
Moja wyobraznia zostala najbardziej pobudzona obrazem barwnych workow z rekwizytami, maskujacych kierowce motoru w baletkach, mknacego przez nocne ulice Sajgonu ;-))

magru

2005/04/01 19:08:57

W jakim jezyku sie porozumiewasz? Znasz wietnamski?Uklony!

chaobella

2005/04/02 03:31:31

Niestety, nie znam wietnamskiego (po dlugiej walce, chwilowo sie poddalam). Pozostaja jezyki najezdzcow: francuski i angielski. Wkrotce zreszta napisze szerzej o zawilej prostocie wietnamskiego ;-).

Topniejacy Matrix

chaobella

W upalne poludnie sczczytu tropikalnej pory suchej, na srodku reprezentacyjnej ulicy Sajgonu pojawil sie dzisiaj Matrix: facet w czarnym skorzanym plaszczu, siegajacym kostek, czarnym golfie, czarnych butach i czarnych okularach. Choc dostojnie, to jednak sie poruszal, wiec raczej nie manekin. O malo z motoru nie spadlam! Zadna ludzka istota nie przywdziala by takiego stroju, zakladajac, ze nie cierpi na niewrazliwosc termiczna i jest w pelni wladz umyslowych. Tym samym, nieludzkie pochodzenie Matrixa zostalo ostatecznie udowodnione.

chaobella, poniedziałek, 14 marca 2005

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci