Menu

Miss Saigon

Bambusowy dom

chaobella

Przez sześc miesięcy w roku, Wietnam zmaga się z porą deszczową, której kapryśna natura jest trudna do przewidzenia i w dużej mierze pozostaje na łasce tajfunów targających Filipinami i okolicą. Powodzie są na porządku dziennym zarówno w miastach, jak na uboższej w infrastrukturę prowincji.

Architekci Doan Thanh Ha i Tran Ngoc Phuong z firmy H&P Architects przedstawili projekt domu, który łatwo i sprawnie można zbudować na podatnych na powodzie terenach, a ich pomysł wzbudził natychmiast międzynarodowe uznanie i nagrody branżowe.
Dom złożony jest z modułów zbudowanych z pni bambusa i osadzony na palach chroniących przed falą powodziową do wysokości 1.5 metra.
Struktura może zostać wykorzystana zarówno do celów mieszkaniowych lub, w zależności od potrzeb, zostać przystosowana jako szkoła czy szpital. Bambus może zostać zastąpiony innym naturalnym materiałem dostępnym w danym region – np. drzewem i liśćmi palm kokosowych. Koszt domu wynosi 2.500 USD, a jego budowa trwa 25 dni.

Bambus potrafi przetrwać nawet w surowym klimacie, wiec jeśli szukacie inspiracji mieszkaniowych na polskie lato - weźcie pod uwagę ekologiczny bambusowy dom.

EFioNom  

ESGMyU0

 

LxJuIAp

IFQEiLJ

 

Detektyw prawdę Ci powie

chaobella

W Wietnamie panuje przekonanie, że wszyscy wiedzą o wszystkich wszystko, tylko cenzura, dobre maniery i troska o własne bezpieczeństwo nie pozawalają  na publiczne dzielenie się niewygodną wiedzą. 

Z tym większym zdziwieniem dowiedziałam się, że na wietnamskim rynku istnieje całkiem pokaźna oferta usług detektywistycznych. Całkowicie legalnych, przejrzystych – w odróżnieniu od tych, tradycyjnie dostępnych w formie mafijnej.
Zakres usług jest zapewne uniwersalny, ale z opinii klientów wyłania się taki oto obraz najpopularniejszych usług:

  1. Dyskretne śledztwo narzeczonych pracujących w barach i upewnienie się, że nie wykonują usług niezwiązanych z warzeniem piwa.

  2. Prześwietlanie danych osobowych i majątkowych przyszłych małżonków, partnerów – także biznesowych oraz użytkowników portali randkowych.

  3. Analiza DNA dzieci z i spoza związku małżeńskiego.

Cennik jest przystępny - zaczyna się od 195$ i obejmuje kompleksowe usługi oraz dokumentację wprawionych w śledztwie detektywów obu płci, miejscowych lub zagranicznych.

Umówiłam się na pierwsze spotkanie w typowej tutaj, acz zupełnie nieekscytującej sprawie: były dyrektor naszej fabryki otworzył własny zakład i podrabia meble, których modele objęte są prawami autorskimi, w dodatku sprzedając je po niższych cenach naszym klientom.

Już szykuję czarny kapelusz i fajkę na spotkanie. A potrzebującym polecam np. TO biuro

private_detective_services_in_pune

Euro 2016 - made in Vietnam

chaobella

Meczom piłki nożnej EURO 2016 kibicuje cały świat.

Sajgońskie bary sportowe nie wyrabiają na zakrętach i podczas transmisji, kibice muszą wybierać: albo mecz, albo piwo - kolejki są bowiem gigantyczne. 

W gorączce oczekiwań na sobotni mecz Polska - Szwajcaria, nie mogłam się oprzeć pokusie publikacji składu wietnamskiej reprezentacji piłkarskiej. 

Euro_VN

Pytanie za milion dongów: Jakie nazwisko jest najpopularniejsze w Wietnamie? :-) 

 

Psia rzeź w chińskim Yulin

chaobella

Przerażające déja vu ludzkiego (?!) okrucieństwa, podłości i znieczulicy. 

Pomimo 11 milionów głosów zebranych pod petycjami nawołującymi do zaprzestania tego procederu, w chińskim mieście Yulin ponownie odbędzie się "festiwal", podczas którego przewiduje się rzeź i konsumpcję ok. 10.000 psów i kotów. .   

Powtórzę to, co pisałam rok temu

ybfyuYtheUwIgvW800x450noPad1

************************************************

Nie mówcie mi o tradycji,

Nie mówcie o różnicach kulturowych,

Nie istnieją słowa, które pozwoliłyby w pełni oddać mój najgłębszy sprzeciw wobec barbarzyńskiego zwyczaju zabijania psów i kotów na mięso.

Jak długo ludzie XXI wieku będą wierzyć w bajki o afrodyzjaku z kła nosorożca, sfermentowanego kurzego zarodka czy bijącego serca węża? W jaki sposób przemówić do ludzi przekonanych o zdrowotnych właściwościach mięsa zaszlachtowanych żywcem, śmiertelnie przerażonych zwierząt? W imię najbardziej prymitywnych wierzeń masowo zabija się delfiny w Japonii, setki tysięcy bawołów w Nepalu, niezliczoną liczbę psów w Chinach. Potrafimy latać na Księżyc, a nie możemy powstrzymać rzezi dokonywanej z zimną krwią – nie dla przeżycia, ale w imię zabawy i wiary w bajki. Jeśli dwa tysiące lat temu przyjęte było krzyżowanie ludzi, to dzisiaj z przerażeniem i niedowierzaniem czytamy o tak bestialskich praktykach. Istnieje fundamentalna różnica między tradycją a utrzymywaniem okrutnych, sadystycznych praktyk. Czy mamy nosić skóry i krzesać ogień, bo tak „drzewiej bywało”?

Nie potrafię spokojnie myśleć o tym, że za parę dni wielotysięczny tłum odda się masowej rzezi najlepszych przyjaciół człowieka. Festyn w Yulin (Chiny) odbywa się 21 czerwca. Według chińskich obrońców praw zwierząt, w ubiegłym roku zabito tam 50.000 psów i 10.000 kotów. W błocie, smrodzie i oparach alkoholu, Chińczycy oddadzą się corocznemu procesowi „rozgrzewania i oczyszczania ciała”. Na półmiski trafią przetrzymywane w nieopisanych warunkach, często kradzione, wygłodzone zwierzęta - gotowane żywcem, obdzierane ze skóry i ćwiartowane dla niezliczonej klienteli. Można sobie zamówić danie z jeszcze żywego, zapchlonego i konającego z pragnienia kota. Jako bonus: zarobaczone wnętrze i dawka wyzwolonego pod wpływem stresu kortyzolu, które spragnionym zdrowia zaoferują zaburzenia rytmu serca, impotencję i ogólne osłabienie – czyli dokładnie to, czego szukają w nieludzkiej „tradycji”.

Nie wyeliminujemy lat idiotycznych przekonań, ale możemy wpłynąć na ukrócenie publicznej masakry i niewymownego cierpienia. Podpiszcie petycję TUTAJ, powstrzymajmy tę barbarzyńską rozrywkę!

Nie będę Was szokować zdjęciami – wystarczy wygooglować „Yulin festival”. Uprzedzam: są wyjątkowo przerażające.

 

Pulitzer 2016 dla wietnamskiego autora

chaobella

Nagroda Pulitzera w dziedzinie beletrystyki została w tym roku przyznana wietnamskiemu autorowi – Viet Thanh Nguyen’owi za powieść „The Sympathizer”. 

45-letni autor urodził się w Wietnamie, skąd uciekł wraz z rodziną w 1975 r. po zwycięstwie komunistów i zjednoczeniu Wietnamu. Osiedlił się w USA, gdzie zrobił karierę naukową. Dzisiaj jest profesorem na University of Southern California, gdzie wykłada w katedrze literatury oraz w katedrze studiów etnograficznych.  

Jego twórczość porównywana jest przez krytyków do Grahama Greena i Georga Orwella. „The Sympathizer” zostanie wydany pod koniec roku w Polsce przez Wydawnictwo Akurat, które tak zapowiada książkę:
 
"The Sympathizer" to wstrząsająca, zapadająca w pamięć powieść, łącząca w sobie kilka gatunków i różne style literackie — czarną komedię, powieść historyczną oraz elementy thrillera.

Utwór Nguyena to książka o ogromnym ciężarze politycznym, która może zmienić myślenie o wojnie w Wietnamie, a także ubrana w atrakcyjny kostium literacki, sensacyjna rozprawa o ludzkiej naturze zderzonej z realiami wojny, którą śmiało można porównywać z "Paragrafem 22" czy "Nagimi i martwymi". "The Sympathizer" jest głęboką, przejmującą opowieścią o człowieku, który musi wybrać między swoimi przekonaniami politycznymi a lojalnością wobec samego siebie. Powieść znalazła się na liście najlepszych książek minionego roku według tak prestiżowych magazynów jak The Guardian, The New York Times, Wall Street Journal czy Washington Post.

Ci, którzy chcieliby przeczytać „The Sympathizer” w oryginale, powinni ruszyć na zakupy w Amazon lub Goodreads.

VietThanhNguyen

Wiza wielokrotnego ..... znaczenia

chaobella

Kiedy parę tygodni temu poprosiłam w pracy o zorganizowanie wizy dla naszego młodego stażysty, dokładnie poinformowałam, że chodzi o wizę wielokrotnego wstępu, która pozwala w określonym czasie, na swobodne wyjazdy i powroty do Wietnamu.
Kilka dni później, mówiący zaledwie kilka słów po angielsku asystent biura personelu wręczył mi do podpisu tzw. promessę wizową. Udało mi się sprawdzić zgodność z podanymi datami pobytu i dane osobowe. Brakowało jedynie informacji o typie wizy: jednorazowej (single) lub wielokrotnego wstępu (multiple).

Pytam wiec asystenta, czy wiadomo jaki rodzaj wizy widnieje na promessie, ale nasza komunikacja werbalna jest mocno ograniczona. Piszę zatem na kartce papieru: single? multiple? Asystent odpowiada po wietnamsku, że nie wie, wiec odsyłam go, żeby się dowiedział. Po drodze trafia się inny asystent, bieglejszy w angielskim, więc wzywam go na pomoc do tłumaczenia. Zaczynamy od nowa: single czy multiple? Drugi asystent jest mocno zakłopotany, pierwszy powtarza, że nie rozumie co drugi tłumaczy i już wiem, że tej sprawy dzisiaj nie rozwiążemy. Prewencyjnie niczego nie podpisuję. 

Nazajutrz rozmawiam z szefem personelu i wyłuszczam problem od nowa. Ten zaczyna się śmiać i opowiada: 
- Wczoraj zadzwonił do mnie asystent i prosił o pomoc, bo nie rozumiał, czego od niego chcesz. On tylko chciał uzyskać twój podpis na zaproszeniu, a ty uparcie dopytywałaś się, czy jest wolny, czy żonaty. 
Moje oczy robią się coraz większe, po czym wreszcie dociera do mnie:
Określenia "single" - po angielsku "pojedynczy", ale tez "stanu wolnego" - używa się głównie w tym drugim kontekście. Biedny asystent nie mógł pojąć, dlaczego domagam się od niego deklaracji o stanie matrymonialnym, kiedy on próbuje wyłącznie wypełniać swoje obowiązki.

Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, czy podejrzewał mnie o mobbing, czy tez miał nadzieję na pozasłużbowe spotkanie we dwoje. 

visa_easy

 

 

Deszcz a nowe środki transportu

chaobella

I oto nadeszła druga pora roku: pada obficie, niebo zasnute, wilgotność wysoka, ręczniki schną 3 dni, buty gniją, a ściany pokrywa grzyb. A ja i tak uwielbiam porę deszczową w tropikach - zwłaszcza, kiedy mogę się jej przyglądać spod suchego dachu.  

Deszcz jak zwykle zaskoczył drogowców. Niektórzy dzielnie wykonują misję podlewania terenów zielonych mimo urwania chmury. 

Polewaczka


Okazuje się, ze deszcz wyzwolił pokłady miejscowej kreatywności:  
W Hanoi rosyjski amator paddlingu oferuje transport wodny uziemionym w korkach,  

rain_paddle


a miejscowe trandsetterki wprowadziły na drogowe salony najnowszy model motoru przeciwdeszczowego: 

moto_raincoat

Wiadomo, ze w Paryżu pada i zalewa korty tenisowe, a w Warszawie fatalne ciśnienie, ale po obejrzeniu obrazków z Hanoi, myślę ze przestaniecie narzekać na pogodę, gdziekolwiek jesteście: 

 

  

Dzieci Wietnamu

chaobella

Z okazji dzisiejszego Dnia Dziecka, zapraszam do obejrzenia szczęśliwych twarzy wietnamskich dzieci zatrzymanych w kadrze. 

Pamiętajmy, by zachować odrobinę dziecka w nas samych!

1453083747_children4

vietnamdeluxetourday

big_ni_as

sapababysmile

 

"Czołem, nie ma hien", ale są muszle

chaobella

Andrzeja Mellera poznałam za pośrednictwem jego koleżanki ze studiów - Ani, którą to z kolei spotkałam ponad 15 lat temu na Sumatrze, nad jeziorem Toba. Ania w międzyczasie wyprowadziła się w Beskidy i koleguje z owcami, a czasem wpada w odwiedziny do Wietnamu poskakać ze mną na trampolinie dla dzieci. 

Andrzej przejechał świat, opisał kilka wojen, kulom się w Libii nie kłaniał, po czym na kilka lat osiadł w nadmorskim Mui Ne - 200 km od Sajgonu. Jego liczne i barwne przygody już wkrótce ukarzą się w Polsce drukiem pod tajemniczym tytułem: "Czołem, nie ma hien". W ramach promocji książki, niedawno ponownie zjawił się w Wietnamie wraz z ekipą Dzień Dobry TVN, by nakręcić cykl odcinków o krainie ryżem i kawa płynącej.
I tak, odkrywając przed widzami z Polski uroki ulicznego jedzenia w Sajgonie, spotkaliśmy się w sajgońskiej mekce turystów o niskim
budżecie, błądząc w ciemnych, wąskich alejkach, gdzie potrafi zmieścić się i ruch jednośladowy i klika stoliczków dla krasnali. 
Schodząc z drogi kieszonkowcom i złym kobietom, raczyliśmy się małżami z trawą cytrynową, ślimakami z piaskiem i sosem chili, małżami Świętego Jakuba z orzeszkami ziemnymi oraz krabem w sosie słono-cytrynowym.  

Ekipa zgrabnie slalomowała między piwoszami z nagim torsem, tragarkami owoców i sprzedawcami loterii, a przechodnie słali uśmiechy do kamery. 

Po 15 latach odkryłam dzięki Andrzejowi nowe, godne polecenia miejsce, gdzie rodzinna inicjatywa kuchenna serwuje sajgonki w cieście ryżowym barwionym ekstraktami z warzyw (burakiem, marchwią, selerem, oberżyną) i pyszne zupy: Pho Hai Thien.   

Wideo z tego smakowitego wieczoru możecie obejrzeć TUTAJ oraz na bieżąco śledzić kolejne odcinki na DD TVN. 

 Bea_Andrew_food  

Obama w Hanoi

chaobella

Obama wylądował w Hanoi ku nieukrywanej uciesze zarówno oficjalnych przedstawicieli Wietnamu, jak i mieszkańców stolicy. 
Wizyta rozpoczęła się historyczną deklaracją o zniesieniu embarga na dostawę broni z USA, co zapewne nie spotkało się z zachwytem ani Rosji (głównego dotychczasowego dostawcy), ani Chinom (pod których okiem mniejszy brat miałby dostęp do najnowocześniejszego wyposażenia zbrojnego). 

Cala wizyta odbywa się w euforycznym nastroju i jak mawiają mieszkańcy Sajgonu, czy bardziej poprawnie Miasta Ho Chi Minha: 
" Skoro tak dobrze przyjęto Obamę na północy, to co dopiero będzie tutaj! Bo przecież w Sajgonie będzie u siebie".
Jak przebiegnie ta historyczna wizyta w naszym mieście - okaże się dzisiaj.

A tymczasem, zdjęciowy przegląd prasy z wizyty Baracka Obamy w Hanoi w dniu 23.05.2016:

 Obama_airport                                         Obama i Air Force One na lotnisku w Hanoi - pierwsza porcja wietnamskiego uroku. 

Obama i prezydent Wietnamu Trần Đại Quang

                                           Prezydent USA - Barack Obama i prezydent Wietnamu - Trần Đại Quang

Obama_and_Chairwoman_of_National_Assembly

Obama z członkami delegacji USA i Wietnamu - po lewej Nguyen Thi Kim Ngan, przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Wietnamu. 

diner_Hanoi                                      Obama odwiedza miejscową restaurację serwującą słynną potrawę bun cha. 

  
Bun_Cha_Antony                                         Kolacja ze słynnym szefem kuchni Anhtonym Bourdain. Rachunek za posiłek: 6 dolarów. 

  z_localsami1

                                                                    Obama z mieszkańcami Hanoi i ich telefonami w tle. 

Obama w Wietnamie

chaobella

Już za kilka dni - 23-24 maja, Barack Obama przybędzie z oficjalną wizytą do Wietnamu. To pierwsza wizyta amerykańskiego prezydenta od czasu Busha w 2008 r. 
Oczekiwania wietnamskiej strony co do efektów wizyty są wysokie, zwłaszcza w kontekście schyłku kadencji Obamy, przejawiającego się historycznymi gestami i decyzjami. Na liście życzeń dyplomatycznych figurują m.inn. :

- zniesienie embarga na dostawę broni, nałożonego w 1980 r. To śmiech Historii, jako, że były wróg zwraca się do byłego najeźdźcy o pomoc w obronie przed dawnym sojusznikiem (Chinami);
- pomoc w niekończącym się procesie oczyszczania kraju z pozostałości wojennych: rozbrajaniu niewypałów wciąż zalegających  niezamieszkałe tereny oraz z tragicznych skutków defolianta Agent Orange. 

Obama oficjalnie zapowiedział skupienie się podczas wizyty na współpracy ekonomicznej oraz promocji Paktu Trans-Pacyficznego, którego Wietnam wydaje się być największym beneficjentem w regionie. 

Podczas wizyty w Hanoi i Sajgonie, Obamie towarzyszyć będzie John Kerry, sekretarz stanu i były żołnierz wojny amerykańsko-wietnamskiej oraz .... ogromne zainteresowanie mediów. W Wietnamie już krążą takie oto memy:

Obamas
rain1                              Takie zdjęcie na pewno powstanie w rzeczywistości, bo pora deszczowa zaczęła się na dobre.


car_no_wheels2Prezydencka limuzyna made in USA ma z pewnością lepsze opony niż Dudacar.  

Wietnamski łącznik w Panamie

chaobella

Każdy szczyt ma swój czubaszek, ale nie każde dno ma granicę.
Dane z Panama Papers przeciekają od kilku tygodni, a liczba wietnamskich nazwisk na liście posiadaczy firm off-shore wciąż rośnie. Do dzisiaj doliczono się ich 189. Wśród nich znajdują się np. właściciele budżetowej linii lotniczej VietJet (znanej z notorycznych spóźnień oraz roznegliżowanych stewardess) oraz była szefowa banku ANZ (znanego z bankomatów, które uwielbiają złodzieje kart płatniczych). O politykach źródła milczą - to naturalne, jako ze w Wietnamie politycy mają krystalicznie czyste ręce. Więcej informacji o wietnamskim śladzie w aferze panamskiej TUTAJ.

Większość tutejszych firm off-shore została zarejestrowana na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych (BVI). To faktycznie popularny tutaj schemat – samej zdarzyło mi się 10 lat temu założyć takie firmy dla klientów. Nie ma w tym nic nielegalnego, a procedura jest szybka, prosta i tania. A że istniejące prawo podatkowe w tym i w większości innych krajów przecieka, to inna sprawa.

Kiedy pracowałam nad tematem nielegalnego przepływu pieniędzy, trafiłam na bardzo dobrze obrazujące ten problem przykłady:

 Jak mawiał S.J. Lec: „Pieniądz jest bezwonny, ale się ulatnia”.

Kwiecień w piecu

chaobella

Kwiecień w Wietnamie to najgorętszy miesiąc w roku. Nawet jeśli 31 marca jest przyjemnie i niezbyt upalnie, 1-go kwietnia ktoś podkręca w niebie kurek i zwiększa dawkę słońca o 50%. Obrazowo mówiąc: to miesiąc życia w piecu - temperatura może bowiem przekroczyć 40 stopni C (2 dni temu zanotowałam 43C!). 

Jedyną receptą na przeżycie jest schronienie się w objęciach klimatyzacji. Jako, że wszyscy namiętnie jej używają w tym najgorętszym okresie, linie energetyczne są przeciążone i dochodzi do przerw w dostawie prądu. Wtedy pozostaje zabawa z wężem. Należy nabyć wąż ogrodowy i zażywać regularnych kąpieli pod odkrytym niebem. Ta metoda doskonale działa w połączeniu z wiatrakiem: prysznic pod szlauchem i truchtem pod wiatrak. Można powtarzać dowolną ilość razy. Niestety, ta metoda jest trudna do zastosowania w godzinach pracy. 

W oczekiwaniu na porę deszczową - wtedy będzie i gorąco, i parno - doszukuję się pozytywnych stron piekielnego kwietnia. Do nich należy codzienny widok z okna na kwitnące o tej porze roku bajecznie kolorowe drzewa. Po drugiej stronie ulicy zachwycają moje ulubione: Cassia fistula i Delonix regia. 
Dzisiaj sprawdziłam polskie nazwy obydwu drzew: czyż strączyniec cewiasty i wianowłostka królewska nie brzmią cudownie? 

Flamboyant_tree

Sroczek w portkach

chaobella

Zamiast obejrzeć kilka odcinków serialu o Pablu Escobarze i podpatrzyć zawodowców, na lotnisku w Sajgonie odstawiono godną pożałowania fuszerkę.
Młody facet ukrył sroczki w portkach i próbował odlecieć do Tajwanu. Ale człowiek – nie sroczek, latać nie potrafi, chyba ze na pokładzie stalowego smoka. A do tego dostępu bronią groźni pogranicznicy. Ci kazali portki zdjąć i zabezpieczyli przytroczone do łydek przemytnika ptaszki.  

Tak się prezentuje miejscowy Bird Man: 

090506birdsmugglingpicture_big
tak dorosły sroczek: 

 sroczek1

a tak domorosły Iphone Man (bohater sprzed kilku miesięcy). 

 smuggleiphone_3291202k2

Wirus Zika dotarł do Wietnamu

chaobella

No i doczekaliśmy się wirusa Zika w Wietnamie. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło dzisiaj zdiagnozowanie dwóch przypadków – w Nha Trang (nadmorski resort) i Sajgonie. Jedną z ofiar jest kobieta w ciąży.
Ogłoszono alarm sanitarny, wzmożono dezynsekcje w okolicy oraz kontrole na lotniskach. Równocześnie poinformowano, że „gorącą” dzielnicą dla wirusa jest .... moja okolica.
Paniom, które planują ciążę proponuję przeczekać, albo udać się do apteki. Tabletki „po” są w Wietnamie dostępne bez recepty (tak jak wszystkie leki) i kosztują 2 dolary.

mosquito

Poezja klusek

chaobella

Są tuczące, napakowane konserwantami i glutamianem sodu, ale pożądane przez większość Azjatów - kluski! Makaron z maki pszennej i ryżowej, na zimno, na ciepło, na gorąco aż do poparzenia ust. Najlepiej smakuje lekko siorbany. 
Tylko kluski, a jak pięknie można je sfilmować! Sami popatrzcie na reklamę Marka Toia dla znanej wietnamskiej marki Hao Hao.

 Ci, którzy odwiedzili Wietnam, odnajdą znajome krajobrazy, a pozostałych zapraszam do Wietnamu - nie tylko na kluski.   

  

VIETNAM / DIRECTED AND SHOT BY MARK TOIA from Mark Toia on Vimeo.

Dobra zmiana

chaobella

Granice dzisiaj coraz mniej szczelne, więc dobra zmiana dotarła i do nas: 

 moto_82

 

Prima Aprilis, moi drodzy!

 

 

moto_ad1

Ostrożnie z jajkami!

chaobella

Tym, którzy obchodzą religijne święta oraz tym, którzy świętują wiosenne odrodzenie natury i również tym, którzy nie świętują niczego – życzę wszystkiego dobrego na nadchodzący weekend.
Obchodźcie się ostrożnie z jajkami! Nigdy nie wiadomo, jakie kryją niespodzianki.

Christian_lion_for_Easter

 

Obama na Kubie, Obama w Wietnamie.

chaobella

Barack Obama jest ucieleśnieniem zanikającej klasy polityka, przywódcy, autorytetu, któremu gorąco kibicuję od pierwszych dni prezydentury.
Fakt nawiązania relacji dyplomatycznych z Kubą i jego ostatnia wizyta w tym odizolowanym mimo bliskości z USA kraju są szczególnie bliskie memu sercu – jako, że Kubie i jej niepowtarzalnym mieszkańcom kibicuję odkąd pamiętam. Co ciekawe, pierwszych Kubańczyków poznałam w Wietnamie, gdzie z nieskrywaną radością dzieliliśmy wspólne wspomnienia z dzieciństwa, włącznie z ulubionymi radzieckimi kreskówkami dla dzieci.
Naród kubański ma w sobie to coś, co stanowi o ich niepowtarzalności: inteligencję, upór, poczucie humoru, muzykalność wyssaną z mlekiem matki i zdolność dostosowania się do każdych warunków życiowych. Podziwiam ich nadzieję, że kiedyś na tej wyjątkowej wyspie będzie lepiej. Że zamiast kombinować, można będzie legalnie otworzyć restaurację, hotel, klub muzyczny. Że zamiast ustawowych 100 dolarów miesięcznie (minus podatek i złodziejski kurs walutowy), można będzie sensownie pomóc  rodzinom pozostającym na wyspie. Że można będzie korzystać normalnie z internetu, zamiast płacić krocie za kilkanaście minut beznadziejnej jakości połączenia, chyłkiem w drogim hotelu. Że można będzie podróżować po świecie i jednocześnie wracać bezpiecznie do kraju. Że za granicą nie będą śledzić miejscowe służby dyplomatyczne. Że można będzie odwiedzić zagranicznego przyjaciela w hotelowym pokoju, zamiast czekać jak złoczyńca w kącie recepcji.
Jednocześnie, Kubańczycy obawiają się, że wraz z rewolucją polityczno-ekonomiczną mogą utracić to, co tak ważne: niepowtarzalną kulturę, bezpłatną edukację, bezpłatną służbę zdrowia, tradycje i egzotyczne kulty religijne, wspólnotę i solidarność między tymi, którym po równo brakuje na życie.
Te zmiany nie nastąpią z dnia na dzień, ale w przeciwieństwie do ponad półwiecza stagnacji, widać mocne światło w tunelu. Radość i nadzieja, jakie Obama zaszczepił w Kubańczykach są na wagę złota.
Po 88 latach nieobecności amerykańskiego prezydenta na Kubie, wizyta Obamy zapisze się na zawsze w historii.
obamaraul
Wkrótce, w maju 2016 r., Barack Obama złoży wizytę w Wietnamie. To będzie równie ważny symbol, jako, że ostatnim amerykańskim prezydentem na wietnamskiej ziemi był Bill Clinton w 2000 r. (pierwszy prezydent od czasu wojny z wietnamsko-amerykańskiej).  Clinton symbolizował pojednanie, Obama otworzy szerzej drzwi do współpracy ekonomicznej. Wraz z podpisaniem umowy o Partnerstwie Transpacyficznym, Wietnam ma szansę stać się najważniejszym partnerem handlowym USA nie tylko w regionie Azji Płd-Wschodniej.

vnusflags
Historia pięknie zatacza koło, bo przy jej sterach stoi rzadka postać.

 

 

 

Lew Christian

chaobella

Ponoć trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie i przecież wiadomo, że zawsze jest lepiej tam, gdzie nas nie ma. Po 20 latach podróżowania i życia w Azji, zamarzyłam o Afryce: przestrzeni, widokach po horyzont, dzikich zwierzętach, ciszy i wyjątkowym świetle. Minęły już dwa tygodnie od powrotu z Namibii i RPA, a mnie wciąż Afryka szumi w głowie. Na tej fali, trafiłam na niesamowitą historię lwa Christiana. Jeśli nie znacie, to posłuchajcie! 

W 1969 r., w wyjątkowo wtedy ekscentrycznym Londynie, dwóch australijskich przyjaciół: Ace i John udało się do Harrods’a, w którym na ostatnim piętrze wystawiono na sprzedaż .... dwa lwie brzdące. Cóż, to były szalone czasy! Po długich negocjacjach, panowie kupili lewka i nazwali go Christian. Od tej pory Christian mieszkał w sklepie meblarskim, w którym pracowali Australijczycy, ku zadowoleniu ekscentrycznej klienteli. Lew rósł jak na drożdżach i skradł serce nie tylko swoim opiekunom. Panowie zajmowali się nim z ogromnym oddaniem, a Christian odwzajemniał się jak potrafił, najczęściej skacząc im na biodra i liżąc po twarzy ostrym jak papier ścierny językiem.

 

Kolejne miesiące to wzruszająca historia przyjaźni, zabawy i niezliczonych przygód. Christian zaczynał nabierać coraz większych rozmiarów i pewnym momencie stało się oczywiste, że nie będzie mógł dłużej mieszkać w sklepie z meblami, biegać po parku czy spacerować na smyczy po londyńskich ulicach. Po długich debatach i poszukiwaniach oraz dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, Ace i John postanowili zrealizować szalony plan: zwrócić wolność lwu urodzonemu w londyńskim zoo. Christian wyleciał do Kenii, gdzie nad jego rehabilitacją i przyszłym życiem na wolności pracował charyzmatyczny George Adamson. Jego opiekunowie pozostali w Kenii wiele tygodni by zapewnić lwu maksymalne poczucie bezpieczeństwa oraz odwlec w czasie nieuniknione rozstanie. Christian świetnie dostosowywał się do życia w kenijskim rezerwacie, choć początki były niezwykle trudne. Ace i John musieli wreszcie opuścić Afrykę, obiecując odwiedzić wkrótce ukochanego pupila. Wrócili po roku i .... reszty dowiecie się tutaj:

 

Jeśli chcecie poznać lepiej tę niesamowitą historię, polecam kilka pięknych źródeł:

Strona internetowa Christiana: http://www.alioncalledchristian.com.au/

Doskonały wywiad z nabywcami Christiana (po angielsku) : http://mpegmedia.abc.net.au/local/brisbane/conversations/201602/r1530453_22810265.mp3

Ksiazka: http://www.amazon.co.uk/s/ref=nb_sb_noss?url=search-alias%3Daps&field-keywords=a+lion+called+christian&x=0&y=0

Film „Born Free” z aktorami ktorzy pomogli powierzyć Christiana opiece G. Adamsona w Kenii: http://www.imdb.com/title/tt0060182/ 

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci