Menu

Miss Saigon

Sjesta na krawędzi

chaobella

Poważnie zmęczony osobnik zaśnie wszędzie, w dowolnej pozycji i o dowolnej porze.
W Wietnamie południowa sjesta jest częścią dziedzictwa narodowego i jej obecność po obiedzie jest naturalnym elementem procesu odżywczo-regeneracyjnego.

Wietnamczycy śpią tak, jak pozwala im na to pogoda, czas i wykonywana praca. Przy czym obserwuję szczególnie mocny wpływ profesji na dobór akcesoriów niezbędnych do wypoczynku.

I tak sprzedawczynie ubrań będą spały między wieszakami z najnowszą kolekcją, fantazyjnie ozdabiając wystawę sztywno wyciągniętymi na podłodze nogami.
Taksówkarz motorowy utnie sobie drzemkę na motorze – spokojnie mieszcząc się w całości na wznak na siedzeniu długości 100 cm.
Bibliotekarka czas sjesty spędzi wygodnie leżąc na biurku z encyklopedią pod głową, architekt na podłodze przykryty planem kreślarskim, a robotnik budowlany z cegłą zamiast poduszki.

Siesta_on_a_brick

Tyle stwierdzam na podstawie własnych doświadczeń, ale pole do dalszych badań wydaje się nie mieć granic. Muszę koniecznie dowiedzieć się, jak sypia piłkarz, operator młota pneumatycznego, hafciarka, wulkanizator, treser zwierząt cyrkowych oraz ostrzyciel noży.

Sierpień – co za pech!

chaobella

Jak mawiał pewien rezolutny człowiek: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę albo seks”.
I to się zadziwiająco często sprawdza. Ale nie tym razem.

Najpierw zgubiłam klucze do motoru. A właściwie jeden niepozorny kluczyk z mazowiecką Pyzą jako breloczkiem. A zatem strata podwójna. Wysłałam sms-a do właścicielki baru, gdzie poprzedniego wieczoru pląsaliśmy do latynoskich rytmów. Oczywiście, tam klucz nie był mi potrzebny, ale ostrożności nigdy nie dość. 
Kiedy po trzykroć przeszukałam wszystkie, często dziurawe kieszenie rozlicznych toreb i torebek, postanowiłam zawieźć motor do warsztatu i tam wymienić zamki. Tyle, że zaczęło lać jak z cebra. Przez 3 godziny non stop. Kiedy wreszcie przestało, udałam się do warsztatu na rowerze i tam na migi wytłumaczyłam problem. Wracamy w trójkę do domu – dwaj pomagierzy i ja. Tam holujemy motor na „nóżkę” – tzn. jeden człowiek jedzie na zdechłym motorze popychany nóżką kolegi prowadzącego sprawny motor. Za nimi ja na rowerze. Zaczyna znowu padać. Motor do odbioru nazajutrz.
image12

Wracam do domu, a tam niespodzianka: właścicielka La Habany pisze, że owszem znaleźli kluczyk, w dodatku z uroczym breloczkiem. Sprawdzam szczegóły – to moja Pyza. Klucz musiał wypaść podczas poszukiwania wiecznie zagubionej zapalniczki. Biorę taksówkę i po drodze chcę powstrzymać patroszenie motoru w warsztacie – niestety, już zamknięty.
Odbieram klucz z ogromną ulgą. Nawet, jeśli wymienią mi zamki w motorze, to Pyza w łowickim stroju nieustannie wprawia mnie w dobry humor.
Nazajutrz bladym świtem, czyli o ósmej rano w niedzielę, ruszamy do warsztatu, gdzie czeka na nas wybebeszony motor. Chyba wstali przed świtem, żeby mnie nie zawieść. Tłumaczę, że nie trzeba wymieniać zamków, wystarczy olej na pociechę. Zszytego pacjenta odbieram po południu – ech, koniec pechowej passy!

Pod wieczór zasiadamy do domowego kina –a nuż uda się obejrzeć film zanim zasnę. Za oknem dla odmiany pada deszcz, na ekranie zdjęcia eksplozji fabryki chemikaliów w Chinach. Po potężnym wybuchu w telewizji, następuje równie imponujący wybuch ...telewizora. Patrzymy osłupiali na siebie i na czarny ekran. Już nam się to kiedyś zdarzyło – telewizor wrócił sam do formy 5 minut później. Nie tym razem. Kiedy opowiadam o tym w pracy, wietnamscy koledzy kiwają z politowaniem głową: nie ogląda się telewizji podczas deszczu! Tyle, że tutaj pada przez sześć miesięcy w roku!
Postanawiamy oddać telewizor do naprawy – choć wszyscy twierdzą, że to szaleństwo, bo telewizor należy wymieniać co 2 lata. To jakieś szaleństwo, zwłaszcza ekologiczne! Na naprawę w serwisie firmowym trzeba czekać miesiąc z niewiadomym skutkiem. Koledzy wygrywają – zostawiamy zepsutego grata w serwisie za symboliczny milion i postanawiamy kupić nowy.

Umawiam się z kierowcą z pracy – nie ma sprawy, chętnie pomoże. Dwie godziny później dzwoni zażenowany, że nie może pojechać ze mną na zakupy, bo .... zepsuł mu się samochód. A konkretnie silnik – więc w grę wchodzi poważna i długa naprawa. Jednocześnie nie potrafi ukryć satysfakcji – „bo przecież mi mówił”.

Według Wietnamczyków, ósmy miesiąc roku to najbardziej pechowy czas. Słyszę o tym 17-stego, więc pocieszam się, że jeszcze dwa tygodnie i klątwa minie. Nie ma tak dobrze – chodzi bowiem o ósmy miesiąc w kalendarzu księżycowym, więc przed nami raptem 24 dni niebywałych okazji do życiowych niespodzianek.

 

 

 

Inspiracje na wakacje

chaobella

Jeśli zastanawiacie się, gdzie spędzić wakacje - najlepiej zostańcie w domu. W tej części świata jest jest szaro, ponuro, a chmury obrywają się jedna za drugą. Kto nie był w tropikach, nie zrozumie potęgi tutejszych ulew: to nawet nie ściana, a nieprzerwany mur wody przez wiele godzin. Niech was nie zwiedzie temperatura: 30 stopni i wilgotność osiągająca 80% to mieszanka, którą nie każdy potrafi wytrzymać. Najprościej porównać ją do stanu po wyjściu spod prysznica przed użyciem ręcznika.

Pogoda_Warszawa Pogoda_Sajgon  

 Zostańcie w domu – w Wietnamie aż do października będzie zupełnie listopadowo :-). Przed wejściem do mojego biura jest już 20 cm wody i poziom rośnie. Na szczęście jestem na pierwszym piętrze....

 

 

 

 

Lato czeka, wzywa nas z daleka!

chaobella

Uciekając z tropikalnych upałów do rześkiego polskiego lata, mam niebywałą szansę wpaść spod przysłowiowego deszczu pod rynnę; prognozy pogody zapowiadają w kraju-raju nawet 36 stopni C!

W amerykańskim Dniu Niepodległości, z nadzieją, że terroryści nie będą zainteresowani tak pospolitym kierunkiem, jak Sajgon-Paryż, przelecę 10.000 km by wpaść w objęcia rodziny, przyjaciół, czereśni, długich dni, naleśników z jagodami, mazurskich lasów i jezior. Zapowiada się uczta dla ducha i ciała, czego Wam wszystkim również życzę!

Do zobaczenia wkrótce.

joga

 czeresnie2

 

Wietnam w pigułce

chaobella

Niejednego z Was zadziwi liczebność narodu wietnamskiego, odsetek wyznawców islamu czy poziom bezrobocia.
Od przybytku głowa nie boli, a zatem dziesiaj przedstawiam garść faktów na temat Wietnamu, podlanych własnym sosem (made in Vietnam).

madeinvietnam590x281

 

Oficjalna nazwa

Socjalistyczna Republika Wietnamu

 

PKB

359 bilionów USD (2013 r.)

Powierzchnia

331.210 m2

 

Waluta

VND (wietnamski dong)

Język urzędowy

wietnamski

 

Inflacja

6.8% (2013 r.)

Religia

(1999 r.)

buddyzm 8,3%, katolicyzm 6,7%, hoa hao 1,5%, cao dai 0,5%, islam 0,1%, brak wyznania 81%.

 

Bezrobocie

1.3% (2013 r.)

Liczba ludności

93 421 835 (07/2014)

 

Surowce naturalne

Ropa, gaz, węgiel, antracyt, złoto, granit, marmur.

Urbanizacja

Populacja miejska: 31%

Przyrost roczny: 3%

 

Główne produkty eksportu

Tekstylia, obuwie, elektronika, owoce morza, ropa, ryż, kawa, wyroby z drewna

Poziom alfabetyzacji

93,4%

 

Partnerzy handlowi - eksport

USA          17,8%

Japonia    11,8%

Chiny        11,2%

Korea Płd. 5%

Malezja      4,1%

 

Ustrój polityczny

Republika

 

Główne produkty importu

Maszyny, stal, surowce do wyrobów tekstylnych i obuwniczych, plastik, produkty motoryzacyjne.

Ustrój partyjny

Jednopartyjny (Komunistyczna Partia Wietnamu)

 

Poziom korupcji

Wysoki z trendem zniżkowym

Uroda

Wyjątkowa u kobiet

 

Poziom bezpieczeństwa

Wysoki


vietnam_flag 

Rzeź psów i kotów. Powstrzymajmy festyn w Yulin!

chaobella

ybfyuYtheUwIgvW800x450noPad

Nie mówcie mi o tradycji,

Nie mówcie o różnicach kulturowych,

Nie istnieją słowa, które pozwoliłyby w pełni oddać mój najgłębszy sprzeciw wobec barbarzyńskiego zwyczaju zabijania psów i kotów na mięso. 

Jak długo ludzie XXI wieku będą wierzyć w bajki o afrodyzjaku z kła nosorożca, sfermentowanego kurzego  zarodka czy bijącego serca węża? W jaki sposób przemówić do ludzi przekonanych o zdrowotnych właściwościach mięsa zaszlachtowanych żywcem, śmiertelnie przerażonych zwięrząt? W imię najbardziej prymitywnych wierzeń masowo zabija się delfiny w Japonii, setki tysięcy bawołów w Nepalu, niezliczoną liczbę psów w Chinach. Potrafimy latać na Księżyc, a nie możemy powstrzymać rzezi dokonywanej z zimną krwią – nie dla przeżycia, ale w imię zabawy i wiary w bajki. Jeśli dwa tysiące lat temu przyjęte było krzyżowanie ludzi, to dzisiaj z przerażeniem i niedowierzaniem czytamy o tak bestialskich praktykach. Istnieje fundamentalna róznica między tradycją a utrzymywaniem okrutnych, sadystycznych praktyk. Czy mamy nosić skóry i krzesać ogień, bo tak „drzewiej bywało”?

Nie potrafię spokojnie myśleć o tym, że za parę dni wielotysięczny tłum odda się masowej rzezi najlepszych przyjaciół człowieka. Festyn w Yulin (Chiny) odbywa się 21 czerwca.  Według chińskich obrońców praw zwierząt, w ubiegłym roku zabito tam 50.000 psów i 10.000 kotów. W błocie, smrodzie i oparach alkoholu, Chińczycy oddadzą się corocznemu procesowi „rozgrzewania i oczyszczania ciała”. Na półmiski trafią przetrzymywane w nieopisanych warkunkach, często kradzione, wygłodzone zwierzęta -  gotowane żywcem, obdzierane ze skóry i ćwiartowane dla niezliczonej klienteli. Można sobie zamówić danie z jeszcze żywego, zapchlonego i konającego z pragnienia kota. Jako bonus: zarobaczone wnętrze i dawka wyzwolonego pod wpływem stresu kortyzolu, które spragnionym zdrowia zaoferują zaburzenia rytmu serca, impotencję i ogólne osłabienie – czyli dokładnie to, czego szukają w nieludzkiej „tradycji”.   

Nie wyeliminujemy lat idiotyczchnych przekonań, ale możemy wpłynąć na ukrócenie publicznej masakry i niewymownego cierpienia. Podpiszcie petycję TUTAJ, powstrzymajmy tę barbarzyńską rozrywkę!      

Nie będę Was szokować zdjęciami – wystarczy wygooglować „Yulin festiwal”. Uprzedzam: są wyjątkowo przrażające.

Europejsko-Wietnamski Festiwal Filmów Dokumentalnych

chaobella

Po raz kolejny rusza w Wietnamie Europejsko-Wietnamski Festiwal Filmów Dokumentalnych. To nie lada gratka dla miłośników filmu, w dodaktu z wolnym wstępem na projekcje.

I tak W Hanoi 10-19 czerwca i w HCMC 11-20 czerwca, dzięki wsparciu europejskich ambasad, przedstawione zostaną dzieła twórców z Polski, Danii, Niemiec, Francji, Izraela, Austrii, Szwajcarii, Hiszpanii, Szwecji i oczywiście Wietnamu. Dodatkowo, 13-14/06 przedstawione zostaną filmy młodych artystów z Azji Płd-Wschodniej: Kambodży, Birmy, Laosu, Tajlandii i Malezji.  

Wśród najczęściej poruszanej tematyki społecznej, pojawi się kwestia cierpienia młodych rodziców wychowujących poważnie chore dziecko w polskiej etiudzie „Nasza klątwa” w reż. Tomasza Śliwińskiego.     

Pełny repertuar znajdziecie TUTAJ:

 

Dzieci Agent Orange

chaobella

Z okazji Dnia Dziecka, życzę by już żadne dziecko nie musiało rodzić się ze znamieniem wojny sprzed 40 lat.

Wietnamskie dzieci (oraz, w dużo mniejszej skali, potomkowie amerykańskich weteranów wojny wietnamskiej) wciąż rodzą się z deformacjami spowodowanymi przez bezkarność amerykańskich laboratoriów i sił zbrojnych. Rodziny poszkodowanych nigdy nie otrzymały rekompensaty ze strony USA.

Nie zapominajmy o nich!

Pomoc można przekazac m.inn. TUTAJ i TUTAJ. 

AgentOrange

Kids_AO

boy_AO

 

Wybory prezydenckie - cz. II

chaobella

Tym razem wietnamska Polonia nie spisała się: frekwencja wyniosła zaledwie 61.70% - co cieszy w porównaniu z Polską, ale smuci wobec wyniku naszej I-wszej tury: 86%.

Miażdżące zwycięstwo Komorowskiego z 82.14% głosów. Pięć osób głosowało na Dudę i jak przystało na tajne wybory, tożsamości wyborców nie znamy – nie grozi im zatem ostracyzm towarzyski :-).

W skali świata, Duda, bez niespodzianek, był faworytem Polaków z Chicago i okolic (80% ++), Brazylii, Kazachstanu i Australii (oddanych głosów ok. 30.000!). Cała reszta świata głosowała na Komorowskiego; najwięcej zwolenników ma w Rosji, Chinach, Indiach i Wietnamie – przy czym oddanych głosów poza strefą Dudy było ok. 2.000). 

Nie zanotowano nadzoru komitetów obrony wiary w okolicach Polskiej Ambasady w Hanoi, w związku z czym istnieje cień podejrzenia, że wybory zostały sfałszowane.

 wybory2015header670x300

Polonusy Sajgonu – łączcie się!

chaobella

Z dwutygodniowym poślizgiem, ale należną pompą, obchodziliśmy wczoraj 224-tą rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja.

Juz tradycyjnie spotkaliśmy się w pubie O’Brien’s – bo jak wiadomo, Polak-Irish dwa bratanki. Z racji uroczystego charakteru spotkania, obecni byli przedstawiciele ambasady w Hanoi – czyli nowa i młoda fala polskiej dyplomacji. Od roku, w zupełnie nowym składzie, reprezentuje nas godnie, pomysłowo i energicznie:
Pani Barbara Szymanowska – Ambasador RP
Pan Piotr Młynarski – Konsul RP
Pan Mariusz Boguszewski – Doradca Ekonomiczny RP

Odśpiewaliśmy hymn, wznieśli toasty polskim cydrem, spałaszowali naleśniki z polskimi jabłkami, ustalili, czy pierwsza tura prezydenckich wyborów została sfałszowana, ustalili wyniki tajnej drugiej tury i popląsali przy “Mniej niż zero” Lady Pank.

Tradycyjnie, na prośbę organizatora: Stowarzyszenia „Polonia Sajgońska”, obowiązywały stroje biało-czerwone, z czego nie wywiązali sie nasi dyplomaci – tym razem zostanie im to wspaniałomyślnie wybaczone.
Jak co roku, pojawiły się nowe twarze – najmłodszy rocznik tutejszych Polonusów, którzy jeszcze odliczają w miesiącach swój pobyt w Wietnamie.   
Niespodzianką wieczoru była wizyta polskiego komanda kitesurfurskiego z Mui  Ne – spaleni słońcem, częściowo unieruchomieni gipsem, wręczyli Pani Ambasador unikalną deskę “Miss Polonia” z orłem jak żywym, życząc wysokiej fali na hanojskich drogach.

To był uroczy wieczór! Sorry, Polsko – czasami jestem wobec Ciebie zbyt krytyczna.  

 

Amba_i_surferzy

Deska_z_deykacja

 

orzel

 

cyder

 

Wybory prezydenckie na świecie

chaobella

Frekwencja na poziomie 86%!
Zwycięzca wyborów: Bronisław Komorowski z imponującym wynikiem 55,26%, za nim Kukiz z 21% i Korwin-Mikke z 13% głosów.

Czy to kolejne sfałszowane statystyki?

IMG_1149

Nie – tak głosowała Polonia w Wietnamie. Pełna mobilizacja za dwa tygodnie.

Jeśli chcecie wiedzieć, co wspólnego mają ze sobą USA, Brazylia, Australia i Kazachstan; co łączy Angolę ze Szwecją; poznać gusta estetyczno-kulinarne Polaków w Etiopii – zajrzyjcie TUTAJ 

Rodacy do urn!

Kablowanie czas zacząć.

chaobella

Kiedy kilkanaście lat temu z przerażeniem obserwowałam elektryków pracujących na wysokości, w deszczu, z bosymi nogami, bez kasku i innych zabezpieczeń, na poziomie 2-go piętra - mało sama nie spadłam z wrażenia z motoru.

Dzisiaj – wierzę, że nie tylko dla pozoru – zasady bezpieczeństwa pracy zostają coraz częściej wdrażane. Taki przynajmniej wniosek pożna wysnuć z instrukcji oblepiających place budowy. Kto nie był w Wietnamie, nie potrafi sobie wyobrazić kłębowiska kabli lelektrycznych, którymi spętane są miasta. I chociaż stopniowo plątaniny ciężkich i często zagrażających bezpieczeństwu przewodów ustępują miejsca nowoczesnym technologiom, to wietnamskim elektrykom jeszcze długo nie grozi bezrobocie.

Sami popatrzcie, jak wygląda demontaż w Hanoi.

IMG_0958

IMG_0960

IMG_0959

IMG_0963


IMG_0962



Upadek Sajgonu - 30/04/1975 - 30/04/2015

chaobella

Po 40 latach, chyba wszystko zostało powiedziane o upadku Sajgonu 30-go kwietnia 1975 r., zjednoczeniu Północy z Południem, zwycięstwie Wietnamu nad Stanami Zjednoczonymi Ameryki i komunizmu nad imperializmem. O ekstazie zwycięskiej armii Północy i ich rozczarowaniu, że nie wyzwalają uciśnionego, głodującego miasta, ale doskonale prosperującą metropolię. Wszyscy pamiętają zdesperowanych boat people - ratujących się przed nowymi władzami, wybierających śmiertelne ryzyko wobec niepewnej przyszłości w nowym ustroju. Dla nich "wyzwolenie" oznaczało emigrację, rozstanie z rodzinami, utratę majątku - w najlepszym wypadku; innych czekała śmierć, kilkunastoletni pobyt w obozach reedukacyjnych i utrata statusu społecznego w nowej rzeczywistości.

Mnie samą, po 13 latach w Wietnamie, zapadły w pamięć takie wspomnienia od zazwyczaj niechętnie poruszających temat wojny Wietnamczyków:

  • Pamiętam wyludnione ulice Sajgonu i setki porzuconych butów wojskowych - mówi wówczas 6-letnia Thao. To żołnierze Armii Południowej, którzy pozbywali się mundurów, by zatrzeć wszelką przynależność do wrogiej dla komunistów formacji.
  • Przez 13 lat nie wiedziałem, że wam wujka, aż wreszcie wrócił do domu z "pracy". Nigdy nie wrócił do formy - zmarł jako przerażony człowiek - opowiadał kilkunastoletni wówczas Tri.
  • Po wojnie brakowało wszystkiego, a pomoc słana z zaprzyjaźnionych krajów dochodziła w opłakanym stanie. Brakowało też ubrań, a materiały racjonowano; po latach żonglowania dwoma metrami przypadkowych materiałów na osobę, mam manię dopasowywania ubrań - przyznaje 50 letnia dzisiaj Hai.
  • Kiedy przedstawiłam mojemu wówczas 8-letniemu synkowi kolegę z pracy - Amerykanina w latach 90-tych, chłopiec stwierdził, że to najmilszy "wujek" jakiego miał i nie mógł uwierzyć, że pochodzi z tego wrogiego kraju, o którym uczyli go w szkole - wspomina ta sama Hai.

Historia rzadko jedno ma imię - wszystkie strony ówczesnego konfliktu mają swoje racje i sprzeczne interpretacje faktów. Choć Wietnamczycy na emigracji wspominają upadek Sajgonu w 1975 r. jako "czarny kwiecień" mogą od wielu lat swobodnie wracać do kraju - rzecz nie do pomyślenia dla Kubańczyków z Miami. Ci, którzy narzekają na jednopartyjny system, nie mogą zignorować imponującego rozwoju ekonomicznego kraju i systematycznych, choć powolnych reform. Dzisiaj 80-milionowy Wietnam wyrasta na tygrysa regionu i wydaje się darzyć większym zaufaniem USA niż wielkiego chińskiego brata.

W 40-stą rocznicę pamiętnych wydarzeń, obejrzyjcie 30/04/1975 poprzez słynne fotografie.

Saigon 1975

 

 

 

 

image7

image8

Ale Sajgon! - lot dronem nad miastem

chaobella

Jeśli co jakiś czas powraca do Was sen o lataniu, dzisiaj macie wyjątkową okazję lotu nad wyjątkowym miastem. Global Vision i ich armia dronów opracowała interaktywne mapy różnych zakątków świata.

Kilkając lub przeciągając myszką po ekranie, możecie odkryć Sajgon lub odwiedzić znajome już zakątki:  zajrzeć na targ Ben Than, podejrzeć szczelnie ogrodzone prace nad sajgońskim metrem, wspiąć się na ikoniczną Bitexco Tower, okrążyć katedrę i pocztę sajgońską, przemknąć się nad portem, wyrwać się do nowoczesnej siódmej dzielnicy, podlecieć do lotniska, wrócić do kolonialnego zakątka między operą a hotelem Continental i wreszcie odpocząć w parku otaczającym Pałac Zjednoczenia.
Myszka w rękę i do sterów TUTAJ!

Uwaga, to bardzo wciągająca rozrywka edukacyjna! Ciemny i nieostry obraz przez pierwszych 30 sekund to norma – proszę nie regulować odbiorników.

IMG_0967 

 

Kosmiczny Wietnam

chaobella

Czy Wy również należycie do tej kategorii pasażerów, którzy w samolocie zawsze wybiorą miejsce przy oknie i rozpłaszczą nos na zimnej szybie, podziwiając widoki z lotu ptaka bez względu na wysokość przelotową, porę roku i dnia?

Teraz możecie podziwiać Wietnam z kosmosu przy porannej kawie.

Dla tych, którzy wciąż myślą, że Sajgon to mała mieścina na polach ryżowych, przyjrzyjcie się zdjęciu nr 3.

 

Znajdź Wietnam na mapie!

Vietnam, South East Asia, Azja, mapa azji

Delta Mekongu

Delta Mekongu

Sajgon (Ho Chi Minh City) nocą

Sajgon (Ho Chi Minh City) nocą

Zatoka Ha Long

Ha_Long_Bay__Imgur

Więcej pięknych fotografii TUTAJ

 

Pływający hotel w Kambodży

chaobella

Zazwyczaj, jak pies ogrodnika - sama nie zjem, ale obcemu nie oddam – strzegę wyjątkowych adresów,  jak oka w głowie. Ciekawych miejsc jest sporo i wystrarczy dla wszystkich, ale te najlepsze wolę ustrzec przed inwazają turystów. Dzisiaj odstąpię od tej reguły, bo pomysł stworzenia kampingu na rzece otoczonej dżunglą zrobił na mnie duże wrażenie. Zwłaszcza w Kambodży, gdzie turystyka chociaż ambitinie, to jednak mozolnie pnie się na średni poziom regionalny.  

Tuż przy południowym cyplu tajskiej granicy – Koh Kong, nad rzeką Tatai, znajduje się 4 Rivers Floating Lodge. To jest kemping, ale w niezwykłej wersji. Każdy z dwunastu 2-osobowych, 45 metrowych namiotów jest luksusowo wyposażony i urządzony ze smakiem.

phoca_thumb_l_indoor_day_1

Do luksusu można się przyzwyczaić, ale do pływającego namiotu już trudniej. Ten kemping zbudowany jest bowiem na lekko dryfującej platformie, z panoramicznym widokiem na namorzyny, dżunglę i Góry Cardamom.
Okolicę można eksplorować kajakiem lub pieszo – na lądzie. Hotel chwali się przyjaznym środowisku stylem zarządzania i ścisłą współpracą z miejscową społecznością.  

birdview4_rivers

To nie jest oferta dla każdego – ceny bowiem oscylują ok. 250 USD za dzień, ale z pewnością oferuje niezapomniane wrażenia!

phoca_thumb_l_outdoor_day_3                    

phoca_thumb_l_outdoor_day_9  

Przy okazji poznałam dzisiaj nowe określenie: „glamping” czyli luksusowy kemping (glamorous camping). Jeśli taki pomysł was interesuje, zajrzyjcie TUTAJ: lista naciekawszych glampingów na świecie (odłóżcie karty kredytowe w bezpieczne miejsce!).

Wideo za posrednictwem http://positiveworldtravel.com/

Krajobraz po bitwie

chaobella

Chociaż wstrzymano skandaliczną wycinkę 6.700 drzew (25% zielonych płuc) w Hanoi, oto jak przedstawia się krajobraz w stolicy Wietnamu po wykonaniu zaledwie 7% planu (500 drzew!). 

Efekt jest przerażający! Znajomi Wietnamczycy ze wściekłością mówią, że władzom w 2015 r. udało się dokonać większych zniszczeń, niż amerykańskim defoliantom podczas wojny  w latach 1970-tych.

Sami popatrzcie na bulwar Nguyen Chi Thanh:

 Przed: 

before

i po: 

after

Więcej zdęć na stronie ZING.     

Sukces akcji protestacyjnej w Wietnamie!

chaobella

W Wietnamie można trafić za kratki za zbyt liberalne blogowanie, kontakty z opozycją czy udział w nielegalnych manifestacjach (z założenia, wszystkie są nielegalne). Dlatego z dreszczem niepokoju przyglądałam się garstce mieszkanców Hanoi, którzy przemaszerowali w ubiegły piątek przez ulice stolicy dopominając się uznania praw. Kolejnych 40.000 dołączyło do protestu w sieci. Co absolutnie zaskoczyło, to sukces akcji, który oficjalnie ogłoszono nazajutrz.

5b3077515danh6lapq_mmfx
Tym samym udało się powstrzymać szalony pomysł wycięcia 6.700 drzew (!!!) i ....zastąpienia ich nowymi, które miałyby nie zakłócać porządku publicznego. Przeznaczony na ścinkę starodrzew obejmował wyjątkowe okazy, które zasadzono jeszcze za czasów francuskiej kolonii, ponad 100 lat temu. Piękne, rozłożyste korony nie tylko dają wytchnienie w upalne dni, ale idealnie komponują się z architekturą Hanoi i filtrują potężne zanieczyszczenie miasta.

Rozpoczęta w styczniu tego roku masowa wycinka drzew wzbudziła oburzenie mieszkańców „najbardziej zielonego miasta Wietnamu”. Tym bardziej, że w mega akcji dopatrywano się czysto komercyjnych intencji: stuletnie drzewa są łakomym kąskiem dla skupujących drewno.         

I tak, mimo rozmachu wartego 3,4 milionów dolarów projektu przebudowy krajobrazu, szef stołecznego komitetu partii nakazał ograniczenie skandalicznej wycinki do wyłącznie chorych sztuk. 

tree_xuno                             Drzewa oznaczone krzyżykiem przenaczono na wycinkę. Obrońcy przyczepiali na nich kartki:          
 
„Jestem zdrowym drzewem – nie wycinaj mnie!”

Niewielu spodziewało się takiego obrotu sprawy. Brawo zatem dla obrońców natury – tych, uparcie dochądzacych praw i dla decydentów, którzy tak szybko i pozytywnie zareagowali!

 articledoc1892l6XArZiwoiHSK2322_634x475

 

Picasso pilnie potrzebny!

chaobella

Picasso, Van Gogh, Rembrandt, Salvador Dali? A może portret cioci w akwareli? Wietnamscy malarze-kopiści przyjmą każde zamówienie. Co do tego nie miałam wątpliwości, ale i tak zaskoczyli mnie całkowicie!  

Od lat marzyło mi się skopiowanie pewnego obrazu, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ewentualnie, rozważałam porwanie oryginału (zwane popularnie kradzieżą), ale zaprzyjaźniwszy się z właścicielką La Habana – gdzie wisiał mój przedmiot westchnień, ta opcja całkowicie odpadła.

Wzdychałam, przedkładałam listę życzeń urodzinowych, aż minęło 7 lat i powiedziałam dość! Z racji  okrągłej rocznicy, życzenia padło na podatny grunt i nastąpiła faza realizacji tej delikatnej misji. Arytsta malujący niespiesznie gibkie panie w stożkowych kapeluszach przyjrzał się zdjęciu i na migi poinformował o cenie: 2 miliony dongów (niecałe 100 USD). Ustaliliśmy, że w trosce o efekt końcowy dzieła, zabierzemy go za tydzień do rzeczonej La Habany, by przyjrzał się oryginałowi i przesiąkł atmosferą salsy, cygar i mojito. W międzyczasie dokonaliśmy pomiarów obrazu – najpierw za pomocą łokci, potem linijką i sfotografowali ciemnoskórą Kubankę ze wszystkich stron.

Obraz (nomen omen) westchnień

Tydzień później  wpadliśmy do artysty w sobotę, żeby potwierdzić spotkanie nazajutrz, zapewniając go, że weźmiemy wszyscy taksówkę, co by artysta nie czuł się zmęczony korkami i hałasem podczas jazdy motorem – stres mógłby przecież zakłócić jego percepcję dzieła. Nazajutrz, o 10 rano, potwierdziliśmy ponownie, że spotkamy się o 16-stej. Jako obdarowywana, postanowiłam zostać w domu, powierzając misję mężczyźnie. Sama zaś przeznaczyłam nagle wolne popołudnie na relaks w wannie.

Kiedy po 15 minutach pławienia się w pianie  usłyszałam obcy głos na parterze, na palcach zbliżyłam siędo schodów, żeby przekonać się, czy napastnik jest uzbrojony. Wietnamczyk zmierzał do kuchni, zupełnie niewzruszony moim widokiem. Dopiero wtedy usłyszałam znajomy głos:
- Kochanie, masz może drobne na napiwek?
No, tak – to pewnie facet od gazu dostarczył nową butlę – pomyślałam, wręczając facetowi banknot.

Weszłam do kuchni i oniemiałam. Spod ściany, zadymionym wzrokiem spoglądała na mnie kubańska piękność! Podeszłam bliżej, macając delikatnie i sprawdzając, czy to jawa, czy sen. Świeża farba na dłoni mówiła sama za siebie.
- Kiedy przyjechałem po artystę, ten wręczył mi gotowy obraz i napisał na ręce: 2 miliony – usłyszałam.    
Nie mogliśmy uwierzyć – facet namalował obraz między 10-tą a 16-stą (zapewne z przerwą na sjestę). Kopia była tak doskonała, że zaczęliśmy oglądać ją pod światło, wietrząc podstęp (druk na płótnie?). Nic z tego – widać było świeże ślady pędzla.

Co prawda, przez tydzień obraz obsychał w zamkniętym, wietrzonym pokoju, a następnie trzeba było zmienić krzywą ramę, ale do dzisiaj jestśmy pod wrażeniem ekspresowej i  nieskazitelnej roboty!
Jeśli marzą wam się “Słoneczniki”, “Dama z łasiczką” czy “Krzyk” – służę adresem. Do odbioru samo płótno albo pełen wypas wraz z rzeźbionymi ramami. 

 

Miss Saigon ma 10 lat!

chaobella

Dziesięć lat temu, 20-tego lutego 2005 roku, po 3 latach pobytu w Wietnamie, który początkowo miał trwać pół roku, postanowiłam dokumentować wietnamską przygodę. W szczycie sezonu audytowego, kiedy szef dopytywał, czy oby na pewno zdążę napisać na czas wszystkie raporty, kradłam chwile w biurze, by stworzyć Miss Saigon. Historię mojej decyzji o osiedleniu w Wietnamie możecie przeczytać TUTAJ.

Dość powedzieć, że była wynikiem przypadkowego splotu okoliczności. Choć przecież przypadki się nie zdarzają i sami prowokujemy nasze osobiste koło fortuny... Miss Saigon miała początkowo misję komunikacji ze znajomymi w Polsce, w międzyczasie stała się zalążkiem przewodnika po Wietnamie i po Azji Płd-Wschodniej, było troche prywaty, sporo ironii i osobistego postrzegania kraju, w którym osiedliłam się 13 lat temu.
Patrzę na swoje życie wstecz i doprawdy nie dowierzam kalendarzowi. Przyjechałam tutaj jako 27-letnia finansistka, zapatrzona w Azję i poszukująca przygód. Poza wiekiem - dzisiaj mam 40 lat, powyższe kryteria nie uległy zmianie. Choć moje życie osobiste uległo poważnym przetasowaniom, wciąż czuję się, jakbym niedawo wylądowała w tym wyjątkowym kraju: szalonym, nieprzewidywalnym, z podwójnym dnem. Kedy myślisz, że już poznałaś go od podszewki, tylko czeka, by cię znów zaskoczyć. Kiedy masz czasem po prostu dość, zawsze pojawi się na twojej drodze proste wydarzenie, bezinteresowny gest, które wywołają poczucie wdzięczności za tę niezwykłą życiową przygodę. Nigdy nie żyłam pełniej, niż tutaj: pracując intensywnie, tańcząc na sajgońskich scenach, poznając fascynujących ludzi i doceniając szczęście życia na skrzyżowaniu kultur, narodowości, osobowości. Tutaj odkryłam kubańską salsę, libańską kuchnię, kolumbijską politykę i pewną polską artystkę, która poznała mnie, biorąc za kogoś innego.

Losy blogu toczą się zgodnie z dynamiką mojego życia i bywa, że okresy milczenia i chęć zamknięcia bloga przeważają nad przyjemnością obserwacji dojrzewania Miss Saigon. Póki dopominacie się o kolejne wpisy, będę Was niepokoiła.

A teraz, ujawnijcie się, Drodzy Czytelnicy - napiszcie kim jesteście i dlaczego tutaj zaglądacie.
Wznosząc toast za kolejne wirtualne spotkania, pozdrawiam Was wszystkich znad turkusowego Oceanu Indyjskiego na Sri Lance - tak, Miss Saigon nie potrafi uwolnić się od nałogu podróżowania.

PS. Autorką blogu Miss Saigon jest Beata Ufniarz, z wykształcenia romanistka, z zawodu finansistka, z zamiłowania tancerka i podróżniczka. W Wietnamie od 2002 roku.

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci