Menu

Miss Saigon

Rok Psa czy pieski rok?

chaobella

Według chińskiego kalendarza, wkroczyliśmy niedawno (16.02.2018 r.) w Nowy Rok pod patronatem Psa. Potrwa on krócej niż zwykle, do 04.02.2019 roku.
Chińskie i anglojęzyczne horoskopy wróżą spokojny rok, w skupieniu na bliskich, budowaniu relacji z nimi i dbaniu o przyjaciół. Przewagę spraw duchowych nad materializmem. Okazje do budowania trwałych podwalin dla rodziny, kariery i wszelkich życiowych planów.
Co znamienite, polskie media przepowiadają iście pieski rok – pod znakiem depresji, kataklizmów, wzrostu ekstremizmu religijnego i politycznego, katastrof naturalnych i lotniczych. Rok Psa źle miałby wróżyć związkom i miłości w ogóle. Należy oczekiwać, że każdy będzie miał pod górkę. Na pocieszenie pozostaje nam jednak oddanie się dziedzinom, którym sprzyja Pies: majsterkowaniu, mechanice, ogrodnictwu i gotowaniu; bardziej wymagający mogą spróbować sił w tańcu, skoku w dal, podnoszeniu ciężarów i ... ikebanie.
Proponuję skroić sobie kolejnych 12 księżycowych miesięcy wedle własnych oczekiwań i potrzeb, by za rok móc stwierdzić, jak pewna przepełniona pozytywną energią koleżanka z pracy: „Dla mnie każdy rok jest dobry”.year_of_the_dog1


Sto lat stylu i urody - made in Vietnam

chaobella

Tęsknicie za swingującymi latami 40-tymi, szalonymi 70-tymi czy raczej luzem rocznika 2000? 
Spójrzcie, jak zmieniały się kanony kobiecej mody i urody w Wietnamie na przełomie ostatnich stu lat. Podział na Północ i Południe nawet w tak pokojowej kwestii jak uroda pozostaje nieunikniony. 


Wietnam mistrzem!

chaobella

Takich emocji w Wietnamie nie widziano od upadku Sajgonu w 1975 r.
23.01.2018 każdy Wietnamczyk – bez względu na płeć, wiek i stan zdrowia był fanem piłki nożnej. Fabryki i biura stanęły o godzinie 15-stej i mogły zapomnieć o wydajności tego dnia. Wszyscy oglądali mecz Wietnamu z Katarem, w historycznym półfinale Azjatyckich Mistrzostw Piłki Nożnej (Asian Football Confederation). Spośród 47 krajów (od Libanu po Australię), o imponującej historii sportowej i warunkach fizycznych, to właśnie Wietnamczycy zawalczyli o szansę zagrania w finale. Największe nadzieje pokładane w narodowej ekipie U23 zostały wysłuchane: Wietnam wygrał i tylko głuchy przeoczyłby tę nowinę.

Cóż się tego dnia działo! Na ulice wyległy tłumy: pieszo, na rowerach motorach, rikszach, traktorach (!). Flagi łopotały niczym podczas rewolucji, emocje sięgały zenitu: uściski, całusy, łzy, oświadczyny, śpiewy, tance i wuwuzele – taki był krajobraz ostatniego wtorku w całym kraju.

Sami popatrzcie TUTAJ

Co się będzie działo w sobotę, kiedy Wietnam zmierzy się w finale z ekipą Uzbekistanu, trudno sobie wyobrazić. Bez względu na wynik meczu, Wietnam oszaleje. Trzymamy kciuki za historyczny rekord!
(PS. Niezainteresowanym futbolem odradza się w tym dniu wychodzenie na ulice).

 U23

U23_cyclo

U23_dog

U23_proposal

 

U23_hospital

Upadek Sajgonu, 42-ga rocznica.

chaobella

Po 42 latach, chyba wszystko zostało powiedziane o upadku Sajgonu 30-go kwietnia 1975 r., zjednoczeniu Północy z Południem, zwycięstwie Wietnamu nad Stanami Zjednoczonymi Ameryki i komunizmu nad imperializmem. O ekstazie zwycięskiej armii Północy i ich rozczarowaniu, że nie wyzwalają uciśnionego, głodującego miasta, ale doskonale prosperującą metropolię. Wszyscy pamiętają zdesperowanych boat people - ratujących się przed nowymi władzami, wybierających śmiertelne ryzyko wobec niepewnej przyszłości w nowym ustroju. Dla nich "wyzwolenie" oznaczało emigrację, rozstanie z rodzinami, utratę majątku - w najlepszym wypadku; innych czekała śmierć, kilkunastoletni pobyt w obozach reedukacyjnych i utrata statusu społecznego w nowej rzeczywistości.

Mnie samej, po 15 latach w Wietnamie, zapadły w pamięć takie wspomnienia od zazwyczaj niechętnie poruszających temat wojny Wietnamczyków:

  • Pamiętam wyludnione ulice Sajgonu i setki porzuconych butów wojskowych - mówi wówczas 6-letnia Thao. To żołnierze Armii Południowej, którzy pozbywali się mundurów, by zatrzeć wszelką przynależność do wrogiej dla komunistów formacji.
  • Przez 13 lat nie wiedziałem, że wam wujka, aż wreszcie wrócił do domu z "pracy". Nigdy nie wrócił do formy - zmarł jako przerażony człowiek - opowiadał kilkunastoletni wówczas Tri.
  • Po wojnie brakowało wszystkiego, a pomoc słana z zaprzyjaźnionych krajów dochodziła w opłakanym stanie. Brakowało też ubrań, a materiały racjonowano; po latach żonglowania dwoma metrami przypadkowych materiałów na osobę, mam manię dopasowywania ubrań - przyznaje 50 letnia dzisiaj Hai.
  • Kiedy przedstawiłam mojemu wówczas 8-letniemu synkowi kolegę z pracy - Amerykanina w latach 90-tych, chłopiec stwierdził, że to najmilszy "wujek" jakiego miał i nie mógł uwierzyć, że pochodzi z tego wrogiego kraju, o którym uczyli go w szkole - wspomina ta sama Hai.

Historia rzadko jedno ma imię - wszystkie strony ówczesnego konfliktu mają swoje racje i sprzeczne interpretacje faktów. Choć Wietnamczycy na emigracji wspominają upadek Sajgonu w 1975 r. jako "czarny kwiecień" mogą od wielu lat swobodnie wracać do kraju - rzecz nie do pomyślenia dla Kubańczyków z Miami. Ci, którzy narzekają na jednopartyjny system, nie mogą zignorować imponującego rozwoju ekonomicznego kraju i systematycznych, choć powolnych reform. Dzisiaj 80-milionowy Wietnam wyrasta na tygrysa regionu i wydaje się darzyć większym zaufaniem USA niż wielkiego chińskiego brata.

W 42-gą rocznicę pamiętnych wydarzeń, obejrzyjcie 30/04/1975 poprzez słynne fotografie.

Saigon 1975

 

 

 

 

image7

image8

W tym roku lata nie będzie.

chaobella

Ostatni kongres Komunistycznej Partii Wietnamu ogłosił, że w tym roku lata nie będzie. Po co komu lato w tropikach?
W Sajgonie temperatura nie spada poniżej 25 stopni w ciągu roku, jedynie poziom wilgoci waha się pomiędzy wiecznym potem a gnijącymi butami. Bananowce rosną przez okrągły rok, a zbiory ryżu odbywają się nawet trzy razy w roku. Po co komu lato?

W marcu tradycyjnie zaczynają się upały, by w kwietniu osiągnąć poziom nieznośny dla przeciętnego człowieka. Ostatnio spotkany husky wydawał się mocno zaniepokojony zbliżającą się krytyczną datą. Kongres KPW litościwie wziął pod uwagę uczucia czworonogów. Lata w tym roku nie będzie.

Nie trzeba podlewać ogrodu, a zaoszczędzony czas można poświęcić na nieprzerwane czyszczenie odzieży z pleśni i uprzątanie odpadającego tynku ze ścian. A przecież nie zdążyły jeszcze wyschnąć po rekordowo długiej porze deszczowej.
Świat stanął na głowie. Nienaruszalny porządek natury: pora sucha od listopada do maja, pora deszczowa od czerwca do października odchodzi w zapomnienie. Jest 1-wszy kwietnia, a leje nieprzerwanie od 5-ciu godzin. Podobnie, jak wczoraj i przedwczoraj.
Istnieją podejrzenia, że w cieniu afery rosyjskiej w USA, rosyjski wywiad postanowił zaatakować wieloletniego partnera w regionie i podminować odwieczny kalendarz natury w Wietnamie.

Szykujcie parasole i peleryny przeciwdeszczowe – lata w tym roku nie będzie.  

 17374951015_131685ffa2_b

 

#czarnyprotest - Wietnam

chaobella

Niebo nad Sajgonem zasnuło się od rana czarnymi chmurami, jakby na znak solidarności z Czarnym Poniedziałkiem w Polsce.
Wietnam to liberalna oaza dla kobiet chcących decydować o swojej rozrodczości: swobodny dostęp do środków antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych, możliwość przerywania ciąży w państwowej i prywatnej służbie zdrowia oraz brak kleru próbującego uczyć kobiety, jak żyć.

W 1989 roku, za sprawą Ustawy o ochronie zdrowia ludzkiego, Wietnamczycy zyskali ustawowe prawo do wyboru metody antykoncepcji.  Dodatkowo, ustanowiono, ze "Kobiety mają prawo do aborcji, do opieki i diagnostyki ginekologicznej oraz badań kontrolnych podczas ciąży i kompleksowej opieki medycznej podczas porodu w placówkach medycznych". 

Wietnam przoduje na świecie w liczbie przeprowadzanych aborcji, chwaląc się jednocześnie imponującym przyrostem naturalnym. Wietnamczycy uwielbiają i rozpieszczają dzieci, ale chcą wybierać ich ilość i czas pojawienia. Ot, podstawowe prawa człowieka w tym socjalistycznym kraju.
Żal mi polskich kobiet w kraju stającym się karykaturą demokracji i zdrowego rozsądku. Przede wszystkim tych w najcięższej sytuacji życiowej - niosących przysłowiowy krzyż życia w przemocy, biedzie i braku perspektyw. Dobrze sytuowanie kobiety radziły sobie i radzić będą - wystarczy wyjechać za najbliższą granicę by w razie potrzeby obejść nieludzkie prawo. Ledwo wiążące koniec z końcem kobiety zapłacą w okrutny sposób za najnowsze szaleństwo partii rządzonej przez starzejącego się w seksualnej i psychicznej frustracji małego człowieka.

Panie i Panowie, obudźcie się i protestujcie! Nie pozwólcie, by garść szalonych dyletantów, którzy na chwilę dorwali się do władzy urządzała wam życie. 

 12773

Apocalypse Now - czyli tonący Sajgon

chaobella

Opadła fala powodziowa, a wraz nią emocje. Ostatni poniedziałek zaskoczył nie tylko drogowców, ale osobniki o najbardziej wybujałej fantazji. Tropikalne ulewy w Wietnamie to chleb powszedni, zwłaszcza we wrześniu, kiedy w regionie szaleją tajfuny. Tym razem, pod wpływem zdradzieckiej Megi z Tajwanu, Sajgon zatonął. Mimo 15 lat spędzonych w Wietnamie przecierałam oczy ze zdumienia. IMG_5086

Po kilku godzinach obfitych opadów, poziom wody na ulicach osiągnął od 40 do ponad 100 cm. Ulice zmieniły się w rwące rzeki, posiadacze motorów w kierowców amfibii, a kierowcy luksusowych limuzyn w bezradnych bankrutów. Z perspektywy szczęśliwego pasażera samochodu o wysokim zawieszeniu, przyglądałam się bezradnie jeszcze bardziej bezradnym uczestnikom (bez)ruchu drogowego, podziwiając ich buddyjsko-komunistyczną spolegliwość wobec żywiołu. Coraz więcej osób na bosaka (buty porywała fala) pchała w wodzie po pachy motory, które nie wytrzymały testu na podtopienie silnika. Z czasem na ulicach pojawiły się opuszczone samochody osobowe, podtopione do połowy drzwiczek. W tle brzmiały sygnały karetek i pomocy drogowej. Nastąpił totalny paraliż miasta. Samochody, motory, masa ludzka – wszystko zamarło bez perspektywy rozwiązania iście gordyjskiego węzła. Mnie pokonanie 20 km zajęło 3 godziny, innym nieszczęśnikom pokonanie 500 m zajęło od 45 do 90 minut, w zależności od położenia geograficznego i stopnia desperacji.

IMG_5090
We wtorek nastąpiła powtórka z dramatu w mniejszej skali, głównie z racji przetrzebionej ilości środków transportu, których znakomita większość wylądowała u mechaników nie nadążających ani z naprawami, ani z ratowaniem pojazdów przed kolejną falą powodziową.

W środę nastąpiło unormowanie sytuacji i czas odkryć: media zalała tym razem fala ... dokumentacji poprzednich dni: od typowego jeziora w kuchni, poprzez łapanie węży w szpitalu, aż po ucieczkę przed aligatorem. Sami popatrzcie, jak nierajsko potrafi wyglądać życie w tropikach: IMG_5091

 

 Fala kreatywności nie kazała na siebie długo czekać. Tak Sajgończycy przewidują współczesną Apocalypse Now:

IMG_5092

 Najbardziej budujące w całej tragedii było zachowanie Wietnamczyków; pokazali to, co w nich cenię na codzień; solidarność i pogodę ducha.

 

Poetycki Tran Anh Hung powraca na ekrany

chaobella

Po długiej przerwie, powraca na ekrany mój ulubiony francusko-wietnamski reżyser – Tran Anh Hung.
Najnowszy film – L'Eternité (Wieczność) opowiada historie trzech kobiet na przestrzeni stulecia. To oparta na powieści Alice Ferney – L’Elégance des veuves – poetycka opowieść o rodzinie, spowita w ciepłym świetle i łagodnej muzyce. Nie ma tutaj złożonych scen     i dialogów, to raczej doskonale skomponowana opowieść obrazami.

W filmie występuje cala plejada głównie francuskich gwiazd, na czele z Audrey Tatou – jako matką ośmiorga dzieci. Narratorem filmu jest Tran Nu Yen Khe – aktorka występująca we wszystkich filmach Tran Anh Hunga, a prywatnie jego żona. Osobiście zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia w filmie „Cyclo” („Rikszarz”). 

couple
Tym, którzy nie znają jeszcze twórczości Tran Anh Hunga, polecam jego piękne obrazy o Wietnamie:
Zapach zielonej papai (1993), Rikszarz (1995), Schyłek lata (2000).

ETERNITE__INTERNATIONAL_VIETNAM

Festiwal Tańca - Sajgon 2016

chaobella

Wrzesień w Wietnamie, to nie tylko czas tropikalnych ulew i księżycowych ciastek. To także, od kilku lat, czas na Międzynarodowy Festiwal Tańca, który daje zgłodniałym kultury koneserom szansę na odkrycie talentów z całego świata.

W ubiegłym roku, miałam zaszczyt zaprosić w imieniu Ambasady Polski wyjątkowego tancerza: Daniela Stryjeckiego, który porwał publikę oryginalnym pokazem tańca i sztuk multimedialnych DSM-IV 301.81, a przy okazji skradł serca żeńskiej połowy Sajgonu.

W tym roku, po głównych występach w Hanoi, południowowietnamska publiczność będzie mogła obejrzeć artystów z:
Niemiec 
Austrii
Wietnamu

Szczegóły programu znajdziecie TUTAJ 

Mnie zainteresował projekt Yes Yes No No wietnamskiej choreograf Tran Ly Ly, której pracę możecie podejrzeć TUTAJ:

                                                                ZAPRASZAMY!

CDF2016_Web_banner

 

Ciasteczka księżycowe!

chaobella

Jak przystało na wrzesień w Wietnamie – czas na ciasteczka księżycowe!

BanhNuongwithTea

Osłodzą ciemną stronę tego najbardziej ulewnego miesiąca w roku. W połowie „jesieni” wg kalendarza księżycowego, codzienny krajobraz wzbogaca się o sklepiki oferujące fantastyczny asortyment trung thu (moon cake). Na wzór księżyca, mają one okrągły kształt i występują w dwóch rodzajach: pieczone z mąki (najbardziej popularne) lub przygotowane na bazie kleistego ryżu. Nadzienie powstaje zarówno z mięsa, jak z owoców lotosu czy z kandyzowanych owoców. Dla lubiących niespodzianki: najczęściej w środku znajduje się solone żółtko, mające na celu zrównoważyć słodki i słony smak. Im więcej żółtek, tym wyższa cena ciastek.

 HagenDazsIceCreamMooncakesSetYolk2

Dzielenie się ciastkami księżycowymi było niegdyś zarezerwowane dla rodziny i przyjaciół, zaś od wielu lat stało się kolejnym punktem na mapie kalendarza „obowiązkowych prezentów”. Należy obdarować nimi pracowników, policję, urzędników skarbowych i innych oficjeli, na których przychylnej współpracy nam specjalnie zależy. Zwykli śmiertelnicy zajadają się świeżymi ciastkami po 2 dolary za sztukę, a nowobogaccy potrafią wydać nawet 50 dolarów za ciastko, które zapewne przetrwa w nienaruszonym stanie do końca roku.

mooncake2

Osobiście ciastek unikam – większość ma wagę solidnego kamienia, a pomimo 15 lat spędzonych w Wietnamie, nie przepadam za jajkiem –niespodzianką. W warunkach przymusowego wyboru, skłonię się raczej w stronę ciastek z zielonej fasoli. 

 

Bambusowy dom

chaobella

Przez sześc miesięcy w roku, Wietnam zmaga się z porą deszczową, której kapryśna natura jest trudna do przewidzenia i w dużej mierze pozostaje na łasce tajfunów targających Filipinami i okolicą. Powodzie są na porządku dziennym zarówno w miastach, jak na uboższej w infrastrukturę prowincji.

Architekci Doan Thanh Ha i Tran Ngoc Phuong z firmy H&P Architects przedstawili projekt domu, który łatwo i sprawnie można zbudować na podatnych na powodzie terenach, a ich pomysł wzbudził natychmiast międzynarodowe uznanie i nagrody branżowe.
Dom złożony jest z modułów zbudowanych z pni bambusa i osadzony na palach chroniących przed falą powodziową do wysokości 1.5 metra.
Struktura może zostać wykorzystana zarówno do celów mieszkaniowych lub, w zależności od potrzeb, zostać przystosowana jako szkoła czy szpital. Bambus może zostać zastąpiony innym naturalnym materiałem dostępnym w danym region – np. drzewem i liśćmi palm kokosowych. Koszt domu wynosi 2.500 USD, a jego budowa trwa 25 dni.

Bambus potrafi przetrwać nawet w surowym klimacie, wiec jeśli szukacie inspiracji mieszkaniowych na polskie lato - weźcie pod uwagę ekologiczny bambusowy dom.

EFioNom  

ESGMyU0

 

LxJuIAp

IFQEiLJ

 

Detektyw prawdę Ci powie

chaobella

W Wietnamie panuje przekonanie, że wszyscy wiedzą o wszystkich wszystko, tylko cenzura, dobre maniery i troska o własne bezpieczeństwo nie pozawalają  na publiczne dzielenie się niewygodną wiedzą. 

Z tym większym zdziwieniem dowiedziałam się, że na wietnamskim rynku istnieje całkiem pokaźna oferta usług detektywistycznych. Całkowicie legalnych, przejrzystych – w odróżnieniu od tych, tradycyjnie dostępnych w formie mafijnej.
Zakres usług jest zapewne uniwersalny, ale z opinii klientów wyłania się taki oto obraz najpopularniejszych usług:

  1. Dyskretne śledztwo narzeczonych pracujących w barach i upewnienie się, że nie wykonują usług niezwiązanych z warzeniem piwa.

  2. Prześwietlanie danych osobowych i majątkowych przyszłych małżonków, partnerów – także biznesowych oraz użytkowników portali randkowych.

  3. Analiza DNA dzieci z i spoza związku małżeńskiego.

Cennik jest przystępny - zaczyna się od 195$ i obejmuje kompleksowe usługi oraz dokumentację wprawionych w śledztwie detektywów obu płci, miejscowych lub zagranicznych.

Umówiłam się na pierwsze spotkanie w typowej tutaj, acz zupełnie nieekscytującej sprawie: były dyrektor naszej fabryki otworzył własny zakład i podrabia meble, których modele objęte są prawami autorskimi, w dodatku sprzedając je po niższych cenach naszym klientom.

Już szykuję czarny kapelusz i fajkę na spotkanie. A potrzebującym polecam np. TO biuro

private_detective_services_in_pune

Euro 2016 - made in Vietnam

chaobella

Meczom piłki nożnej EURO 2016 kibicuje cały świat.

Sajgońskie bary sportowe nie wyrabiają na zakrętach i podczas transmisji, kibice muszą wybierać: albo mecz, albo piwo - kolejki są bowiem gigantyczne. 

W gorączce oczekiwań na sobotni mecz Polska - Szwajcaria, nie mogłam się oprzeć pokusie publikacji składu wietnamskiej reprezentacji piłkarskiej. 

Euro_VN

Pytanie za milion dongów: Jakie nazwisko jest najpopularniejsze w Wietnamie? :-) 

 

Psia rzeź w chińskim Yulin

chaobella

Przerażające déja vu ludzkiego (?!) okrucieństwa, podłości i znieczulicy. 

Pomimo 11 milionów głosów zebranych pod petycjami nawołującymi do zaprzestania tego procederu, w chińskim mieście Yulin ponownie odbędzie się "festiwal", podczas którego przewiduje się rzeź i konsumpcję ok. 10.000 psów i kotów. .   

Powtórzę to, co pisałam rok temu

ybfyuYtheUwIgvW800x450noPad1

************************************************

Nie mówcie mi o tradycji,

Nie mówcie o różnicach kulturowych,

Nie istnieją słowa, które pozwoliłyby w pełni oddać mój najgłębszy sprzeciw wobec barbarzyńskiego zwyczaju zabijania psów i kotów na mięso.

Jak długo ludzie XXI wieku będą wierzyć w bajki o afrodyzjaku z kła nosorożca, sfermentowanego kurzego zarodka czy bijącego serca węża? W jaki sposób przemówić do ludzi przekonanych o zdrowotnych właściwościach mięsa zaszlachtowanych żywcem, śmiertelnie przerażonych zwierząt? W imię najbardziej prymitywnych wierzeń masowo zabija się delfiny w Japonii, setki tysięcy bawołów w Nepalu, niezliczoną liczbę psów w Chinach. Potrafimy latać na Księżyc, a nie możemy powstrzymać rzezi dokonywanej z zimną krwią – nie dla przeżycia, ale w imię zabawy i wiary w bajki. Jeśli dwa tysiące lat temu przyjęte było krzyżowanie ludzi, to dzisiaj z przerażeniem i niedowierzaniem czytamy o tak bestialskich praktykach. Istnieje fundamentalna różnica między tradycją a utrzymywaniem okrutnych, sadystycznych praktyk. Czy mamy nosić skóry i krzesać ogień, bo tak „drzewiej bywało”?

Nie potrafię spokojnie myśleć o tym, że za parę dni wielotysięczny tłum odda się masowej rzezi najlepszych przyjaciół człowieka. Festyn w Yulin (Chiny) odbywa się 21 czerwca. Według chińskich obrońców praw zwierząt, w ubiegłym roku zabito tam 50.000 psów i 10.000 kotów. W błocie, smrodzie i oparach alkoholu, Chińczycy oddadzą się corocznemu procesowi „rozgrzewania i oczyszczania ciała”. Na półmiski trafią przetrzymywane w nieopisanych warunkach, często kradzione, wygłodzone zwierzęta - gotowane żywcem, obdzierane ze skóry i ćwiartowane dla niezliczonej klienteli. Można sobie zamówić danie z jeszcze żywego, zapchlonego i konającego z pragnienia kota. Jako bonus: zarobaczone wnętrze i dawka wyzwolonego pod wpływem stresu kortyzolu, które spragnionym zdrowia zaoferują zaburzenia rytmu serca, impotencję i ogólne osłabienie – czyli dokładnie to, czego szukają w nieludzkiej „tradycji”.

Nie wyeliminujemy lat idiotycznych przekonań, ale możemy wpłynąć na ukrócenie publicznej masakry i niewymownego cierpienia. Podpiszcie petycję TUTAJ, powstrzymajmy tę barbarzyńską rozrywkę!

Nie będę Was szokować zdjęciami – wystarczy wygooglować „Yulin festival”. Uprzedzam: są wyjątkowo przerażające.

 

Pulitzer 2016 dla wietnamskiego autora

chaobella

Nagroda Pulitzera w dziedzinie beletrystyki została w tym roku przyznana wietnamskiemu autorowi – Viet Thanh Nguyen’owi za powieść „The Sympathizer”. 

45-letni autor urodził się w Wietnamie, skąd uciekł wraz z rodziną w 1975 r. po zwycięstwie komunistów i zjednoczeniu Wietnamu. Osiedlił się w USA, gdzie zrobił karierę naukową. Dzisiaj jest profesorem na University of Southern California, gdzie wykłada w katedrze literatury oraz w katedrze studiów etnograficznych.  

Jego twórczość porównywana jest przez krytyków do Grahama Greena i Georga Orwella. „The Sympathizer” zostanie wydany pod koniec roku w Polsce przez Wydawnictwo Akurat, które tak zapowiada książkę:
 
"The Sympathizer" to wstrząsająca, zapadająca w pamięć powieść, łącząca w sobie kilka gatunków i różne style literackie — czarną komedię, powieść historyczną oraz elementy thrillera.

Utwór Nguyena to książka o ogromnym ciężarze politycznym, która może zmienić myślenie o wojnie w Wietnamie, a także ubrana w atrakcyjny kostium literacki, sensacyjna rozprawa o ludzkiej naturze zderzonej z realiami wojny, którą śmiało można porównywać z "Paragrafem 22" czy "Nagimi i martwymi". "The Sympathizer" jest głęboką, przejmującą opowieścią o człowieku, który musi wybrać między swoimi przekonaniami politycznymi a lojalnością wobec samego siebie. Powieść znalazła się na liście najlepszych książek minionego roku według tak prestiżowych magazynów jak The Guardian, The New York Times, Wall Street Journal czy Washington Post.

Ci, którzy chcieliby przeczytać „The Sympathizer” w oryginale, powinni ruszyć na zakupy w Amazon lub Goodreads.

VietThanhNguyen

Wiza wielokrotnego ..... znaczenia

chaobella

Kiedy parę tygodni temu poprosiłam w pracy o zorganizowanie wizy dla naszego młodego stażysty, dokładnie poinformowałam, że chodzi o wizę wielokrotnego wstępu, która pozwala w określonym czasie, na swobodne wyjazdy i powroty do Wietnamu.
Kilka dni później, mówiący zaledwie kilka słów po angielsku asystent biura personelu wręczył mi do podpisu tzw. promessę wizową. Udało mi się sprawdzić zgodność z podanymi datami pobytu i dane osobowe. Brakowało jedynie informacji o typie wizy: jednorazowej (single) lub wielokrotnego wstępu (multiple).

Pytam wiec asystenta, czy wiadomo jaki rodzaj wizy widnieje na promessie, ale nasza komunikacja werbalna jest mocno ograniczona. Piszę zatem na kartce papieru: single? multiple? Asystent odpowiada po wietnamsku, że nie wie, wiec odsyłam go, żeby się dowiedział. Po drodze trafia się inny asystent, bieglejszy w angielskim, więc wzywam go na pomoc do tłumaczenia. Zaczynamy od nowa: single czy multiple? Drugi asystent jest mocno zakłopotany, pierwszy powtarza, że nie rozumie co drugi tłumaczy i już wiem, że tej sprawy dzisiaj nie rozwiążemy. Prewencyjnie niczego nie podpisuję. 

Nazajutrz rozmawiam z szefem personelu i wyłuszczam problem od nowa. Ten zaczyna się śmiać i opowiada: 
- Wczoraj zadzwonił do mnie asystent i prosił o pomoc, bo nie rozumiał, czego od niego chcesz. On tylko chciał uzyskać twój podpis na zaproszeniu, a ty uparcie dopytywałaś się, czy jest wolny, czy żonaty. 
Moje oczy robią się coraz większe, po czym wreszcie dociera do mnie:
Określenia "single" - po angielsku "pojedynczy", ale tez "stanu wolnego" - używa się głównie w tym drugim kontekście. Biedny asystent nie mógł pojąć, dlaczego domagam się od niego deklaracji o stanie matrymonialnym, kiedy on próbuje wyłącznie wypełniać swoje obowiązki.

Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, czy podejrzewał mnie o mobbing, czy tez miał nadzieję na pozasłużbowe spotkanie we dwoje. 

visa_easy

 

 

Deszcz a nowe środki transportu

chaobella

I oto nadeszła druga pora roku: pada obficie, niebo zasnute, wilgotność wysoka, ręczniki schną 3 dni, buty gniją, a ściany pokrywa grzyb. A ja i tak uwielbiam porę deszczową w tropikach - zwłaszcza, kiedy mogę się jej przyglądać spod suchego dachu.  

Deszcz jak zwykle zaskoczył drogowców. Niektórzy dzielnie wykonują misję podlewania terenów zielonych mimo urwania chmury. 

Polewaczka


Okazuje się, ze deszcz wyzwolił pokłady miejscowej kreatywności:  
W Hanoi rosyjski amator paddlingu oferuje transport wodny uziemionym w korkach,  

rain_paddle


a miejscowe trandsetterki wprowadziły na drogowe salony najnowszy model motoru przeciwdeszczowego: 

moto_raincoat

Wiadomo, ze w Paryżu pada i zalewa korty tenisowe, a w Warszawie fatalne ciśnienie, ale po obejrzeniu obrazków z Hanoi, myślę ze przestaniecie narzekać na pogodę, gdziekolwiek jesteście: 

 

  

Dzieci Wietnamu

chaobella

Z okazji dzisiejszego Dnia Dziecka, zapraszam do obejrzenia szczęśliwych twarzy wietnamskich dzieci zatrzymanych w kadrze. 

Pamiętajmy, by zachować odrobinę dziecka w nas samych!

1453083747_children4

vietnamdeluxetourday

big_ni_as

sapababysmile

 

"Czołem, nie ma hien", ale są muszle

chaobella

Andrzeja Mellera poznałam za pośrednictwem jego koleżanki ze studiów - Ani, którą to z kolei spotkałam ponad 15 lat temu na Sumatrze, nad jeziorem Toba. Ania w międzyczasie wyprowadziła się w Beskidy i koleguje z owcami, a czasem wpada w odwiedziny do Wietnamu poskakać ze mną na trampolinie dla dzieci. 

Andrzej przejechał świat, opisał kilka wojen, kulom się w Libii nie kłaniał, po czym na kilka lat osiadł w nadmorskim Mui Ne - 200 km od Sajgonu. Jego liczne i barwne przygody już wkrótce ukarzą się w Polsce drukiem pod tajemniczym tytułem: "Czołem, nie ma hien". W ramach promocji książki, niedawno ponownie zjawił się w Wietnamie wraz z ekipą Dzień Dobry TVN, by nakręcić cykl odcinków o krainie ryżem i kawa płynącej.
I tak, odkrywając przed widzami z Polski uroki ulicznego jedzenia w Sajgonie, spotkaliśmy się w sajgońskiej mekce turystów o niskim
budżecie, błądząc w ciemnych, wąskich alejkach, gdzie potrafi zmieścić się i ruch jednośladowy i klika stoliczków dla krasnali. 
Schodząc z drogi kieszonkowcom i złym kobietom, raczyliśmy się małżami z trawą cytrynową, ślimakami z piaskiem i sosem chili, małżami Świętego Jakuba z orzeszkami ziemnymi oraz krabem w sosie słono-cytrynowym.  

Ekipa zgrabnie slalomowała między piwoszami z nagim torsem, tragarkami owoców i sprzedawcami loterii, a przechodnie słali uśmiechy do kamery. 

Po 15 latach odkryłam dzięki Andrzejowi nowe, godne polecenia miejsce, gdzie rodzinna inicjatywa kuchenna serwuje sajgonki w cieście ryżowym barwionym ekstraktami z warzyw (burakiem, marchwią, selerem, oberżyną) i pyszne zupy: Pho Hai Thien.   

Wideo z tego smakowitego wieczoru możecie obejrzeć TUTAJ oraz na bieżąco śledzić kolejne odcinki na DD TVN. 

 Bea_Andrew_food  

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci