Menu

Miss Saigon

Sierpień – co za pech!

chaobella

Jak mawiał pewien rezolutny człowiek: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę albo seks”.
I to się zadziwiająco często sprawdza. Ale nie tym razem.

Najpierw zgubiłam klucze do motoru. A właściwie jeden niepozorny kluczyk z mazowiecką Pyzą jako breloczkiem. A zatem strata podwójna. Wysłałam sms-a do właścicielki baru, gdzie poprzedniego wieczoru pląsaliśmy do latynoskich rytmów. Oczywiście, tam klucz nie był mi potrzebny, ale ostrożności nigdy nie dość. 
Kiedy po trzykroć przeszukałam wszystkie, często dziurawe kieszenie rozlicznych toreb i torebek, postanowiłam zawieźć motor do warsztatu i tam wymienić zamki. Tyle, że zaczęło lać jak z cebra. Przez 3 godziny non stop. Kiedy wreszcie przestało, udałam się do warsztatu na rowerze i tam na migi wytłumaczyłam problem. Wracamy w trójkę do domu – dwaj pomagierzy i ja. Tam holujemy motor na „nóżkę” – tzn. jeden człowiek jedzie na zdechłym motorze popychany nóżką kolegi prowadzącego sprawny motor. Za nimi ja na rowerze. Zaczyna znowu padać. Motor do odbioru nazajutrz.
image12

Wracam do domu, a tam niespodzianka: właścicielka La Habany pisze, że owszem znaleźli kluczyk, w dodatku z uroczym breloczkiem. Sprawdzam szczegóły – to moja Pyza. Klucz musiał wypaść podczas poszukiwania wiecznie zagubionej zapalniczki. Biorę taksówkę i po drodze chcę powstrzymać patroszenie motoru w warsztacie – niestety, już zamknięty.
Odbieram klucz z ogromną ulgą. Nawet, jeśli wymienią mi zamki w motorze, to Pyza w łowickim stroju nieustannie wprawia mnie w dobry humor.
Nazajutrz bladym świtem, czyli o ósmej rano w niedzielę, ruszamy do warsztatu, gdzie czeka na nas wybebeszony motor. Chyba wstali przed świtem, żeby mnie nie zawieść. Tłumaczę, że nie trzeba wymieniać zamków, wystarczy olej na pociechę. Zszytego pacjenta odbieram po południu – ech, koniec pechowej passy!

Pod wieczór zasiadamy do domowego kina –a nuż uda się obejrzeć film zanim zasnę. Za oknem dla odmiany pada deszcz, na ekranie zdjęcia eksplozji fabryki chemikaliów w Chinach. Po potężnym wybuchu w telewizji, następuje równie imponujący wybuch ...telewizora. Patrzymy osłupiali na siebie i na czarny ekran. Już nam się to kiedyś zdarzyło – telewizor wrócił sam do formy 5 minut później. Nie tym razem. Kiedy opowiadam o tym w pracy, wietnamscy koledzy kiwają z politowaniem głową: nie ogląda się telewizji podczas deszczu! Tyle, że tutaj pada przez sześć miesięcy w roku!
Postanawiamy oddać telewizor do naprawy – choć wszyscy twierdzą, że to szaleństwo, bo telewizor należy wymieniać co 2 lata. To jakieś szaleństwo, zwłaszcza ekologiczne! Na naprawę w serwisie firmowym trzeba czekać miesiąc z niewiadomym skutkiem. Koledzy wygrywają – zostawiamy zepsutego grata w serwisie za symboliczny milion i postanawiamy kupić nowy.

Umawiam się z kierowcą z pracy – nie ma sprawy, chętnie pomoże. Dwie godziny później dzwoni zażenowany, że nie może pojechać ze mną na zakupy, bo .... zepsuł mu się samochód. A konkretnie silnik – więc w grę wchodzi poważna i długa naprawa. Jednocześnie nie potrafi ukryć satysfakcji – „bo przecież mi mówił”.

Według Wietnamczyków, ósmy miesiąc roku to najbardziej pechowy czas. Słyszę o tym 17-stego, więc pocieszam się, że jeszcze dwa tygodnie i klątwa minie. Nie ma tak dobrze – chodzi bowiem o ósmy miesiąc w kalendarzu księżycowym, więc przed nami raptem 24 dni niebywałych okazji do życiowych niespodzianek.

 

 

 

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci