Menu

Miss Saigon

Fabryka osobliwości – odc.II

chaobella

Zgodnie z najgorszymi oczekiwaniami, po raz drugi w 15-letniej historii firmy, doczekaliśmy się kontroli skarbowej.  Pewnego pięknego ranka, na teren fabryki zajechała lśniąca Toyota, z której wysiadła para ok. 50-letnich inspektorów. Przyjechali wreszcie, bo główny księgowy opornie podszedł do tematu: Zapłaćcie, a nasza noga nawet nie postanie w waszej firmie. Musimy was skontrolować za ostatnich 6 lat – po co wam to?  

Cóż, nikt nie jest święty, a zwłaszcza firma, w której procedury wewnętrzne do najmocniejszych nie należą, a kierownictwo zmieniło się kilka razy. 
Ugościliśmy inspektorów w biurze wypełnionym akcesoriami wystroju wnętrz, które zbladły w cieniu kilogramowego złotego zegarka szefa ekipy, pod którego ciężarem facet dorobił się wyraźnej skoliozy. 
Spędzili długie dwie godziny patrząc w okno, podczas gdy ja naradzałam się z księgowym, jak ich udobruchać.  To nie pierwsza i nie ostatnia tego typu akcja, więc poruszam się w miarę sprawnie po tym grząskim terenie. Ustalamy zatem 250 $ na głowę i z uśmiechem na ustach przekazujemy gościom koperty na powitanie w progach firmy. Chwilę póżniej – wybiła wszakże godzina 11.30, inspektorzy królewskim gestem zapraszają całą ekipę księgową na obiad. Tzn. – oni zapraszają, firma płaci. Normalka. 
Biuro za ścianą wyludnia się na bite 3 godziny!  Kiedy wreszczie wracają, księgowy przeprasza i tłumaczy, że nie mogli wrócić wcześniej, gdyż goście zaprosili do restauracji ....kolegów po fachu, a ci mocno się spóźnili. Pięcioro inspektorów zamówiło po butelce wina do posiłku dla 10 osób – stąd rachunek: 250 $. Wina nawet nie otwarto, tylko sprawnie zapakowano do domu. Normalka. Tego dnia już nie wracają do pracy. Ale zdążyli przekazać, że nasze koperty są śmiechu warte.  
Następnego dnia próbujemy z księgowym wybadać oczekiwania skarbówki. Bez większych ogródek proponują 2.500 $ na dobry początek i zawzięcie odmiawiają ustalenia ostatecznej wartości okupu. Po czym znów porywają całą ekipę na 2 godzinny obiad – tym razem bez gości i bez wina, ale moja cierpliwość i tak dobiega końca. Począwszy od jutra zapraszamy państwa do naszej kantyny! 
Jednocześnie instruuję księgowego, żeby zwalił na mnie całą winę za niezrozumiały opór wobec powszechnie przyjętych praktyk: Ot, ta biała szefowa dopiero od niedawna jest w Wietnamie i nic nie rozumie. Nie mamy nic do ukrycia i przedstawimy inspektorom wszelkie wymagane informacje. 
Odpowiedź skarbówki jest jasna: następnego dnia nie zjawiają się. 
Ale już w poneidziałek czarna Toyota parkuje przed budynkiem i tym razem, po raz pierwszy od tygodnia, inspektorzy biorą się do pracy. Zespół miota się między stertami folderów z dokumentami sprzed lat, odkurza stare pudła ze zwilgotniałymi fakturami i pożółkłymi przelewami bankowymi. Tak mija kolejny tydzień solidnej, kilkugodzinnej dziennie pracy. Nie pojawia się już temat rekompensaty dla inspektorów, natomiast mnożą się problemy podatkowe w naszej firmie. 

Nawet pudła tradycyjnych ciast z okazji  święta jesieni  (tak, tak – obchodzimy je awansem) nie udobruchały pana ze złotym zegarkiem. 
Pozostaje uzbroić się w cierpliwość – negocjacje wznowimy za tydzień, zanim na raporcie z kontroli spocznie czerwona pieczęć.   

tax

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • maciej.ccs

    W Wenezueli jest podobnie. A właściwie gorzej. Bo tutaj, w sprawnie zarządzanej firmie, nie czekasz biernie na kontrolę, tylko raz na jakiś czas starasz się (w tym momencie konieczne są koperty) aby została przeprowadzona, niezapowiedziana oczywiście, kontrola skarbowa. Sprawę ułatwia, bo to też powszechny proceder, zatrudnienie jako księgowego (oczywiście przez podstawioną firmę) inspektora ze skarbówki.

  • b_hunter

    Coroczne życzenia wysłałem na yahoo i starą pracę ale chyba zmieniłaś adresy.

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci