Menu

Miss Saigon

Żenię się.... niechcący

chaobella

Są tacy, którzy ślub planują z pompą wiele miesięcy naprzód; inni wolą spontaniczne ceremonie w stylu Las Vegas, a jeszcze innych sama wizja przeraża tak bardzo, że żyją w wolnych związkach z obawy przed ogarnięciem logistyki przyjęcia (zwłaszcza, jeśli miałoby się powtarzać co kilka lat). 
Mój dobry francuski kolega - nazwijmy go Paul - mieszka od kilku lat ze swoją wietnamską dziewczyną – nazwijmy ją Hong. Ona mówi rodzinie, że mieszka w akademiku, on się nie musi nikomu tłumaczyć. Nic nie zakłócało sielanki, aż do niedawnej wizyty rodziców chłopaka w Wietnamie. Chcąc sprawić wszystkim przyjemność, postanowił  zorganizować uroczystą kolację w wyjątkowym miejscu. Jak pomyślał, tak zrobił, a raczej – zlecił zadanie specjalne Hong. Ona przyklasnęła i zaczęła dzwonić do restauracji na uroczej wysepce Than Da. Paul co jakiś czas pytał o postęp w logistyce, ale jako, że wszystko wydawało się być pod kontrolą, nie wnikał w szczegóły, bądź co bądź, planowanej kolacji dla czworga.
Pięć dni później, Hong poprosiła go o odebranie sukienki zamówionej na kolację – w końcu nie co dzień podejmuje się rodziców chłopaka, w dodatku przybyłych z dalekiej Francji. Paul wpadł do krawca po pracy, machinalnie zapłacił i dopiero porozumiewawcze spojrzenie wlaściciela pracowni oraz nieoczekiwana waga paczki ze strojem wzbudziła jego podejrzenia. Odbierał bowiem tradycyjny, kobiecy kostium ślubny! Uśmiechnął się pod nosem – w końcu nie tak dawno bawił się przez całą noc na przyjęciu zorganizowanym przez znajomych cudzoziemców, gdzie część gości paradowala w  wietnamskich strojach ślubnych – ot, nostalgiczny i elegancki wybór kostiumu na pożegnanie się z krajem.
Następnego dnia, wraz z Hong, udał się do restauracji – ot, sprawdzić, czy faktycznie miejsce zadowoli rodziców. Zamiast stolika dla czworga,
zastał
bogato udekorowaną salę na sto osób. Styl nie pozostawiał cienia złudzeń. Spojrzał na Hong, która rozpłynęła się w dumnym uśmiechu: tak pięknie sobie poradziła z życiowym zadaniem, w zaledwie pięć dni! Ma też nadzieję, że Paul’owi spodoba się jego tradycyjny strój ślubny – w drodze powrotnej, wpadną do krawca do przymiarki.
Cóż było robić? W akcie paniki, Paul obdzwonił dziesięciu najlepszych znajomych, z których tylko co drugi mógł się zjawić w ekspresowym tempie na niespodziewanym ślubie nazajutrz. 

Kiedy, niczego nieświadoma, zapytałam Paula w poniedziałek, co słychać, usłyszałam:
- No cóż, jak by to powiedzieć...., wygląda na to, że niechcący się ożeniłem...



Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [PawelW] *.dynamic.kabel-deutschland.de

    O mamo... poplakalem sie ze smiechu!
    Nie ma co, aktywna niewiasta.

© Miss Saigon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci